Kultura

Przypadek Małgosi B.

Małgorzata Bela – modna modelka

Wpływowy portal models.com nadał Małgorzacie Beli tytuł ikony branży. Wpływowy portal models.com nadał Małgorzacie Beli tytuł ikony branży. Marineau/Starface / EAST NEWS
Nadąsana i żądająca niebotycznych kwot za kilka minut pozowania. Taka nie jest Małgosia Bela. Jedna z niewielu polskich modelek, która weszła na szczyt w swojej branży i utrzymuje się na nim od 15 lat.
Bela w ogóle nie była przekonana, że chce być modelką. Od małego chciała być aktorką, ale odwodziła ją od tego mama, mówiąc, że jest za wysoka.Modelplus/materiały prasowe Bela w ogóle nie była przekonana, że chce być modelką. Od małego chciała być aktorką, ale odwodziła ją od tego mama, mówiąc, że jest za wysoka.
Gdy na początku nowego millennium Bela awansowała w modowej hierarchii, spełniło się jej młodzieńcze marzenie o aktorstwie. Oczywiście przez przypadek.Modelplus/materiały prasowe Gdy na początku nowego millennium Bela awansowała w modowej hierarchii, spełniło się jej młodzieńcze marzenie o aktorstwie. Oczywiście przez przypadek.

O dważnie deklaruje, że czuła się jak Nikodem Dyzma. – Moja kariera jest wynikiem szczęścia, zbiegów okoliczności, dobrego menedżmentu, ale też mojej osobowości i charakteru. Znalazłam się w tym świecie przez przypadek, nigdy o nim nie marzyłam – mówi Małgorzata Bela.

Tak naprawdę z bohaterem powieści Dołęgi-Mostowicza łączy ją więc nie jakiś rodzaj oszustwa, ale to, że jej kariera zaczęła się od przypadku. I od przyjęcia.

Studentka, która została modelką

Warszawa, 1998 r. W Teatrze Wielkim pokaz mody. Kolekcję firmuje nazwiskiem aktor Krzysztof Kolberger, projektuje Krzysztof Łoszewski. Na widowni artystyczno-kulturalna elita, w tym Andrzej Mleczko w towarzystwie wysokiej studentki anglistyki. Na przyjęciu do dziewczyny podchodzi Dariusz Kumosa, szef agencji Model Plus, i proponuje współpracę. – Małgosia wyróżniała się wzrostem i urodą, ale nie sposób było przewidzieć, czy zrobi karierę, bo takiej gwarancji nigdy nie ma – wspomina Kumosa. – Sukces w tej branży to proces, na który składają się cechy charakteru modelki, przypadki losowe, wsparcie rodziny i agencji.

Trochę trwało, zanim zrobili pierwsze zdjęcia. Bela w ogóle nie była przekonana, że chce być modelką. Od małego chciała być aktorką, ale odwodziła ją od tego mama, mówiąc, że jest za wysoka. Gdy poznała Kumosę, studiowała anglistykę i od 12 lat grała na fortepianie, co wyrobiło w niej dyscyplinę i pracowitość, z której słynie do dziś. O swoim przyszłym zawodzie miała blade pojęcie, modelki kojarzyły jej się z teledyskiem George’a Michaela „Freedom” z 1990 r. Wystąpiła w nim ówczesna elita modelingu: Christy Turlington, Cindy Crawford, Tatjana Patitz, Naomi Campbell i Linda Evangelista.

To ta ostatnia wypowiedziała słynne zdanie, że za mniej niż 10 tys. dol. nie wstaje z łóżka, co było nie tyle deklaracją jej megalomanii, ile podkreśleniem statusu, jaki miały wówczas modelki. Przełom lat 80. i 90. należał w popkulturze do tej nowej kasty gwiazd – zjawiskowych kobiet, które prowadziły bajkowe życie, prezentując na sobie kosztowne ubrania i biżuterię. Grupa, do której należały też Claudia Schiffer i Stephanie Seymour, ucieleśniała marzenie pokolenia yuppies i boomu gospodarczego o dobrobycie i ziszczonym amerykańskim śnie. – Oczekiwano wręcz od nich, że będą stroić fochy i zarabiać niebotyczne kwoty – komentuje Ina Lekiewicz, szefowa działu mody „Elle”.

Epoka supermodelek skończyła się w połowie lat 90., ich bujna uroda nie pasowała do minimalizmu, który przejmował świat mody. Nowym ideałem została chuda i bardziej interesująca niż piękna Kate Moss. – Bela miała szczęście, bo gdy zaczynała pracę, modne były dziewczyny o buzi dziecka – mówi Lekiewicz. – Uroda polskiej modelki jest zarazem uniwersalna i plastyczna – łatwo poddaje się różnym stylizacjom, co w tym zawodzie jest dodatkowym walorem. Ale w Polsce się nie podobała. – U nas branża modowa była wtedy w powijakach. Niechęć do robienia kreatywnych i nowatorskich rzeczy zresztą została. Jeśli dziś w ręce stylistów czy makijażystów trafia utalentowana dziewczyna o mało komercyjnej urodzie, to nie zrobi kariery. Musi ją najpierw wylansować Prada czy Marc Jacobs, wtedy polska branża się nią zainteresuje – tłumaczy Kumosa. I podkreśla, że ważną rolę w lansowaniu modelek mają fotografowie. – Pod koniec lat 90. na rynku liczyli się dwaj: Marcin Tyszka, któremu Małgosia się nie podobała, i Robert Wolański, który jej nie znał. Nie miała z kim pracować, rozwijać się. Podobnie jest w polskim futbolu, gdzie utalentowani piłkarze rozwijają się dopiero pod wodzą trenerów w klubach zagranicznych.  

Agencja wysłała Belę do Nowego Jorku, jednej ze stolic światowej mody. Rodzicom wstydziła się przyznać, w jakim celu jedzie, martwiła się, co się stanie ze studiami. „Trafiłam na odpowiednie osoby, które potrafiły spojrzeć na mnie inaczej. Ich nie interesowało, jak wyglądam na castingu, tylko jak będę wyglądała na sesji” – wspominała w wywiadzie dla „Machiny”. I tak opisuje tamtą siebie: „Bida z Polski, fatalnie ubrana, źle uczesana, z toną makijażu na twarzy”.

Polką zachwyciła się znana z minimalistycznych kolekcji Jil Sander i zarezerwowała ją na wyłączność. Akcje Beli poszły w górę, bo w świecie mody nic tak nie dodaje atrakcyjności jak niedostępność. Wkrótce zatrudniają ją do pokazów Valentino, Givenchy, Balenciaga, Prada, Dior. Pozuje też najlepszym – Stevenowi Meiselowi, Patrickowi Demarchelier, Mario Testino. Do tego dochodzą sesje dla włoskiej czy paryskiej edycji „Vogue’a” oraz nowego francuskiego magazynu „Numéro”. Bela w kwietniu 1999 r. zdobi okładkę drugiego numeru, a przy okazji poznaje wydawcę pisma, znanego w branży bon vivanta Jean-Yves’a Le Fur. Poślubi go kilkanaście lat później, we wrześniu 2013 r. Zdjęcia z ich wesela, na którym śpiewa Beth Ditto, a Kate Moss tańczy, dotrą do bodaj wszystkich portali plotkarskich w Polsce i na świecie. To jeden z nielicznych momentów, gdy o Beli będzie się mówić w kraju. W ciągu 11 lat pojawiła się ledwie na 4 okładkach polskich pism, wywiadów udzieliła w sumie kilkunastu. – Nie pracuję w Polsce, mieszkam w Paryżu, nie ma potrzeby, żebym udzielała się w polskich mediach tylko po to, żeby zapewnić sobie status celebrytki – wyjaśnia.

 

Małgosia, która urodziła się za późno

W 2000 r. Bela poznaje legendę fotografii, zmarłego w 2004 r. Richarda Avedona, który sportretował choćby Andy’ego Warhola, Beatlesów, Marilyn Monroe i Johna F. Kennedy’ego. Jest jedyną polską modelką, która z nim pracowała. Zdjęcie, na którym pozuje w kunsztownej sukni z kolekcji haute couture Diora, ramię w ramię z Brazylijką Gisele Bündchen, można kupić w nie mniej sławnym domu aukcyjnym Christie’s za 91 tys. dol.

Dostaje od Avedona album z dedykacją „Dla mojej drogiej Małgosi, która urodziła się za późno”. Słyszy od niego, że się marnuje w świecie mody. – Myślę, że to miał być komplement. Chodziło mu o to, że z łatwością wyrażam emocje, szybko wyczuwam, czego chce fotograf i jak wyobraża sobie sesję – mówi Bela.

Miała też inteligencję i osobowość, zdawałoby się zbędne dodatki w tej branży. – Do agencji przychodzi rzesza dziewczyn ładnych pozornie, bo one nic sobą nie wnoszą, na zdjęciu jest pustka – mówi Dariusz Kumosa. Wiek Beli i wykształcenie były jej atutem. – Sesja przypomina plan filmowy, na którym reżyserem jest fotograf, od modelki oczekuje się, że szybko zaproponuje fotografowi emocje, wcieli się w jakąś rolę. Umieją to dojrzałe dziewczyny, one też potrafią wykorzystać w sesji, jeśli trzeba, swój seksapil, erotyzm. Ważne jest także, by modelka miała o czym rozmawiać z fotografem, czego nastolatki często nie potrafią.

Bo kontakty tu są równie ważne jak odpowiedni wzrost. Ta branża opiera się, jak mówi Bela, na relacjach z ludźmi. Sama pracuje właściwie z tym samym gronem od 15 lat, uchodząc za jedną z najbardziej skromnych i życzliwych modelek.

Gdy na początku nowego millennium Bela awansowała w modowej hierarchii, wyznaczanej przez współpracę z prestiżowymi magazynami, projektantami i fotografami, spełniło się jej młodzieńcze marzenie o aktorstwie. Oczywiście przez przypadek. W pewnym sensie zawdzięcza go Avedonowi, bo gdy wyjechała na sesję z nim, klucze do nowojorskiego mieszkania zostawiła znajomej. Ta z kolei przenocowała u Beli swoją koleżankę z liceum, więc gdy modelka wróciła do domu, zastała śpiącą w swoim łóżku Małgorzatę Szumowską, która akurat w tym czasie szukała aktorki do filmu „Ono”. Młodej, świeżej, nieopatrzonej. Ktoś jej podpowiedział Belę. – Rozmowa początkowo się nie kleiła. Ożywienie zapanowało, kiedy zaczęłyśmy mówić o filmie Elema Klimowa „Idź i patrz” – wspominała reżyserka. – Małgosi polecił go Avedon, ja widziałam go w łódzkiej Filmówce. Okazało się, że to jeden z naszych ulubionych filmów.

Modelka, która została aktorką

Bela poświęciła dwa lata, żeby zagrać u Szumowskiej dziewczynę, która rozmawia ze swoim nienarodzonym dzieckiem. Tuż przed zdjęciami do „Ono” zdała do słynnego Actors Studio w Nowym Jorku. Reżyserka rozpływała się nad pracowitością i naturalnością aktorki, ale krytyka i publiczność odniosły się do niej – oraz całego filmu – z dystansem. Kinowa fikcja zabawnie przecięła się z życiem, bo „Ono” pojawiło się w kinach wkrótce po tym, jak Bela urodziła syna Józefa. Jego ojca i swojego pierwszego męża, reżysera Artura Urbańskiego, poznała zresztą przez Szumowską.

Moda zeszła na drugi plan, Bela zagrała w dyptyku o Janie Pawle II u boku Piotra Adamczyka oraz epizody u Koterskiego, Holland i Adamik. Potem miała pięć lat przerwy. Ostatnio wystąpiła w pierwszej serii „Bez tajemnic”, serialu stacji HBO, gdzie zagrała lekarkę zakochaną w swoim terapeucie. – Małgosia nie jest aktorką, która zagra każdą rolę i będzie technicznie bezbłędna, ale ma w sobie świeżość, autentyzm oraz pewną tajemnicę – mówi Anna Kazejak, która razem z Jackiem Borcuchem reżyserowała serial. – Otoczeni najlepszymi aktorskimi profesjonalistami, byliśmy gotowi również na pewne ryzyko i przygodę, czego efektem był wybór właśnie jej. Do tego Gosia pięknie się fotografuje i ma nieoczywistą urodę, co było również istotne w przypadku roli Weroniki.  

Bela próbowała sił w Hollywood, ale bez sukcesów – dostawała nieciekawe oferty ról kobiet-ozdóbek. Po latach przerwy wróciła do świata mody, a jej agencje przekuły kilkuletnią nieobecność w atut. Zamiast tradycyjnego portfolio wysyłały DVD z fragmentami filmów, a fama, że Bela jest zajęta aktorstwem i przyjmuje tylko wybrane propozycje, sprawiła, że stała się bardziej pożądana. Reklamuje Kenzo, Galliano, Hermesa czy perfumy Opium YSL, występuje na okładkach i sesjach dla „Vogue’a”, „V”, dwukrotnie pojawiła się w kalendarzu Pirelli. Wpływowy portal models.com nadał jej tytuł ikony branży – noszą go też Eva Herzigova, Milla Jovovich, Helena Christensen, Carmen Kaas i Anja Rubik. Wiek pracuje na jej korzyść, Bela z każdym rokiem wygląda dojrzalej, a to – oczywiście przypadkowo – jest akurat na topie. – W modzie wraca się do starszych twarzy, ma to między innymi związek z kryzysem ekonomicznym – komentuje Ina Lekiewicz z „Elle”. – W reklamach nie ma już piętnastolatek z oczami sarny, bo klienci chcą widzieć kobiety, z którymi mogą się utożsamić. Pojawiła się też tendencja, by modelka była zwyczajna, naturalna. Dobrze, jeśli ma jakieś inne zajęcie albo hobby. Małgosia jest aktorką i to widać na zdjęciach, choćby w sposobie, w jakim panuje nad swoim ciałem, nawet w ekstremalnych warunkach, jak odważna sesja dla „Interview” – dodaje dziennikarka.

Po randze zleceń można ocenić status modelki. Belę mogliśmy ostatnio oglądać w reklamie ubrań modnego amerykańskiego projektanta Alexandra Wanga, perfum Stelli McCartney, luksusowej bielizny La Perla oraz kolekcji Isabel Marant dla H&M. Choć to popularna marka, kontrakt jest prestiżowy dzięki nazwisku Marant, bardzo pożądanej paryskiej projektantki, i towarzystwu – w reklamie biorą też udział Alek Wek, Milla Jovovich i Lou Doillon.

Czy można zajść w modzie jeszcze dalej? Bela: – Nie myślę o tym. Chyba czuję się spełniona w tej branży. Pracuję. Już nie jestem Nikodemem Dyzmą.

Polityka 51-52.2013 (2938) z dnia 17.12.2013; Ludzie i style; s. 152
Oryginalny tytuł tekstu: "Przypadek Małgosi B."
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Dr Joanna Wardzała o pokoleniu 20-latków odrzucających konsumpcyjny styl życia rodziców

Rozmowa z dr Joanną Wardzałą, socjolożką i badaczką zachowań konsumpcyjnych, o tym, dlaczego dzisiaj młodzi ludzie nie chcą kupować i gromadzić dóbr.

Joanna Podgórska
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną