Kultura

Dziadek kontrkultury

William Seward Burroughs - pierwszy hipster

Burroughs był emblematycznym przykładem hipstera. Burroughs był emblematycznym przykładem hipstera. Forum
Minęło sto lat od urodzin Williama Burroughsa, pisarza, skandalisty, patrona rewolucji obyczajowej i wzorca hipstera.
William Burroughs nie oszczędzał się zanadto, przechodząc kolejne fazy uzależnienia od wszelkich możliwych narkotyków, alkoholu, intensywnych homoseksualnych i heteroseksualnych kontaktów erotycznych.Jean-Louis Atlan/Corbis William Burroughs nie oszczędzał się zanadto, przechodząc kolejne fazy uzależnienia od wszelkich możliwych narkotyków, alkoholu, intensywnych homoseksualnych i heteroseksualnych kontaktów erotycznych.

Po obu stronach Atlantyku ruszy wkrótce kawalkada rocznicowych przedsięwzięć: wystawy, konferencje naukowe, a nawet festiwal muzyczny, który ma się odbyć w kwietniu w słynnym, prowadzonym przez Johna Zorna nowojorskim klubie The Stone. Wszystko to dla pisarza, który nieustannie bulwersował amerykańską i światową opinię publiczną dziełami zaliczanymi przez socjologa Daniela Bella do „pornopopkultury”, a teraz, pośmiertnie, jest fetowany jako mistrz transgresji i artysta totalny. Podobnie jak jego przyjaciel z kręgu Beat Generation Allen Ginsberg, stał się klasykiem.

Życie na krawędzi 

William Seward Burroughs umarł w sierpniu 1997 r. i nikogo ten smutny fakt specjalnie nie zaskoczył. Pisarz w chwili śmierci miał 83 lata, a w życiu nie oszczędzał się zanadto, przechodząc kolejne fazy uzależnienia od wszelkich możliwych narkotyków, alkoholu, intensywnych homoseksualnych (głównie) i heteroseksualnych (rzadziej) kontaktów erotycznych. Eksplorował rozmaite środowiska przestępcze, a przy tym konsekwentnie kontestował oficjalną kulturę i politykę. W takiej dawce to musiało być zabójcze, więc jeśli coś tu dziwiło, to raczej fakt, że autor „Nagiego lunchu” dożył tak pięknego wieku.

W wydanej niedawno książce Rafała Księżyka „23 cięcia dla Williama S. Burroughsa” można przeczytać: „Pytali Bur­roughsa o masochizm, sugerując, że jego przejawem była narkomania. »Teraz mówisz o hedonizmie. Wszystkie te narkotyki dawały mi mnóstwo przyjemności« – kwitował. Począwszy od końca lat 40. kilkakrotnie z powodzeniem rzucał nałóg, ale regularnie, do końca życia, powracał do opiatów. Już jako 80-latek mieszkający w Kansas systematycznie zażywał metadon, środek wykorzystywany w programach odwykowych dla heroinistów”.

Biografię Burroughsa nieźle określa więc mocno już zbanalizowane powiedzenie „życie na krawędzi”. Jeszcze przed wojną, jako 20-latek, Burroughs wnika w subkulturę gejowską Nowego Jorku, a nieostrożność powoduje, że zaraża się syfilisem. W 1951 r. w czasie pijackiej zabawy strzela do szklanki ustawionej na głowie swojej żony Joan Vollmer. Niecelnie, kobieta umiera, a on tylko dzięki sprytnemu adwokatowi unika oskarżenia o zabójstwo. Poza tym zdarza mu się trafiać za kraty choćby z tytułu posiadania i używania narkotyków, choć spory wpływ na konflikty z prawem miewają też związki ze środowiskiem złodziejsko-dilerskim.

Burroughs, pochodzący z zamożnej rodziny absolwent elitarnych szkół i wydziału literatury angielskiej Uniwersytetu Harvarda, od wczesnej młodości zdaje się fascynować tym wszystkim, co przeraża dobrze wychowanych reprezentantów białej klasy średniej: narkotykami, orgiastycznym seksem, przestępczym półświatkiem. Kiedy ma 13 lat, zachwyca się autobiografią złodzieja i narkomana Jacka Blacka „You Can’t Win”. Potem przyjdzie zainteresowanie XIX-wiecznym francuskim dandyzmem oraz psychoanalizą (w szczególności mistyczno-seksuologicznymi koncepcjami Wilhelma Reicha). Te intelektualne podniety, pogłębiane uczestnictwem w stosownych wykładach uniwersyteckich, będą miały wpływ na późniejszą twórczość autora „Ćpuna” i „Delikatnego mechanizmu”, a przede wszystkim na status mentora w środowisku młodych pisarzy z ruchu Beat Generation.

Podkreślanie przynależności Burroughsa do pokoleniowej formacji Beat Generation jest nadużyciem – twierdzi Rafał Księżyk w swej książce. Owszem, przyjaźnił się z jej czołowymi reprezentantami, Allenem Ginsbergiem czy Ja­ckiem Kerouakiem, ale był od nich starszy i niekiedy dość znacząco różnił się od nich poglądami, tudzież zmysłem estetycznym.

 

Bitnicy, których naturalnym przewodnikiem był w latach 50. Allen Ginsberg, uwielbiali cool jazz młodego Milesa Davisa i Johna Coltrane’a i w ogóle byli fanami budzącej się wtedy do emancypacji kultury afroamerykańskiej. Burroughs dla przyjemności wolał słuchać muzyki klasycznej i uwielbiał czytać francuskich poetów z XIX w., zwłaszcza Baudelaire’a. Poza tym wystarczy spojrzeć na stare zdjęcia z czasów, kiedy Ginsberg wydał swoją debiutancką książkę „Howl And Other Poems”. Ginsberg czy Kerouac noszą się „proletariacko”, ubrani w T-shirty i flanelowe koszule, podczas gdy Burroughs niemal zawsze występuje w eleganckich garniturach z kamizelką.

Pierwszoplanowa postać

Dla „młodszych braci bitników” Bill (tak go przeważnie nazywali) był nie tylko „starszym bratem”, ale też nauczycielem. Warto mieć na uwadze, że także z racji swojego wykształcenia więcej od nich wiedział o historii literatury, no i był specjalistą od Francuzów, wtedy bardzo modnych w kręgach bohemy nowojorskiej i kalifornijskiej, którą poeci beatu współtworzyli.

A jednak, mimo tych różnic wiekowych i nierówności statusu, nie da się Burroughsa tak zupełnie odkleić od bitnikowskiej cyganerii. Praktykowany przezeń styl życia był osobliwą fuzją dandyzmu i bitnikowskiej, straceńczej dezynwoltury. Z jednej strony wiara w transgresyjną siłę sztuki, która tak jak halucynogen potrafi uwolnić od rutyny, z drugiej illinx – zatracenie się w używkach, seksie, transie, wiecznej podróży, ryzykownej przygodzie.

W gruncie rzeczy Burroughs był emblematycznym przykładem hipstera. Tak opisuje go Norman Mailer w swoim słynnym, opublikowanym po raz pierwszy w 1957 r. w magazynie „Dissent”, eseju „The White Negro”.

Mailer definiuje hipstera jako uczestnika subkulturowej bohemy kwestionującej dominację białego człowieka w Ameryce. Mailerowski hipster to „biały Murzyn”, który chce się oddalić od swojego kulturowego zaplecza, od swojej klasy, a nawet rasy. Staje się wyrzutkiem z wyboru i (jakżeby inaczej) buntownikiem bez powodu, wiecznym dzieckiem, Piotrusiem Panem, który dziwnym trafem stał się rewolucjonistą. Hipsterskiemu zanegowaniu podlega przede wszystkim purytańska i mieszczańska tradycja białej, kolonizatorskiej Ameryki.

Według Mailera hipster pojawia się już w latach 20. XX w. jako nowe wcielenie liberalnego (i libertyńskiego) przeciwnika amerykańskich bigoteryjnych tradycjonalistów, którzy w poprzednim stuleciu czekali na koniec świata, tworząc nowe organizacje i Kościoły millenarystyczne, a tuż po pierwszej wojnie światowej zaczęli zabiegać o wprowadzenie prohibicji, co ostatecznie nastąpiło w 1919 r. Podczas Wielkiego Kryzysu hipster staje się sojusznikiem wszystkich odrzuconych – białych bezrobotnych, czarnych potomków niewolników, artystów oskarżanych o nieobyczajność, anarchistów i latynoskich imigrantów. Potem, w latach 30., hipster włącza się do środowiska bohemy artystycznej, zwłaszcza tej nowojorskiej. I wtedy – jak opisuje to Norman Podhoretz w eseju dołączonym do „W drodze” Kerouaca – odkrywa dla siebie dawną, europejską mitologię dandysowską, którą łączy (wielce ryzykownie w sensie intelektualnym) z lewicowym światopoglądem. Według Mailera hipster powojenny, ten z lat 40. i 50., przywdziewa kolejny kostium europejski (czyli francuski) – egzystencjalisty.

Można rzec, że ów Mailerowski hipster (zarówno ten przed-, jak i powojenny) to dokładna analogia postaw kultywowanych przez Williama Burroughsa, łącznie z ważnym dla amerykańskiej bohemy zapatrzeniem na francuski dandyzm i egzystencjalizm.

 

W latach 60., gdy w Stanach rozgorzeje rewolucja obyczajowa, a Ginsberg stanie się nieformalnym przywódcą duchowym hipisów, Burroughs skupi się na sprawach związanych ze swoją twórczością. Będzie ciągany po sądach z powodu oskarżenia „Nagiego lunchu” o obsceniczność. Wyda trzecią książkę („Nova Express”), zamykającą cykl „Nova Trilogy” (dwie poprzednie to „Nagi lunch” i „Soft Machine” – w opublikowanym niedawno polskim przekładzie „Delikatny mechanizm”). Będzie publikował kolejne książki komponowane wedle wymyślonej przez siebie metody „cięć” (cut-ups), czyli losowego zestawiania fragmentów, przypominającego trochę dadaistyczne tworzenie wierszy z dowolnie dobranych słów albo surrealistyczny „zapis automatyczny” wedle recepty André Bretona. Będzie krążył między Paryżem, Londynem i Nowym Jorkiem. Rozpocznie się jego romans z filmem. Powstanie scenariusz jego autorstwa do nigdy nienakręconego filmu o gangsterze Dutchu Schultzu i pojawi się pomysł ekranizacji „Nagiego lunchu”, którą ostatecznie zrealizuje David Cronenberg dopiero w 1991 r.

Tak czy inaczej w burzliwej dekadzie hipisowskiej rewolucji dzieci kwiatów i politycznej rebelii studenckiej Burroughs stał się pierwszoplanową postacią neoawangardy, zwracając na siebie uwagę aktywistów sztuki politycznie zaangażowanej, tudzież wzbudzając zainteresowanie nowej generacji artystów rocka, takich jak Lou Reed, Iggy Pop, Patti Smith czy wreszcie David Bowie. Niedługo później do grona fanów Burroughsa dołączą liczni muzycy punk­rockowi (zarówno amerykańscy, związani ze sceną nowojorską, jak i brytyjscy).

Ciekawe, że Burroughs zaczął być ważny dla środowiska rockowego dopiero na przełomie lat 60. i 70. A prawdziwą wyrocznią stał się jeszcze później, gdy w 1981 r. w wytwórni należącej do zespołu Throbbing Gristle wydał zawierającą kolaże dźwiękowe płytę „Nothing Here Now But The Recordings”.

Jest to sprawa o tyle intrygująca, że dużo wcześniej idolami jazzowej i rockowej (a nawet folkowej) sceny muzycznej byli duchowi podopieczni Burroughsa – Ginsberg, Kerouac, Corso czy Gary Snyder. Przyczyną takiego stanu rzeczy mógł być artystyczny i obyczajowy radykalizm autora „Nagiego lunchu”. W latach 60. jego proza wzbudzała zainteresowanie albo purytańskich strażników moralności, albo aktywistów nowo powstałego ruchu LGBT, albo wąskiego kręgu admiratorów nowej, postawangardowej literatury. Artyści rockowi musieli dojrzeć do zrozumienia i przyjęcia transgresyjnej rewolty proponowanej przez Burroughsa. I stało się to możliwe dopiero po doświadczeniach rocka psychodelicznego, po pierwszych triumfach nasyconego biseksualnym erotyzmem glamu i po początkach anarchistycznego, totalnie antysystemowego punk­rocka tudzież mrocznego industrialu.

Teraz, oczywiście, pamięta się postać staruszka w kapeluszu i ciemnych okularach z nakręconego w 1997 r. teledysku U2 do piosenki „The Last Night on Earth”. Czy to przypadek, że ostatnią rolą Burroughsa był występ w rockowym klipie?

***

Świat świętuje 100 lat Burroughsa

W Londynie można obejrzeć „Taking Shots” (do 30 marca), pierwszą tak dużą wystawę fotografii Williama S. Burroughsa. Obejmuje ponad sto prac, głównie portrety przyjaciół artysty: Jacka Kerouaca, Allena Ginsberga, a także kolaże oraz filmy krótkometrażowe. Do 22 marca trwa tu również wystawa obrazów „William Burroughs 100”.

W Nowym Jorku obchody setnej rocznicy urodzin artysty trwać będą przez cały kwiecień. W programie koncerty, odczyty, wystawy i pokazy filmów z udziałem m.in. Johna Zorna, Laurie Anderson i Steve’a Buscemiego. 

W Lawrence w amerykańskim stanie Kansas, mieście, w którym Burroughs spędził ostatnie lata życia, upamiętnia rocznicę urodzin artysty cały cykl spotkań z jego przyjaciółmi. Usłyszeć tu można wykład reżysera Johna Watersa, efekty współpracy Burroughsa z liderem Nirvany Kurtem Cobainem oraz obejrzeć obrazy powstałe przy użyciu uwielbianej przez Burroughsa broni palnej.

W Gdańsku klub Żak przygotował na dzień setnej rocznicy urodzin pisarza połączony z prelekcją i dyskusją pokaz słynnego „Nagiego Lunchu” Davida Cronenberga, natomiast stołeczny klub Kosmos Kosmos zorganizował premierę nowego przekładu pierwszej powieści Burroughsa „Ćpun” oraz panel dyskusyjny z udziałem Rafała Księżyka, autora pierwszej polskiej monografii artysty.

Polityka 8.2014 (2946) z dnia 18.02.2014; Ludzie i style; s. 92
Oryginalny tytuł tekstu: "Dziadek kontrkultury"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Żyjmy Lepiej

Jak przeciwdziałać osteoporozie?

Nie powoduje bólu. Nie daje o sobie znać do momentu upadku i złamania biodra lub ręki. Może dlatego mało kto przyjmuje do wiadomości, że po 50. roku życia każdy powinien sprawdzić gęstość swojego kośćca. Czyli: czy nie dotknęła go osteoporoza.

Paweł Walewski
04.02.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną