„Polityka”. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

SUBSKRYBUJ
Kultura

Puenta agenta

Polscy szpiedzy chwycili za pióra

Zdjęcie z okładki pierwszej książki Mariana Zacharskiego Zdjęcie z okładki pierwszej książki Mariana Zacharskiego materiały prasowe
Sypnęło książkami pisanymi przez słynnych oficerów wywiadu PRL. Powieści, wywiady rzeki, wspomnienia i reportaże. Praca szpiega wymaga ciszy – dlaczego polscy agenci przestali milczeć?
Aleksander MakowskiKrzysztof Żuczkowski/Forum Aleksander Makowski
Marian ZacharskiPiotr Bławicki/DDTVN/EAST NEWS Marian Zacharski
Vincent SeverskiAlbert Zawada/Agencja Gazeta Vincent Severski

Piszą generałowie i niższe szarże, a nawet ministrowie. Czasem z niewątpliwym talentem; trudno oprzeć się wrażeniu, że przez lata pracy w wywiadzie marnowali czas, skoro ich prawdziwa pasja to pisanie.

Vincent Severski (pseudonim literacki oficera pracującego dla wywiadu PRL i III RP) mówi, że pisanie i czytanie to ważny element pracy w wywiadzie. Trzeba pisać scenariusze przygotowywanych operacji, raporty i analizy. – Na podstawie moich opisów przełożeni musieli wyrobić sobie obraz sytuacji, a więc niejako oczekiwali ode mnie formy literackiej.

Pisanie zawsze przychodziło mu łatwo. Zbigniew Siemiątkowski, wówczas szef UOP, napisał na jednym z raportów Vincenta Severskiego: „Pan się marnuje w wywiadzie, pan powinien powieści pisać”. – Sprawił mi tym ogromną radość – przyznaje były as wywiadu.

Dedykacja od Margaret Thatcher

Vincent Severski, być może idąc za radą swojego szefa, napisał dwie powieści „Nielegalni” i „Niewierni” – obie opisują świat szpiegów. Okazały się bestsellerami. Pracuje nad kolejnymi tomami. Nie nazywa siebie pisarzem, woli określenie autor. Jest autorem wziętym. Chociaż ukrywa prawdziwe nazwisko, chętnie pokazuje się publicznie. Na ostatnich targach książki w stoisku wydawnictwa Czarna Owca na warszawskim Stadionie Narodowym razem z innym słynnym szpiegiem Aleksandrem Makowskim przyciągnęli długą kolejkę czytelników czekających na dedykacje.

Makowski to jeden z „bohaterów” raportu Antoniego Macierewicza z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych. Swoją opowieść o tajnych operacjach wywiadu w Afganistanie „Tropiąc bin Ladena” napisał z polemicznej potrzeby. Wersja z raportu Macierewicza a relacja Makowskiego to dwa inne światy, przy czym książka, w przeciwieństwie do dzieła szefa komisji likwidacyjnej WSI, napisana jest pasjonująco. Ujawnił nie tylko fascynujące kulisy poszukiwań szefa Al-Kaidy, ale też szczegóły wcześniejszej akcji wymierzonej w irlandzkich terrorystów. Aleksander Makowski udając handlarza bronią, sprzedał Irlandczykom kontener karabinów Kałasznikowa, Glauberytów i materiałów wybuchowych. Przesyłka była kontrolowana, przejęli ją w odpowiednim momencie Brytyjczycy, a Makowski dostał oficjalne podziękowania i książkowe wspomnienia Margaret Thatcher z jej osobistą dedykacją: „To Aleksander with all good wishes”. Działo się to w 1993 r., Makowski był w tym czasie prywatną osobą, bo trzy lata wcześniej, jako jeden z nielicznych oficerów wywiadu cywilnego (I departament MSW), został negatywnie zweryfikowany i zwolniony ze służby. Ale chyba jest dużo prawdy w powiedzeniu, że szpieg pozostaje szpiegiem na całe życie. Makowski w swojej książce opowiada o operacjach, jakie prowadził, będąc, jak pisze, wolnym strzelcem, ale wykonującym zadania zlecone przez UOP i WSI. Czy ujawniając liczne szczegóły, łamie zasady poufności?

Vincent Severski twierdzi, że wspomnienia oficerów wywiadu to nie jest ich prywatna sprawa. – Nie jesteśmy właścicielami dat, zdarzeń, nazwisk i tych wszystkich rzeczy, które identyfikują działalność operacyjną. Nigdy nie ujawnię nazwisk mojej agentury, nigdy pan nie zidentyfikuje operacji, w których uczestniczyłem – mówi.

W życiu prywatnym szpiedzy to zwykli ludzie, którzy mają swoje poglądy, sympatie i antypatie. Słowa Severskiego mogłyby dotyczyć Aleksandra Makowskiego, który ujawnia kulisy swojej pracy bez zahamowań nie tylko we wspomnianym wyżej autorskim dziele, ale też w wywiadzie rzece udzielonym Pawłowi Reszce i Michałowi Majewskiemu „Zawód: szpieg”. Ale Makowskiego autor „Niepokornych” oszczędza. Adresatem jego zarzutów o ujawnianie tajemnic jest inny słynny szpieg z czasów PRL Marian Zacharski, który we wspomnieniowej książce „Rosyjska ruletka” rozliczył się z tymi, którzy, według niego, łamali procedury wywiadu w sprawie Olina i dopuścili się zdrady ojczyzny. – Ta książka nigdy nie powinna się ukazać – mówi Severski.

Nielegał rozlicza przeszłość

Marian Zacharski, najsłynniejszy z polskich szpiegów, postanowił przed laty, że zostanie pisarzem i sam opisze własne losy, a nie pozostawi tego dziennikarzom. W 2009 r. zadebiutował autobiografią „Nazywam się Zacharski, Marian Zacharski”. Zbieżność tytułu ze sposobem przedstawiania się Jamesa Bonda, agenta 007, nieprzypadkowa.

Zacharski, polski Bond, zasłynął, kiedy w 1985 r. był wśród szpiegów wymienianych na moście Glienicke łączącym Berlin Zachodni z NRD. Wcześniej został w USA skazany na dożywocie. Odsiedział tam cztery lata w więzieniu. Dla Polski Ludowej był na tyle cenny, że za niego i trzech innych wschodnioeuropejskich agentów oddano Amerykanom 25 szpiegów skazanych w Polsce i innych krajach socjalistycznych (w tym słynnego szermierza Jerzego Pawłowskiego, który jednak zrezygnował z wyjazdu do USA i zawrócił z mostu). W swojej książce Marian Zacharski z dokładnością kronikarza odtwarza dzień po dniu swoje życie. Jako młody człowiek zostaje zwerbowany przez polski wywiad. W połowie lat 70. wyjeżdża na placówkę Metalexportu do USA. Pracuje jako handlowiec, prowadzi firmę, ale to przykrywka dla działalności szpiegowskiej. Jest tzw. nielegałem. Pozyskuje Williama Bella, który przez następne lata przekazuje mu plany amerykańskich systemów rakietowych i dokumentację rakiet Hawk. Bell nigdy nie usłyszał od polskiego biznesmena, że ten jest agentem polskiego wywiadu. Mógł się tego domyślać, ale w gruncie rzeczy interesowały go wyłącznie pieniądze, jakimi wynagradzał go Polak. W sumie było to ok. 110 tys. dol. i złote monety wartości kilkudziesięciu tysięcy dolarów. Obaj zostali aresztowani w 1981 r. Zacharski odmówił składania wyjaśnień, ściśle i do końca przestrzegał zachowania tajemnicy państwowej. Wielokrotnie próbowano go przewerbować, obiecując w zamian wolność i dostatnie życie w USA – konsekwentnie odmawiał.

Po powrocie do Polski został dyrektorem Pewexu, a w 1990 r. pozytywnie zweryfikowany wraca do pracy w pionie wywiadowczym, ale już w UOP. W połowie lat 90. próbował przewerbować rosyjskiego agenta Władimira Ałganowa. Spotkał się z nim na Majorce. Ałganowa nie zwerbował, ale twierdził, że uzyskał od niego cenne informacje m.in. o współpracy z rosyjskim wywiadem wysoko ulokowanego w Polsce agenta o pseudonimie Olin. Miał nim być ówczesny premier Józef Oleksy. Prokuratura umorzyła jednak śledztwo w tej sprawie, nie znajdując dowodów na zdradę byłego już premiera (kiedy wybuchła afera, podał się do dymisji). Prezydent Lech Wałęsa wręczył Zacharskiemu awans generalski, ale to nie uratowało jego kariery. Usunięto go z UOP. Czuł się zagrożony, zdecydował się na wyjazd z kraju na stałe. Opowiada o tym okresie swojego życia w drugiej części autobiografii, wspomnianej wyżej książce „Rosyjska ruletka”.

Odkrył w sobie wenę pisarską. Po książkach wspomnieniowych wziął się do historycznych, dotyczących walki wywiadów polskiego i niemieckiego przed II wojną światową. Materiały zdobywa m.in. w archiwach niemieckich. W „Rotmistrzu” opisuje życie słynnego polskiego asa wywiadu z okresu międzywojennego Jerzego Sosnowskiego von Nałęcza. O kulisach pracy wywiadu II RP opowiadają kolejne dzieła Zacharskiego: „Dama z pieskiem”, „Operacja Reichswehra” i wydana w maju 2014 r. „Krwawiąca granica”. Jest wierny jednemu wydawcy (Zysk i s-ka). Zbiera materiały do następnych książek o pracy wywiadu. Po latach wyciszonego życia poza granicami Polski wyraźnie odzyskał energię. Ma dużo do powiedzenia i chętnie dzieli się swoją wiedzą z czytelnikami. Przed rokiem po raz pierwszy od nagłego wyjazdu w 1996 r. przyjechał na dłużej do Polski. Rozmawiał wtedy z polskimi historykami, czasem z nimi koresponduje i nie kryje, że wymianie poglądów towarzyszy z jego strony ton polemiczny. – Dotarłem do niebywałych materiałów w archiwach, jestem wciąż młodym emerytem, mam czas, szperam w dokumentach i znajduję to, czego historycy nie zauważyli. Burzę ich święty spokój – mówi.

Szpiegowski klub literacki

Drogę szpiegom pisarzom przetarł Henryk Bossak, dzisiaj 83-letni emerytowany pułkownik wywiadu PRL. Zaczynał w 1953 r. w pionie wywiadowczym Urzędu Bezpieczeństwa. Był wieloletnim rezydentem m.in. w stolicy Maroka, w Szwajcarii, Jugosławii i na Węgrzech. W 1992 r. wydał pierwszą powieść szpiegowską „Werbownik”, potem kolejne. Ma ich na koncie już siedem. W gruncie rzeczy to opowieści fabularne, ale z kluczem. Opisuje prawdziwe zdarzenia i prawdziwych ludzi, jedynie delikatnie maskując swoich bohaterów.

Jedną z ostatnich książek na rynku opowieści o tajemnicach wywiadu, w której szpieg dokonuje swoistego coming outu, jest wywiad rzeka z byłym agentem Tomaszem Turowskim (autorzy: Agnieszka Kublik i Wojciech Czuchnowski). W czasach PRL pracował w Rzymie pod przykryciem jako jezuita. Opowieść „Kret w Watykanie” jest pełna niesamowitych zwrotów akcji, podobnie jak zrelacjonowany przez Turowskiego finał jego szpiegowskiej kariery. Nagle w 1986 r. wystąpił z zakonu i przerwał pracę dla wywiadu, wrócił do kraju. Po pozytywnej weryfikacji w 1990 r. ponownie zatrudniono go w wywiadzie, już jako dyplomatę.

Sukcesy rynkowe książek Bossaka, Zacharskiego, Severskiego i Makowskiego powodują, że także inni oficerowie wywiadu przymierzają się do przekwalifikowania się na pisarzy. Jeden z nich namawia dziennikarzy (w tym niżej podpisanego) do przeprowadzenia z nim wywiadu rzeki. Chciałby opowiedzieć o swoich wyczynach, ale pod pseudonimem. Może dlatego nie zrealizował jeszcze swojego marzenia.

Byli twórcy UOP i służb specjalnych III RP nie myśleli o wspomnieniowej książce, a nawet przeciwnie, ale padli ofiarą nieustępliwości dziennikarza Grzegorza Chlasty. Namówił ich do szczerej rozmowy o okresie przełomu lat 1989/90. Tak powstała książka „Czterej” – rozmowa z Wojciechem Brochwiczem, niedawno zmarłym Konstantym Miodowiczem, Piotrem Niemczykiem i Bartłomiejem Sienkiewiczem. To świetna puenta do literackich poczynań asów wywiadu PRL. Rozmówcy Chlasty weryfikowali ich do pracy w nowej Polsce. Uznali, że większość szpiegów pracujących dla Polski Ludowej to fachowcy, na których warto znów postawić. – Różnili się od esbeków – mówi Wojciech Brochwicz. – Świetnie wykształceni, swobodnie władający językami obcymi, znakomicie ubrani i zadbani.

Tworzyli elitę wśród służb specjalnych. Dzisiaj stworzyli nieformalny klub literacki. Wyszli z cienia już nie jako szpiedzy tajni przez poufni, ale otwarci i szczerzy ludzie pióra. Czytelnik musi zaufać, że tacy właśnie są i piszą wyłącznie prawdę.

Polityka 27.2014 (2965) z dnia 01.07.2014; Kultura; s. 78
Oryginalny tytuł tekstu: "Puenta agenta"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Agnieszka Graff i Elżbieta Korolczuk dla „Polityki”: Prawica nauczyła się grać w gender

Rozmowa z Agnieszką Graff i Elżbietą Korolczuk o kobietach, które na ulicach pokazują nowy feminizm, i mężczyznach zakażonych ultrakonserwatyzmem.

Katarzyna Czarnecka
01.12.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną