Charles Aznavour – polski symbol znad Sekwany

Francja elegancja
7 maja w Łodzi wystąpił Charles Aznavour. 90-letni artysta to symbol piosenki francuskiej, która w Polsce miewała odbiór wyjątkowy, także polityczny.
Charles Aznavour – „Napoleon francuskiej piosenki”.
Roland Godefroy/Wikipedia

Charles Aznavour – „Napoleon francuskiej piosenki”.

Wielkość sławy Aznavoura, człowieka skądinąd postury niewielkiej (160 cm), przesłoniła Polakom obraz różnorodności francuskiej sceny muzycznej.
Koen van Weel/EPA/PAP

Wielkość sławy Aznavoura, człowieka skądinąd postury niewielkiej (160 cm), przesłoniła Polakom obraz różnorodności francuskiej sceny muzycznej.

Przyjazd Aznavoura do Sopotu w 1984 r. był wydarzeniem wielkiej wagi. Po pierwsze dlatego, że Aznavour był pieśniarzem legendą, zwłaszcza dla starszej części rodzimych melomanów oddanych kultowi piosenki francuskiej; po drugie, ponieważ niosła się po kraju sława Aznavoura aktora, ze świetną rolą w „Blaszanym bębenku”, którego w kinach nie było, ale bywał już wtedy oglądany z kaset na coraz popularniejszych magnetowidach; po trzecie wreszcie – ponieważ w orwellowskim roku mało kto spośród znanych zachodnich artystów do Polski przyciśniętej stanem wojennym zaglądał, więc jeśli coś takiego się zdarzało, miało siłą rzeczy rangę ewenementu.

Telewidzowie oglądający transmisję telewizyjną nie przypuszczali jednak (bo nie mogli tego wiedzieć), że w tle koncertu najważniejszej gwiazdy festiwalu rozgrywał się tragikomiczny dramat. Reżyser sopockiej imprezy Jerzy Gruza wspomina to tak: „Jak każdy wielki artysta Aznavour chciał występować na końcu, nie zdając sobie sprawy z długości koncertu giganta. Niespodziewanie jakaś Czeszka stała się ulubienicą publiczności i śpiewała zamiast trzech minut przez okrągłą godzinę i nie można jej było spędzić z estrady. Kiedy wyszedł Aznavour, zbliżała się pora odjazdu ostatniej kolejki z Sopotu w kierunku Gdańska i Gdyni. Ze zdumieniem wielki gwiazdor zobaczył, że gdy zaczął śpiewać, publiczność natychmiast wstała i opuściła tłumnie amfiteatr. Zręcznym montażem i podkładem braw, które otrzymała Czeszka, uratowano transmisję telewizyjną. W amfiteatrze wyglądało to tragicznie i przerażająco. Aznavour był w szoku. Kolejowy rozkład jazdy w Trójmieście pokonał światową gwiazdę”.

Strawy dla koneserów

Z okazji tej pierwszej polskiej wizyty nazwano Aznavoura „Napoleonem francuskiej piosenki”. To ważne, bo termin „francuska piosenka” miał status określenia specyficznego gatunku twórczości. „Francuska piosenka” traktowana była jako emanacja „francuskości” – francuskiej kultury, francuskiego gustu i ogółu skojarzeń z cywilizacyjnymi walorami, które dawniejsza polska inteligencja, obowiązkowo znająca francuski, uznawała za wzór jednocześnie narodowy i światowy. Aznavour wpisywał się zatem w ten kontekst doniosłości, tak jak Brel, Bécaud, Boris Vian czy Juliette Gréco.

Tymczasem dziś na francuską muzykę popularną patrzy się bez narodowych konotacji. Weźmy choćby triumfatorów ostatniej edycji Grammy duet Daft Punk. Mistrzowie elektroniki sprawiają wrażenie kompletnych kosmopolitów – do tego stopnia, że spora część ich fanów nie wie, że podziwia muzyków francuskich. Są paryżanami, ale równie dobrze mogliby być londyńczykami czy pochodzić z Nowego Jorku.

Kilka dekad temu francuska publiczność mogłaby z tego powodu narzekać, wszak we Francji, także tej muzycznej, bardzo silne były antyanglosaskie uczucia. Głównie dlatego, że francuska piosenka od połowy lat 50. bywała na światowej scenie systematycznie i coraz mocniej marginalizowana przez muzykę amerykańską i brytyjską, zwłaszcza rockową. A przecież wtedy, gdy eksplodował rock i spektakularnie zaczynały się kariery Elvisa Presleya, Little’a Richarda, Chucka Berry’ego czy Jerry’ego Lee Lewisa, najlepiej zarabiającą artystką estradową na świecie była Edith Piaf. W tamtym czasie Charles Aznavour współtworzył autorski duet z Gilbertem Bécaudem, a piosenka francuska miała dobrze zasłużoną renomę duchowej strawy dla koneserów. Bo była to przede wszystkim piosenka literacka.

Zaczęło się od tak zwanej „piosenki realistycznej”. To ona zresztą rozpędziła karierę Edith Piaf (estradowej mentorki Aznavoura), a patronowały jej gwiazdy dawnego francuskiego kabaretu – Frehel, Yvette Guilbert czy Aristide Bruant. La chanson realiste była dla Francji tym, czym był blues dla Ameryki: „głosem biedoty”, ekspresją wykluczonych i rodzajem „miejskiego folku”. Ta sięgająca schyłku XIX w. tradycja wokalna, zlokalizowana głównie w Paryżu, polegała na śpiewaniu tekstów komentujących bieżącą codzienność i stawiających się w wyraźnej opozycji do kultury klas wyższych. Nie przypadkiem uliczna piosenka francuska nazywana bywa przez historyków kabaretu „gazetą ludu”.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną