Kultura

Polska jako miejsce zbrodni

Rodzima prowincja w nowych serialach sensacyjnych

Leszek Lichota jako kapitan Straży Granicznej Wiktor Rebrow w serialu „Wataha”. Akcja nowej produkcji HBO jest osadzona w Bieszczadach. Leszek Lichota jako kapitan Straży Granicznej Wiktor Rebrow w serialu „Wataha”. Akcja nowej produkcji HBO jest osadzona w Bieszczadach. Krzysztof Wiktor/HBO / materiały prasowe
Międzynarodowe stacje telewizyjne produkują w Polsce seriale sensacyjne. Czy wniosą do naszej telewizji światowy poziom?
Wojciech Zieliński jako komisarz Nowiński i Magdalena Boczarska jako prawniczka w toczącym się na Helu serialu „Zbrodnia”AXN Polska Wojciech Zieliński jako komisarz Nowiński i Magdalena Boczarska jako prawniczka w toczącym się na Helu serialu „Zbrodnia”

Artykuł w wersji audio

Zegar na Pałacu Kultury i Nauki, Starówka, biało-czerwony Stadion Narodowy, a zaraz potem napad na bank, krzyki z dziwnym akcentem: „Wszyscy na ziemię! Szybciej!”. Tak wygląda Warszawa w niedawnym odcinku popularnego, pokazywanego na całym świecie serialu sensacyjnego z Jamesem Spaderem „The Blacklist” amerykańskiej stacji NBC (w Polsce emitują go pod tytułem „Czarna lista” AXN i TVN7). W warszawskim odcinku w naszej stolicy mieści się filia banku, który jest finansowym zapleczem największych światowych organizacji terrorystycznych, a terroryści wsparcie i arsenał broni mogą znaleźć nawet w cukierni. Ale mamy też dobre strony. Tradycyjny bimber czy bigos zastąpiły pączki z konfiturą. James Spader robi im na ekranie tak wielką reklamę, że pewnie wkrótce staną się nowym obowiązkowym punktem na turystycznej mapie miasta.

„Czarna lista” nie jest jednak jedyną szansą Polski na zaistnienie w świadomości międzynarodowej telewidowni. Właśnie startują dwa seriale sensacyjne, wyprodukowane przez polskie oddziały międzynarodowych stacji telewizyjnych: osadzony w środowisku bieszczadzkich pograniczników sześcioodcinkowiec stacji HBO „Wataha” i trzyodcinkowa „Zbrodnia” AXN z akcją dziejącą się na Półwyspie Helskim. Sukcesy odniosły jeszcze przed emisją: pierwszy już został sprzedany do 15 krajów, drugi AXN zaprezentuje na początek w pięciu.

Target i know-how

W latach 90. rodzime seriale sensacyjne były prawdziwą marką. A przy tym próbą sportretowania czasów transformacji. Nawet dziś włączona przypadkiem powtórka jakiegokolwiek odcinka „Ekstradycji” z Markiem Kondratem w roli komisarza Halskiego czy późniejszego o dekadę serialu „Glina” z docierającą się parą policjantów w wykonaniu Jerzego Radziwiłowicza i Macieja Stuhra wciąga i nie pozwala zmienić kanału. Ostatnio jednak zwykle kończyło się na szumnych zapowiedziach, jak w przypadku „Paradoksu”, reklamowanego przez TVP2 jako „polski serial skandynawski” i powrót do jakościowej produkcji sensacyjnej. Wyszło dużo poniżej oczekiwań.

Seriale borykają się z tymi samymi problemami co polskie kino: brakiem scenarzystów i niskimi budżetami produkcji, które wymuszają pośpiech i rezygnację z ambicji. A nawet jeśli twórcy pracują w lepszych warunkach, ogranicza ich target, czyli masowy widz polskiej telewizji, oraz funkcjonujące od lat przekonanie władz naszej telewizji, że nie można widzowi zbyt wysoko zawieszać poprzeczki – akcja ma być prosta, dodatkowo jeszcze tłumaczona w tautologicznych dialogach. Najpopularniejszym polskim serialem sensacyjnym jest „Ojciec Mateusz” (TVP1), który już dwunasty sezon, sześć lat, patroluje na rowerze Sandomierz i okolice. W najnowszych wyprawach towarzyszą mu średnio 4 mln widzów, prawie pół miliona mniej niż przed rokiem.

Międzynarodowe stacje powinny dysponować większymi budżetami, nowoczesnym serialowym know-how, przy tym nie muszą trafiać do widza masowego, mogą więc pozwolić sobie na produkcje bardziej wyrafinowane, skomplikowane i kontrowersyjne. Jak wyszło?

Szlak przecierała zrealizowana przed dwoma laty przez polski Canal+ „Krew z krwi”. Przeniesiony w realia Trójmiasta holenderski format „Penoza” (powstała m.in. wersja amerykańska) z Agatą Kuleszą w roli żony zamordowanego mafiosa, która, by chronić siebie i dzieci, musi przejąć jego obowiązki. Szwankowały szeleszczące papierem dialogi, w których bohaterowie polskim zwyczajem tłumaczyli widzom, co aktualnie robią. Prawa do serialu odkupiła TVP i zapowiada realizację drugiego sezonu.

 

HBO Polska także zaczęła bezpiecznie – od polskiej wersji sprawdzonego na całym świecie izraelskiego formatu „Be Tipul”, serialu „Bez tajemnic” z Jerzym Radziwiłowiczem w roli psychoterapeuty i akcją osadzoną w jego gabinecie. Od 2011 r. powstały trzy sezony. „Wataha” jest pierwszą oryginalną produkcją stacji, współtworzoną z ATM Grupą. Pilot pierwotnie powstał na konkurs zorganizowany przez Polsat. Po tym, jak nie przekonał do siebie szefów stacji, odkupiło go HBO, które uznało, że bardziej pasuje do kablówki niż stacji otwartej, przemontowało i zaczęło pracę nad kontynuacją. Na końcu scenariusz „wypolerowała” specjalistka z Wielkiej Brytanii. Dla polskiego AXN „Zbrodnia” jest produkcyjnym debiutem, więc postawiło na sprawdzony format, remake szwedzkiego serialu opartego na serii powieściowych kryminałów „Still Water” Viveki Sten.

Sensacyjna prowincja

Na pewno dobrym pomysłem było umieszczenie akcji „Watahy” i „Zbrodni” poza opatrzoną już Warszawą czy innym dużym miastem. W najciekawszych serialowych produkcjach sensacyjnych sceneria i czas są może nawet ważniejszym bohaterem niż policjanci i zbrodniarze. W najlepszych serialach akcja toczy się wolno, dochodzenie do prawdy pokazane jest jako proces żmudny i pełen pułapek. Akcent rozłożony jest równomiernie, na policyjne śledztwo i rozwiązanie zagadki, kto zabił, oraz pokazanie środowiska, w którym dokonano zbrodni, niespieszne przyjrzenie się bohaterom, relacjom, jakie ich łączą, światu, w jakim żyją. Im mniejsza i bardziej egzotyczna dla telewidza grupa, tym lepiej, nie tylko dla marketingowców stacji, którym w zalewie seriali łatwiej sprzedać produkcję osadzoną w oryginalnej scenerii. W cenie są więc małe społeczności ze swoimi rytuałami, niespiesznym tempem życia, niebanalne krajobrazy, które wniosą do serialu intrygujący klimat. Stacje wynajmują location managerów, którzy prowadzą ekipę do najciekawszych, jeszcze nieopatrzonych i nieturystycznych miejsc.

W „The Killing” stacji Fox, amerykańskim remake’u świetnego duńskiego „Forbrydelsen” („Dochodzenie”), neurotyczna policjantka we wzorzystych swetrach i policjant po odwyku przez dwa sezony (26 odcinków) prowadzą żmudne śledztwo w sprawie zabójstwa nastolatki z rodziny o częściowo polskich korzeniach. Akcja rozgrywa się w deszczowym, szaroburym, zimnym Seattle i na wyspach położonych w jego pobliżu. Scenerią brytyjskiego miniserialu „Broadchurch”, gdzie toczy się śledztwo w sprawie śmierci 12-letniego chłopca, jest mały nadmorski kurort przed sezonem i jego żyjąca tu od pokoleń niewielka społeczność. Trzy sezony „Longmire’a” stacji A&E toczyły się na amerykańskiej prowincji, w hrabstwie Absaroka, gdzie główny bohater, wychodzący z żałoby po stracie żony charyzmatyczny szeryf, tropi zbrodnie na pograniczu kultur: kowbojskiej, indiańskiej i Amiszów, jednocześnie zmagając się z własnymi demonami. Nowozelandzkie, współtworzone przez Jane Campion, „Top of the Lake” („Tajemnice Laketop”) dzieje się na malowniczej prowincji nad tytułowym jeziorem. Śledztwo w sprawie zaginionej 12-latki w ciąży doprowadzi policjantkę do konfrontacji z własną traumą z młodości i społecznością, w której dorastała. A w „The Fall” („Upadek”) znana z serialu „Z archiwum X” Gillian Anderson, tu jako wyzwolona, rzucająca wyzwanie patriarchalnej Irlandii Północnej komisarz, ściga mordercę kobiet w Belfaście. Dziś normą jest, że prowadzone śledztwo ściśle wiąże się z życiem śledczego.

 

Od Bieszczad po Hel

„Wataha” z akcją osadzoną w dzikich i pięknych zwłaszcza jesienią, kiedy toczy się akcja serialu, Bieszczadach i „Zbrodnia” z nadmorskimi plenerami małego Helu przed sezonem i portretem społeczności potomków rybaków i kłusowników świetnie wpisują się w tę „glokalność”, globalny trend na lokalność, który dostrzegła telewizja. „Watahę” kręcono m.in. w Polańczyku, Lesku, Górzance, Lutowiskach, Czarnej, w okolicach Rabego i tamy na Solinie, a także w placówkach Straży Granicznej w Stuposianach i Ustrzykach Górnych. Ten zachwyt twórców Bieszczadami momentami trochę zbyt mocno w serialu widać – część zdjęć wygląda jak z folderu reklamowego, kamera pokazuje z góry malowniczy, mieniący się kolorami jesieni las, powoli zniża się, aż widać ścieżkę, a na niej dżipa pograniczników. Jest prawie tak pięknie, jak w „inspirowanej serialem” sesji zdjęciowej do... „Playboya”, w której goła pani wygina się na tle bieszczadzkich połonin. W „Zbrodni”, reklamowanej hasłem „Na Półwyspie Helskim nikt i nic nie jest takie, jak się wydaje”, zdjęć typu „pokochaj Hel” też nie brakuje, ale skutecznie równoważy je brzydota straganów i trójmiejskie bloki.

Akcja „Watahy” zaczyna się od wielkiego wybuchu. W powietrze wylatuje chata głównego bohatera – kapitana Straży Granicznej Wiktora Rebrowa (Leszek Lichota), a wraz z nią jego przyjaciele i ukochana, świętujący odejście szefa na emeryturę. Rebrow jako jedyny żywy rozpoczyna własne śledztwo, będąc jednocześnie głównym podejrzanym w dochodzeniu prowadzonym przez przysłaną z Leska panią prokurator. Intryguje portret małego środowiska, żyjącego w symbiozie z przyrodą i z granicą, która jest jednocześnie granicą Polski i Unii Europejskiej. Podoba się zwolniony rytm życia, dialogi, w których mieszają się polski i ukraiński, pociągają różnorodni bohaterowie. Główny wątek serialu to fikcyjna opowieść, ale wiele pobocznych zostało zaczerpniętych z historii opowiedzianych scenarzystom przez samych pograniczników. Z nimi też konsultowano realia pracy serialowych strażników.

Do serialu Leszek Lichota musiał nauczyć się ukraińskiego, biegać szybko przez las, nie zabijając się o drzewa, opanować techniki zbiegania po zboczu pokrytym śliskimi liśćmi, w ciężkim ubraniu pogranicznika, w błocie i deszczu. „Ma być ciężko i ma to być widać na ekranie: dzika przyroda, dzikie rwące rzeki” – mówił na planie. Serial łączy prawdę z fikcją, scenę ucieczki pograniczników przed rozzłoszczonym niedźwiedziem, zakończoną kąpielą w bajorze, z wizytami w chacie Szeptuna (Marian Dziędziel) – lokalnego szamana. Pokazuje pograniczników, myśliwych, kłusowników i przemytników szmuglujących przez granicę alkohol, papierosy i – przede wszystkim – ludzi. Każdy ma tu swoje tajemnice, układy, wielu – drugą twarz i życie.

W „Zbrodni” wszystko zaczyna się od odnalezienia w Bałtyku przez plażującą z dziećmi bystrą prawniczkę (Magdalenę Boczarską) rozkładających się zwłok mężczyzny. Śledztwo przejmuje komisarz Nowiński (Wojciech Zieliński), cierpiący na bezsenność świeży rozwodnik, który – jak się okazuje – zna kobietę jeszcze z liceum. W porównaniu z „Watahą” bohaterowie są bardziej schematyczni, oprócz komisarza z rozbitym życiem osobistym, jest jego surowa, ale opiekuńcza szefowa oraz początkująca, zapatrzona w komisarza policjantka (Joanna Kulig), no i niesympatyczny mąż prawniczki. Są kolejne trupy i tajemniczy mieszkańcy Helu – dawni rybacy i kłusownicy, a także ich porachunki.

Czy zagraniczni widzowie „Zbrodni” i „Watahy” zakochają się w Helu i Bieszczadach po obejrzeniu seriali i ruszą zwiedzać Polskę – tak jak zwiedzają Sztokholm czy Kopenhagę śladami bohaterów skandynawskich powieści, seriali i filmów sensacyjnych – przekonamy się za jakiś czas. Ale już znajdują się kontynuatorzy nurtu telewizyjnej glokalności. W 2015 r. premierę ma mieć pierwszy odcinek „Śmierci w Breslau”, serialu opartego na dziejącym się w przedwojennym Wrocławiu powieściowym cyklu Marka Krajewskiego o komisarzu Eberhardzie Mocku. Produkcja ma być międzynarodowa, reżyserować będzie Agnieszka Holland. HBO Polska ponoć wciąż pracuje nad scenariuszem serialu o dynastii Jagiellonów – polskiej wersji „Rodu Tudorów”, a przymierza się podobno także do serialu o wampirze z Zagłębia, gwałcicielu i mordercy kobiet w latach 70. XX w. Wznowienie polskiej produkcji zapowiada także Canal+. Jak mówi szef marketingu nc+, platforma szuka pomysłów i czeka na oferty od scenarzystów: „Naszym celem jest prezentować tematy, które wywołają dialog i nie będzie dało się przejść obok nich obojętnie”.

Polityka 42.2014 (2980) z dnia 14.10.2014; Kultura; s. 72
Oryginalny tytuł tekstu: "Polska jako miejsce zbrodni"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Dr Joanna Wardzała o pokoleniu 20-latków odrzucających konsumpcyjny styl życia rodziców

Rozmowa z dr Joanną Wardzałą, socjolożką i badaczką zachowań konsumpcyjnych, o tym, dlaczego dzisiaj młodzi ludzie nie chcą kupować i gromadzić dóbr.

Joanna Podgórska
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną