Kultura

Drugie dziecko Rosemary

Filmy w odcinkach

Amerykańska stacja NBC zaplanowała premierę pierwszych dwóch z czterech odcinków serialowej wersji „Dziecka Rosemary” na 11 maja, czyli w amerykański Dzień Matki. Amerykańska stacja NBC zaplanowała premierę pierwszych dwóch z czterech odcinków serialowej wersji „Dziecka Rosemary” na 11 maja, czyli w amerykański Dzień Matki. Christophe Ena/AP / EAST NEWS
Agnieszka Holland wyreżyserowała nową, odcinkową wersję „Dziecka Rosemary”. Tym samym słynny film Romana Polańskiego dołączy do innych głośnych obrazów poddanych serializacji – przeniesionych z dużego na mały ekran.
Mia Farrow w „Dziecku Rosemary” Romana Polańskiego, 1968 r.Courtesy Everett Collection/EAST NEWS Mia Farrow w „Dziecku Rosemary” Romana Polańskiego, 1968 r.
Kinowe „Fargo” braci Coen.GramercyPictures/Courtesy Everett Collection/EAST NEWS Kinowe „Fargo” braci Coen.
Serialowe „Fargo” kopiuje okoliczności przyrody oryginału.Matthias Clamer/FX Networks/EAST NEWS Serialowe „Fargo” kopiuje okoliczności przyrody oryginału.

Amerykańska stacja NBC zaplanowała premierę pierwszych dwóch z czterech odcinków serialowej wersji „Dziecka Rosemary” na 11 maja, czyli w amerykański Dzień Matki. Trudno na to nie patrzeć jako na żart, jeśli się pamięta, o co w historii chodzi. To thriller o kobiecie w ciąży, coraz bardziej przekonanej, że jej mąż oddał ich nienarodzone jeszcze dziecko zamożnej parze do celów okultystycznych w zamian za pomoc w rozwoju kariery. Bohaterka nie może się uwolnić od powracających wizji, snów albo wspomnień, w których ojcem dziecka okazuje się sam diabeł.

Reżyserka serialu Agnieszka Holland zapowiada połączenie psychologicznego thrillera z tarantinowskim pastiszem gore i grą konwencjami satanistycznego horroru: – Urokiem tej akurat popowej wersji „Fausta” (albo Claudelowskiej „Wymiany”) jest jej niejednoznaczność. Na tym między innymi polegał sukces powieści Iry Levina i ekranizacji Polańskiego – tłumaczy. – Czy to dzieje się naprawdę? Czy to jest projekcja szaleństwa ciężarnej kobiety? A jeśli naprawdę, to czy Rosemary jest niewinną ofiarą czy też sama ulega piętrowej pokusie? U nas to drugie pytanie jest silniejsze, bo bohaterka jest aktywniejsza i bardziej rozbudzona, również erotycznie. Trudno się jej do tego przyznać, ale diabeł – w każdym wydaniu – podnieca ją znacznie bardziej niż młody, nudnawy mąż.

Serial uwspółcześnia wątki z powieści i filmu sprzed ponad 40 lat, inaczej też stawia akcenty. – Zło jest piękne, bogate i cyniczne. Nie grupka ekscentrycznych starych pierdzieli, jak u Polańskiego, ale paryska high society – opowiada reżyserka. – Przypomina się „Dyskretny urok burżuazji”, a w tle stoją wielkie korporacje. Głównym powodem słabości wobec pokus jest narcyzm, bardzo to współczesne. Diabeł wie, że każdego uda mu się skusić, to tylko kwestia ceny, i trudno mu nie przyznać racji.

NBC nie boi się o oglądalność „Dziecka...”. Ma dobre serialowe doświadczenia – właśnie kończy nadawać drugi sezon świetnie przyjętego „Hannibala”, nowej wersji historii stworzonej przez pisarza Thomasa Harrisa i sfilmowanej m.in. w słynnym „Milczeniu owiec” z Anthonym Hopkinsem i Jodie Foster. Z kolei stacja A&E zamówiła właśnie trzeci sezon „Bates Motel”, serialu o narodzinach jednego z najgłośniejszych filmowych psychopatów – Normana Batesa znanego z „Psychozy” Alfreda Hitchcocka. Na seriale nawiązujące do sprawdzonych głośnych filmów zdecydowały się także inne stacje. Na 10 odcinków można się zanurzyć w świecie „Fargo” braci Coen i towarzyszyć braciom Gecko w drodze do baru otwartego „Od zmierzchu do świtu”, przeróbce kultowego dzieła Quentina Tarantino i Roberta Rodrigueza.

Z jednej strony przybywa stacji i każda próbuje przyciągnąć widownię oryginalnym i chwytliwym serialem. Stosują strategię przećwiczoną już przez kino, które regularnie produkuje nowe wersje głośnych tytułów sprzed lat, ekranizuje słynne powieści, biografie i sztuki filmowe. Tyle że serial dysponuje atutem, którego kino nie ma: czasem, który pozwala w pełni wybrzmieć ekranowym bohaterom i zaistnieć zarysowanemu w filmie światu.

Głupi i chciwi ludzie

Trudno uciec przed najprostszym skojarzeniem: sprzedawanie jeszcze raz tego, co osiągnęło sukces, czyli odcinanie kuponów. Takie zarzuty spotkały ­Rodrigueza po pierwszym odcinku „Od zmierzchu do świtu”, który rozciągnął do 40 minut początkowe sceny filmu. Sytuacji nie uratował nawet Don Johnson, dawny policjant z Miami, tu w roli dzielnego starego strażnika Teksasu. To zresztą jedyna gwiazda w obsadzie, serialowi brakuje kreacji choćby na miarę George’a Clooneya i Quentina Tarantino w rolach filmowych braci Gecko. Zarzuty o skok na kasę były o tyle celne, że reżyser już wcześniej próbował – bez sukcesu – nawiązywać do hitu z 1990 r., tworząc dwie kontynuacje: „Od zmierzchu do świtu 2” i „Od zmierzchu do świtu 3: Córka kata”. Ta ostatnia nie trafiła nawet do kin. Teraz serialowa wersja filmu ma pomóc stanąć na nogi stacji telewizyjnej stworzonej przez Rodrigueza – El Rey Net­work. „Na rynku telewizyjnym robi się coraz ciaśniej i El Rey Network potrzebuje charakterystycznej serii, która zainteresuje widzów i odróżni nas od konkurencji. »Od zmierzchu do świtu« jest właśnie taką serią” – tłumaczył wiceprezes kanału Scott Sassa. Kolejne odcinki wypadły lepiej niż premiera, pokazały, że Rodriguez zgodnie z zapowiedziami „z radością powrócił do swoich bohaterów i popchnął ich historię w nowym kierunku”, pojawiły się niepokojące sceny azteckich rytuałów i intrygujące wizje pełne trupów i potworów. Kampowy i pastiszowy film o wampirach, przeniesiony na mały ekran, staje się mroczniejszy i bardziej refleksyjny. Widzowie chyba dali się przekonać, bo serial, dystrybuowany przez Netflix, dostał zamówienie na drugi sezon.

Z równie dużymi wątpliwościami przyjęto decyzję braci Coen o włączeniu się w produkcję serialu opartego na „Fargo”, ich kultowym filmie z 1996 r. Kto raz obejrzał „Fargo”, ten nigdy nie zapomni tej wiecznej zimy, głupich i chciwych ludzi, którzy nieudolnie próbują poprawić swój los, a tylko wszystko pogarszają. I jedynej sprawiedliwej w tym świecie – skromnej policjantki w zaawansowanej ciąży. Twórca produkcji Noah Hawley, wcześniej odpowiedzialny m.in. za sukces serialu „Kości”, skopiował okoliczności przyrody oryginalnego „Fargo”: mamy znajome zaspy, pomiędzy którymi przemykają w kurtkach puchówkach i czapkach uszankach bohaterowie, zresztą nie mniej głupi i prymitywni niż ci z oryginału, nie brakuje też dzielnej policjantki, choć ta akurat (jeszcze?) nie jest w ciąży. W znanej scenerii, która teraz nazywa się miasteczko Bemidji w Minnesocie, twórcy osadzają jednak zupełnie nową historię. Bohaterem jest Lester Nygaard (Martin Freeman, znany z ról serialowego Doktora Watsona i filmowego Bilbo Bagginsa), agent ubezpieczeniowy i życiowy nieudacznik. Żona kilka razy dziennie przypomina mu, że wszyscy jej odradzali małżeństwo z nim, brat się go wstydzi. Mimo czterdziestki na karku wciąż jest ofiarą swojego szkolnego prześladowcy. Jego życia nie odmieni para wynajętych przestępców idiotów, jak w filmie, tylko diaboliczny Lorne Malvo (Billy Bob Thornton). Da Lesterowi życiową naukę: „Twój problem polega na tym, że wierzysz w istnienie zasad, a ich po prostu nie ma. Byliśmy kiedyś gorylami. Braliśmy, co się da, i broniliśmy tego” – i będzie katalizatorem akcji całej serii.

Bawi tu aktorski drugi plan, m.in. znany z roli Saula Goodmana w „Breaking Bad” Bob Odenkirk, tu w roli wąsatego szeryfa, czy oryginalna para mafiosów z... „Fargo”, są absurdalne dialogi. Przede wszystkim zaś jest klimat, wciągająca historia i bohaterowie, których mamy szanse dobrze poznać przez 10 odcinków. Po pierwszych recenzje są znakomite, a twórca serialu widzi swoją produkcję jako antologię – w tym samym uniwersum można osadzić różne historie. Wtedy filmowe „Fargo” mogłoby być odbierane jako jedna z nich.

W głowie psychopaty

Inną drogą poszli twórcy seriali „Hannibal” i „Bates Motel”. W swych produkcjach opowiadają nam ciąg wydarzeń, który doprowadził głównych bohaterów do sytua­cji, w jakich ich znajdujemy w książkach i filmach.

Hannibal Lecter z serialu Bryana Fullera jeszcze nie jest zamkniętym w klatce niebezpiecznym psychopatą, którego pamiętamy z „Milczenia owiec”. Grany przez przystojnego i charyzmatycznego Madsa Mikkelsena jest szanowanym doktorem psychiatrii, umiejętnie ukrywającym swoje skłonności, współpracującym z FBI przy budowie profilów psychologicznych groźnych psychopatów, a prywatnie – dandysem i smakoszem. Wysmakowanie – na granicy piękna i kiczu, perwersyjne – to znak rozpoznawczy produkcji Fullera. Obrazy wymyślnych potraw przygotowywanych przez Hannibala krzyżują się z obrazami wymyślnych morderstw dokonanych przez psychopatów i mrocznymi wizjami dręczącymi przyjaciela i podopiecznego Hannibala, profilera FBI Willa Grafama (Hugh Dancy). Ten drugi w powieściowej tetralogii o Hannibalu Lecterze Thomasa Harrisa ledwie miga, w serialu zaś awansował na drugiego głównego bohatera, z którym kanibal prowadzi wyrafinowaną grę. Fuller swój serial ma rozpisany na 7 sezonów: „Kiedy dotrzemy do czwartego sezonu, wtedy już w całości opierać się będziemy na książkach Thomasa Harrisa. Czwarty sezon w całości skupi się na »Czerwonym Smoku«, a piąta seria na »Milczeniu owiec«. Sezon szósty będzie erą Hannibala, a siódma seria zakończy całą historię”.

„Bates Motel” to zaś opowieść o tym, co spowodowało, że Norman Bates, bohater powieści Roberta Blocha, genialnie sfilmowanej w 1960 r. przez Alfreda Hitchcocka, chwycił za nóż w kultowej scenie pod prysznicem. „Psychoza” Hitchcocka doczekała się czterech kontynuacji oraz remake’u zrealizowanego przez Gusa Van Santa w 1998 r. Serial stawia na klimat: wszystko dzieje się w małym miasteczku, centralnym wątkiem jest chora relacja Batesa z neurotyczną i zaborczą matką. Właśnie skończył się drugi sezon, premierę kolejnego stacja A&E zapowiada na przyszły rok, ma mieć 10 odcinków.

Telewizyjne kino niezależne

W czasach gdy amerykański przemysł filmowy coraz silniej nastawia się na kasowe produkcje dla młodzieży, a niezależne studia stają się częścią tego systemu, realizacje poważniejsze, z bardziej skomplikowaną fabułą, mają szansę powstać właściwie już tylko w telewizji. Billy Bob Thornton przy okazji premiery serialowej wersji „Fargo” tłumaczył ten mechanizm na własnym przykładzie: „Przez ostatnich pięć–sześć lat świat filmu drastycznie się zmienił. W dawnych czasach, jeśli przechodziłeś z filmu do telewizji, to oznaczało, że z twoją karierą dzieje się coś złego. Teraz jest odwrotnie”.

Zdaniem Thorntona, niezależne studia filmowe przestawiły się na produkcję tytułów opartych na efektach specjalnych lub komedii dla szerokiej widowni, a w powstałą w ten sposób lukę weszła telewizja. „Aktorzy, którzy naprawdę chcą grać w ciekawych historiach, operować czarnym humorem, tworzyć dramatyczne role, muszą to robić w telewizji – dodaje. – Jeśli chcesz być celebrytą, po prostu idź do dentysty w Beverly Hills i walnij kogoś. Jeśli chcesz być aktorem, idź do dobrego serialu w telewizji. Tam znajdziesz dla siebie zajęcie”.

Widać, że serializacja (analogicznie do ekranizacji) zamienia się w trend. Wśród kinowych tytułów, o których myślą telewizje, wymienia się „Truman Show”. Do serialowej wersji świetnego filmu Petera Weira z 1998 r. przymierza się ponoć oddział wytwórni Paramount Pictures, Paramount TV. Historia Trumana Burbanka, który całe życie spędził, nieświadomie występując w reality show, podglądany przez tysiące kamer i otoczony przez aktorów grających jego rodzinę i przyjaciół, aż prosi się o nową wersję. Ta rozgrywałaby się w końcu już w czasach, gdy miliony ludzi ogłaszają w internecie, co zjadły na śniadanie. Rzeczywistość potwierdziła, a nawet przegoniła prognozy Weira.

Pojawiają się także informacje o przymiarkach do serializacji „Świata Dzikiego Zachodu” Michaela Crichtona z 1973 r. (mówiło się nawet o Jonathanie Nolanie jako reżyserze serialu), „Barbarelli” – filmu Rogera Vadima z 1968 r. (przymierzać się do tego ma Amazon Studios) oraz kultowego „Blues Brothers”.

„Dziecko Rosemary” będzie niezłym testem na to, czy kultowy status filmu sprzed lat uda się odświeżyć, pokazując go młodej publiczności w jej ulubionej formule, czyli w odcinkach.

Polityka 19.2014 (2957) z dnia 06.05.2014; Kultura; s. 88
Oryginalny tytuł tekstu: "Drugie dziecko Rosemary"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Fotoreportaże

Urok małych liczb. Najlepsze polskie apartamentowce

Zamiast balkonów na długość stopy i niedoświetlonych parapetów są szerokie tarasy i wielkie okna, zamiast anonimowości – przestrzenie, które sprzyjają spotkaniom z sąsiadami. Najlepsze polskie apartamentowce mają mało mieszkań, wyjątkową architekturę i położenie. Niestety, kameralne wciąż znaczy rzadkie i ekskluzywne.

Marta Polny
28.09.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną