Mikulski: Kloss stał się lekarstwem na wiele polskich kompleksów

Przesłuchanie Klossa
Kloss, sprytny, inteligentny, zdolny szpieg, działał w słusznej sprawie. Jak żartował mój znajomy: po raz pierwszy od Grunwaldu laliśmy Niemców – mówił Stanisław Mikulski w rozmowie ze Zdzisławem Pietrasikiem w 1995 roku.
Brunner i Kloss w kanonicznym wydaniu
PAT

Brunner i Kloss w kanonicznym wydaniu

Poniższy wywiad ukazał się w POLITYCE 11 marca 1995 roku.

*

Zdzisław Pietrasik: – Hans Kloss znowu w telewizji. W gazetach piszą, że wraca superman socjalizmu.

Stanisław Mikulski: – Kiedy parę lat temu warszawski ośrodek pokazał parę odcinków „Stawki”, przeczytałem gdzieś, że Kloss był agentem KGB. To bardzo zabawne.

To niech pan zdradzi, dla kogo pracował Agent J23?
Gdyby nie pierwszy odcinek, w którym widzimy, w czyje ręce wpada na wschodniej granicy, to z powodzeniem mógłby pracować dla każdego innego państwa, biorącego udział w wojnie z Niemcami.

Kiedy w filmie mówi się o tajemniczej centrali, to o jaką centralę chodzi?
Po prostu, jakaś centrala. Mogła być w Moskwie albo w Londynie, może jeszcze gdzie indziej.

Raczej w Moskwie.
Nieważne, w filmach i powieściach tego rodzaju zawsze jest jakaś centrala... To przecież wytwór fantazji, co zawsze podkreślali autorzy scenariusza.

Czy w trakcie pracy nad kolejnymi odcinkami serialu nie było nacisków, żeby Klossowi poprawić profil ideowy?
Nic mi o tym nie wiadomo. Myśmy w ogóle nad tym się nie zastanawiali. Dopiero dzisiaj dziennikarzy interesują poglądy polityczne Klossa. Taka moda.

To sukces serialu, że postać fikcyjną traktuje się niemalże tak samo jak rzeczywistych uczestników życia publicznego w PRL.
Mnie się wydaje, że Kloss przeszedłby weryfikację bardzo gładko.

Zajrzyjmy na wszelki wypadek do teczki Agenta J23. Proszę opowiedzieć życiorys.
Był Polakiem, urodził się w Kłajpedzie, studiował na politechnice w Królewcu. To wszystko.

Wasze prawdziwe nazwisko, proszę.
W serialu Kolicki, wcześniej Moczulski.

Też ładnie. Proszę pana, bardziej serio – czy pan się zastanawiał, dlaczego ta postać zyskała taką szaloną popularność?
Po pierwsze, był to serial bardzo dobrze napisany i wyreżyserowany. Myślę też, że Kloss stał się lekarstwem na wiele polskich kompleksów. Wcześniej nie mieliśmy takiego bohatera w polskim filmie.

Kiedy się pojawiały pierwsze odcinki „Stawki”, w kinie kończyła się „szkoła polska”, w literaturze zaczynał się mały realizm. Życie codzienne w Polsce Gomułki stawało się szare.
Tamci bohaterowie – a przypomnę, że grałem w „Kanale” i „Zamachu” – byli psychicznie połamani, okaleczeni przez wojnę, tak jak ludzie, którzy przeżyli ten koszmar. A tu pojawił się sprytny, inteligentny, zdolny szpieg, który działał w słusznej sprawie. Jak żartował mój znajomy: po raz pierwszy od Grunwaldu laliśmy Niemców.

Czy Kloss był Konradem Wallenrodem II wojny światowej?
No właśnie, na temat serialu powstało parę prac magisterskich. W jednej z nich porównywano Klossa z Wallenrodem. 

Pan, grając rolę, też miał takie skojarzenia?
Przyznam się szczerze, że nie pomyślałem o tym.

Czy oglądał pan filmy z Jamesem Bondem?
Żadnego nie widziałem. Wtedy, kiedy one powstawały, nie były w Polsce dostępne.

Czy śledzi pan najnowszą literaturę sensacyjną?
Nie. Może się mylę, ale kiedy widzę te kolorowe okładki, to podejrzewam, że to czysta komercja.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną