Kultura

Możesz mnie zjeść, ale co mi za to kupisz?

Masłowska czyta dzieciom

„Czasem popadam w marazmy. Ale potem znajduję sobie coś nowego fajnego do roboty. Sztukę dla dzieci albo pisanie muzyki”. „Czasem popadam w marazmy. Ale potem znajduję sobie coś nowego fajnego do roboty. Sztukę dla dzieci albo pisanie muzyki”. materiały prasowe
Dorota Masłowska o swojej sztuce dla dzieci, przekraczaniu granic i o tym, skąd w najmłodszych potrzeba posiadania.
Okładka sztuki „Jak zostałam wiedźmą”materiały prasowe Okładka sztuki „Jak zostałam wiedźmą”

Justyna Sobolewska: – Przy „Wiedźmie” śmialiśmy się i ja, i mój syn, jedenastolatek. Strasznie podobało mu się zdanie: „Możesz mnie zjeść, ale co mi za to kupisz?”. Sama wiedźma nie jest zbyt straszna, raczej biedna, trochę jej współczułam.
Dorota Masłowska: – Też byś czasami chciała zjeść dziecko?

Dla mnie to trochę opowieść o złej  matce…
Hmmm, w ogóle mi to nie przyszło do głowy. Może o „nie dość dobrej matce”? W naszej mentalności figura Matki Polki, ukochanej „matuli”, jest bardzo silna. Myślę, że mało która kobieta do tego ideału dorasta, ale na wszelki wypadek wszystkie są nią straszone.

Skąd w ogóle pomysł napisania sztuki teatralnej dla dzieci?
Zostałam namówiona przez Agnieszkę Glińską. Nasza współpraca w teatrze nałożyła się ze wspólnym siedzeniem na placu zabaw, więc temat „sztuka dla dzieci” wypłynął naturalnie. Zawsze byłam fanką przedstawień Agnieszki dla dzieci: „Pippi” i „Wiedźm”. Są one jednocześnie mądre i cyrkowo atrakcyjne, pełne efektów specjalnych. Ale nie laserowych, tylko takich analogowych trików typu teatrzyk cieni.

Więc bardzo się napaliłam na tę współpracę, ale potem przyszedł impas. Wiele miesięcy zajęło mi przebrnięcie przez tony literatury dziecięcej, czytałam wszystko, co mi się nawinęło. Może się wydawać, że dla dzieci pisać łatwo, że wystarczy poślizgać się na fali wyobraźni. A tak naprawdę ta literatura wymaga szczególnego namysłu.

„Jak zostałam wiedźmą” napisałam bardzo szybko, ale namyślanie się nad tym, jak to zrobić rozsądnie, fascynująco i z zachowaniem „godności Doroty Masłowskiej”, czyli pewnej własnej linii stylistycznej, zajęło mi sporo czasu.

Bardzo ładny jest ten motyw „wchodzenia w kołdrę”.
Próba wejścia w pościel jest jednym z moich najmilszych wspomnień z dzieciństwa. Była to kołdra mojej babci, z haftowanym rombem, przez który prześwitywała połyskliwa różowa tkanka kołdry właściwej. Pamiętam wchodzenie tam i poczucie absolutnego bezkresu, które z roku na rok się niestety zmniejszało. Ale był moment, gdy byłam przekonana, że kołdra jest naprawdę nieskończona i gdyby iść, toby się doszło nie wiadomo gdzie. I oczywiście gdyby babcia nie wyganiała z tej kołdry. Teraz wreszcie mogłam odbyć tę podróż. Miałam przy pisaniu dużo przyjemności z odzyskiwania tego typu wspomnień.

Twoja córka Malina to czytała?
Oczywiście, była moją konsultantką. Testowałam na niej ten tekst od samego początku, obserwując, czy nie zasypia, czy się nudzi, czego nie rozumie, gdzie są mielizny. Bez niej bym sobie nie poradziła. Sztuka ma taką archaizującą formę mrocznej baśni, opowiadanej na zapiecku ballady. Jednocześnie jest jak najbardziej zaczepiona we współczesności i posługuje się motywami i rekwizytami zaczerpniętymi z życia mojej córki.

Im więcej czytałam literatury dla dzieci, tym bardziej myślałam, że dzieciom nie można serwować ochłapów. Ich wyobraźnia jest zrujnowana przez produkcje Pixara. W tych filmach nie ma ograniczeń formalnych, ale przy niesamowitym bogactwie rozmaitych bodźców uderza ubóstwo mentalne, schematyczność fabularna, która już dzieci nuży i nudzi. Zaczęłam się zastanawiać, co bym im chciała powiedzieć. I doszłam do wniosku, że o wiele za mało rozmawia się z dziećmi o konsumpcji. Świat pomnażania dóbr jest w oczywisty sposób atrakcyjny, ale jednocześnie wciąga nas, uzależnia i oddala od siebie. Nie mówiąc o tym, że jest zbudowany na wyzysku tych, którzy dla nas te dobra produkują za dolara dziennie.

Mój młodszy syn jest nieszczęśliwy już w momencie, kiedy dostaje to, o czym marzył, bo chce więcej, chce czegoś innego, następnego.
Malinka też przechodziła ten etap i myślałam wtedy: czy to nie obrazuje wspaniale natury naszych konsumpcyjnych pragnień? Że właściwie ekscytuje nas sam proces zdobywania, mnożenia, a samo posiadanie już mniej.

My, dorośli, też tak mamy, tylko się maskujemy, żeby nadać naszym działaniom pozór logiki. To było dla mnie psychodeliczne odkrycie. Zastanawiałam się, dlaczego tak mało się dzieci na to uczula, dlaczego tak mało się o tym rozmawia. I myślę, że podtrzymywanie takiego stanu rzeczy jest po prostu wygodne, bo umożliwia niebycie z dzieckiem, nierozmawianie, pacyfikowanie, odwracanie uwagi. Rodzicom jest na rękę uzależnienie dzieci od gadżetów i iPhone’ów. Te przedmioty to jeden ze sposobów organizowania uwagi dziecka, próbujemy je nimi ściszyć, wyłączyć. Dzieci są teraz tak skonstruowane, że nie mogą po prostu BYĆ. Trzeba je bezustannie animować, dostarczać im rozrywki.

No tak, ale moje dziecko ostatnio tak się zajęło sobą, że wsadziło gwóźdź do kontaktu.
Tak, ale z drugiej strony uczymy je, że bycie samo w sobie jest nudne i żebyś czuła pełnię, cały czas musi ci coś migać przed oczami.

To prawda, ale czasem musimy jeszcze przy dzieciach pracować. I wtedy trudno o pełną uwagę… Wracając do tematu – w tej sztuce dużo jest nowego, ale też czuje się „Pawia” i Dorotę Masłowską z wcześniejszych książek: choćby motyw wyciągania duszy przez ucho. Potem dusza leży jak szmatka.
Wiadomo, że po opublikowaniu mojej książki nie spadnie liczba kupowanych dzieciom tabletów. Ale obrazek duszy uciekającej przez uszy może zostać im w głowach i stać się rodzajem literackiej szczepionki przeciwko pustemu życiu. Baśnie, jak wiadomo, pokazują pewne schematy fabularne, w których funkcjonujemy. I mrok, zło to ich naturalne elementy. Ale właśnie w formie takiej kulturowej szczepionki, pokazującej dziecku, że to zło nie jest wieczne, nie jest niezwyciężalne.

Jest też trochę śmieszne.
Ta wiedźma ma też wąsy. Chodzimy z Maliną dużo do Teatru Lalka, lubię tę atmosferę lat 70.–80., kandelabry, pajęczyny i welurowe tapety. Publiczność dziecięca jest interaktywna, mówi do aktorów, panuje tam inny niż gdzie indziej poziom przenikania się rzeczywistości widowni ze sceniczną.

Nie pisałam tej rzeczy jako książki, cały czas miałam z tyłu głowy, że będzie to wystawione w teatrze i chciałam użyć środków, które na mnie samą w teatrze działają. Na przykład bardzo lubię taki rodzaj niepokoju, że być może postaci zdają sobie sprawę, że są postaciami – u mnie odsłanianie tego mechanizmu kreacji wywołuje dreszcze. Wychodziłam z założenia, że na dzieci też to zadziała, wrażenie, że coś tam jeszcze jest niepokojącego pod spodem. Dziecięca publiczność jest podatna na rozmaite oszustwa, nie jest cyniczna i wyniosła jak publiczność dorosła.

Sprawdziłaś jak ten tekst działa na inne dzieci?
Czytałam go dzieciom w klasie Malinki i bardzo się wciągnęły. Czułam się jak gwiazda, bo jeszcze kilka dni później krzyczały za mną na korytarzu.

Dzieci w ogóle lubią wiedźmy.
Wiedźma nie jest z tego zwykłego, oczywistego porządku dobra i praworządności. Niesie mrok, szaleństwo, nieprzewidywalność. To postać bez pupy, którą dzieci są tak zmęczone. Mimo że trzymają stronę grzeczności, to przecież magnetyzuje je ten mrok. Wiedźma w tej książce posiada wielką moc, ale przez głód i wąsy trochę też ją traci.

Trochę jest też dziewczynką, a dziewczynka wiedźmą, bo wymieniają się myślami.
Wszyscy jesteśmy wszystkimi, mamy w sobie różne osoby. Wiedźma z wąsem, grająca w eurobiznes niczym mężczyzna w sukience, wywołuje śmiech. Prawdę mówiąc, miałam duże obawy, siadając do pisania, że mogę popaść w jakąś dydaktyczną manierę. A wyszło dość anarchistycznie.

Udaje ci się nieustannie przekraczać rozmaite granice. I za każdym razem ktoś chce cię postawić do kąta.
Czasem popadam w marazmy, myślę, że już nic więcej nie zrobię. Ale potem wynajduję jakąś szparę, znajduję sobie coś nowego fajnego do roboty. Sztukę dla dzieci albo pisanie muzyki. To, co przynosi mi dreszcze, to te poszukiwania, bezustanne eksperymenty i wchodzenie na obcy teren, przekraczanie granic pt „tego ci nie wolno”. Przy nowym projekcie muzycznym okazało się, jak wiele to moje wchodzenie na obcy teren wywołuje agresji, chęci postawienia mnie do kąta. A ja właśnie lubię robić rzeczy, które wytrącają ludzi z równowagi. Trochę mnie ponienawidzą, a i tak zaraz rzucą się na kogoś innego.

W nowej sztuce jest wielka zasadnicza różnica w porównaniu do poprzednich książek – Masłowska wyszła z osiedla.
Rzeczywiście. Może dlatego, że moje dziecko jest wychowane poza osiedlem. Ale moje dzieciństwo na osiedlu wydaje mi się malownicze: piwnice, kazamaty, bandy, bunkry i martwe koty. Ja czasem chodzę na osiedla na spacer, kojarzą mi się romantycznie – mieszkania jedno pod drugim, słuchanie, jak sąsiedzi się kochają albo spuszczają wodę. Teraz dzieci nie mają swoich band, są samotnikami.

Może mają coś w zamian?
Mają iPhone’y, ale to nie daje im szczęścia, bo chcą więcej i więcej iPhone’ów.

Jeszcze mój syn ma pytanie: co było dalej z wiedźmami? 
Ojej, jestem zupełnie nieprzygotowana na to pytanie. Mam tylko trochę mogącą rozczarować odpowiedź, że kiedy autor pisze ostatnie zdanie w książce, to świat, który wymyślił, zamiera i zastyga w bezruchu, i potem bardzo trudno jest uruchomić go z powrotem.

Myślę, że wiedźmy już zregenerowały swoje moce i dalej włóczą się po świecie. Głodne, zaglądają ludziom w okna.

 

***

O sztuce dla dzieci Doroty Masłowskiej „Jak zostałam wiedźmą” pisze w kolejnym numerze Justyna Sobolewska (w kioskach 14 maja, w POLITYCE Cyfrowej – 13 maja po godzinie 18).

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Fotoreportaże

Urok małych liczb. Najlepsze polskie apartamentowce

Zamiast balkonów na długość stopy i niedoświetlonych parapetów są szerokie tarasy i wielkie okna, zamiast anonimowości – przestrzenie, które sprzyjają spotkaniom z sąsiadami. Najlepsze polskie apartamentowce mają mało mieszkań, wyjątkową architekturę i położenie. Niestety, kameralne wciąż znaczy rzadkie i ekskluzywne.

Marta Polny
28.09.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną