Kultura

Rewolucja w odcinkach

Seriale zmieniają obyczaje

Peruwiańska telenowela „Simplemente Maria” o usiłującej przetrwać w wielkim mieście dziewczynie z prowincji. Peruwiańska telenowela „Simplemente Maria” o usiłującej przetrwać w wielkim mieście dziewczynie z prowincji. materiały prasowe
Seriale z Brazylii, Korei Płd. już nie tylko bawią i wzruszają, ale też wywracają obyczajowe status quo na całym świecie.
„Fatmagül” opowiada historię ofiary zbiorowego gwałtu.materiały prasowe „Fatmagül” opowiada historię ofiary zbiorowego gwałtu.
Mydlane opery cieszą się popularnością na wszystkich kontynentach, często ich fabuły adaptowane są do lokalnych wersji.materiały prasowe Mydlane opery cieszą się popularnością na wszystkich kontynentach, często ich fabuły adaptowane są do lokalnych wersji.
Bijący rekordy popularności w Chinach południowokoreański serial „Gwiezdna miłość”materiały prasowe Bijący rekordy popularności w Chinach południowokoreański serial „Gwiezdna miłość”
„Kismet” – film o serialach, które zmieniły społeczne miejsce kobiety w kilku islamskich krajach.materiały prasowe „Kismet” – film o serialach, które zmieniły społeczne miejsce kobiety w kilku islamskich krajach.

Pochodzę z Emiratów Arabskich i przez 13 lat byłam mężatką. Potem zaczęłam jednak oglądać tureckie seriale” – tak zaczyna się film dokumentalny „Kismet” (Przeznaczenie) na temat tureckich oper mydlanych. Kobieta opowiada, że rozwiodła się z mężem, który znęcał się nad nią fizycznie oraz psychicznie, pod wpływem serialu „Noor”, w którym młody mąż wspiera swoją żonę w karierze, zaprasza na romantyczne kolacje i kupuje kwiaty. „Zobaczyłam, jak mogą wyglądać relacje damsko-męskie, i powiedziałam: dość tego” – mówi.

Seriale to śmiertelnie poważna sprawa – tak myśli też saudyjski duchowny Saleh Al-Luhaidan, który już kilka lat temu wzywał do zgładzenia dyrektorów stacji telewizyjnych, pokazujących „niecne” opery mydlane. Rozsierdził go właśnie „Noor”, opowieść o dziewczynie wydanej za mąż za dziedzica bogatej stambulskiej rodziny, w której bohaterowie popijają do kolacji wino, uprawiają przedmałżeński seks, a kuzynka głównego bohatera dopuściła się nawet aborcji.

Od Ramallah po Karaczi, a także na Bałkanach, w Grecji i paru afrykańskich krajach, miliony widzów emocjonują się dziś perypetiami tureckich bohaterów „Obcego zięcia”, „1001 nocy”, „Zakazanej miłości”. Od października są wśród nich także Polacy, bo TVP1 zaczęła emitować jeden z największych tureckich hitów ostatnich lat, „Wspaniałe stulecie”, opowieść o życiu (intymnym) słynnego XVI-w. sułtana Sulejmana Wielkiego.

Gwiazdy bliżej nas

Jeszcze kilkanaście lat temu serialowy biznes w Turcji był w powijakach. Pierwsze odcinki tasiemców sprzedawano za 30–40 dol. do Kazachstanu czy Uzbekistanu. Tureckie seriale zalały jednak wkrótce cały Bliski Wschód. Jak obliczono, finałowy odcinek dubbingowanego na arabski „Noor” obejrzało 85 mln widzów z krajów arabskich, w tym co druga dorosła kobieta w regionie. Nie bez przyczyny. Odważne – jak na telewizyjne standardy – opery mydlane, pokazujące zarówno wyidealizowaną miłość, jak i prawdziwe społeczne problemy, zbiegły się w czasie nie tylko z arabską wiosną i powstałą po niej serialową pustką w takich krajach jak Egipt, ale i nabierającą coraz większej siły rewolucją oczekiwań wobec życia (i mężczyzn) wśród mieszkanek regionu.

„Oglądam tureckie seriale, bo pokazują, że można być muzułmanką i nowoczesną kobietą – mówiła telewizji Euronews turystka z Iraku podążająca w Turcji śladami ulubionych bohaterów. – Pokazują technologię, wygodne i nowoczesne życie, o których większość ludzi w naszym kraju może tylko marzyć”. Wtórowała jej ministra kultury Bahrajnu, która tureckiej gazecie „Hurriyet” mówiła, że tureckie seriale pokazują, iż współczesny i zachodni styl życia może współistnieć z islamską tożsamością i kulturą.

Tureckie seriale kuszą wyidealizowaną, opartą na równości płci wizją świata. Grający męża głównej bohaterski „Noor”, turecki blond aktor o błękitnych oczach, stał się obiektem uwielbienia milionów Arabek. Nowością było to, że taką postać gra nie hollywoodzki gwiazdor, ale aktor z innego muzułmańskiego kraju, a pokazane realia to nie egzotyczny Zachód, lecz bardziej swojska Turcja. Znajome były też obyczajowe ramy: duża rodzina, mieszkająca wspólnie pod jednym dachem, małżeństwo aranżowane przez ojca, religia – niespecjalnie istotna, ale obecna w tle.

Tureckie seriale szły jednak dalej. Pokazywały nie tylko niezależne finansowo i zawodowo kobiety (nie bez powodu autorkami scenariuszy wielu popularnych seriali są kobiety), ale też zdrady, pozamałżeński seks, używki, wspomnianą aborcję. Niewywrotowo i w określonych granicach, bo w ramach dobrze znanego rodzinnego status quo, ale jednak. Widzowie byli zachwyceni.

Wyzwolona Isaura

O tym, że seriale mają moc kształtowania obyczajów, wiadomo od lat 70. Już wówczas rekordy popularności biła peruwiańska telenowela „Simplemente Maria” o usiłującej przetrwać w wielkim mieście dziewczynie z prowincji, która dzięki swojej determinacji zostaje projektantką mody. Serial wywołał oblężenie szkół dla dorosłych z lekcjami pisania i czytania oraz wzrostu sprzedaży maszyn do szycia. W Brazylii, jak pokazało wiele badań, na terenach objętych sygnałem TV Globo – największego producenta słynnych seriali na czele z „Niewolnicą Isaurą” – spadł przyrost naturalny (pokazywane rodziny były zwykle niewielkich rozmiarów) i wzrosła liczba rozwodów.

Wielu twórców telenowel postanowiło wykorzystać swoją moc w dobrym celu. Miguel Sabido, autor bijących rekordy popularności seriali z Meksyku, na przełomie lat 70. i 80. wykorzystywał je, by upowszechniać naukę pisania, czytania i piętnować agresję. Jego serial „Strategia Sabido” opierał się na zasadzie trójkąta: dobry i zły bohater, a między nimi kluczowa postać pośrednia, która w zależności od tego, z kim się zadaje, traci lub zyskuje.

Efekty tego zabiegu były tak piorunujące, że do dziś posługuje się nim wielu scenarzystów i edukatorów na całym świecie.

Międzynarodowe organizacje – jak nowojorska PCI Media Impact – podpowiadają krajom rozwijającym się, jak włączać w seriale treści dotyczące prewencji AIDS/HIV, edukacji, rozwiązywania konfliktów, ale bez moralizowania.

Autorzy tureckich seriali, zachęceni ich popularnością, zaczęli brać na warsztat całkiem poważne społeczne problemy. Bohaterką filmu „Życie toczy się dalej” („Hayat devam ediyor”) jest 15-latka wydana za 70-latka, której – po wielu perypetiach – udaje się od niego uciec. Serial jest tym mocniejszy, że bez ogródek pokazuje katusze, które cierpi dziewczynka, łącznie z koszmarem nocy poślubnej.

Z kolei „Fatmagül” opowiada historię ofiary zbiorowego gwałtu, która – wbrew presji otoczenia – decyduje się szukać sprawiedliwości i w ostatnim odcinku wygrywa sprawę w sądzie. Autentyzmu dodał serialowi fakt, że wspierające pod sądem bohaterkę kobiety z transparentami były prawdziwymi ofiarami gwałtów.

 

W jednym z filmów telewizji Al-Jazeera egipska aktywistka Samira, molestowana na policyjnym komisariacie (jedna z ofiar „testów na dziewictwo” przeprowadzanych w czasie arabskiej wiosny), opowiada, że zdecydowała się szukać sprawiedliwości pod wpływem serialu „Fatmagül”. Inna kobieta mówiła, że „Życie toczy się dalej” pomogło jej w decyzji o zostawieniu męża, za którego, podobnie jak bohaterka, została wydana wbrew sobie w wieku kilkunastu lat.

Soap power

Seriale to jednak nie tylko obyczaje, ale i polityka. O tureckich tasiemcach mówi się nie przypadkiem soap power (soap – mydlana – zamiast miękkiej, power – władza) albo diplomacy series (seriale dyplomatyczne). Wpisują się w strategię lidera regionu, do której aspiruje Turcja. A skuteczny lider musi nie tylko imponować siłą, ale i uwodzić.

Pokazuje to również przykład Afryki i poczynań na tym kontynencie dwóch nowych globalnych graczy, Chin i Brazylii. Pekin ma wielomilionowe kontrakty i dostęp do surowców, ale kiepski PR. Inaczej jest w przypadku Brazylii, która choć obroty i ambicje ma mniejsze, bez wysiłku wygrywa z Chinami na polu wizerunkowym, zwłaszcza w krajach, z którymi łączy ją język: Angolą i Mozambikiem. Nie bez znaczenia są seriale, które od lat cieszą się tu dużą popularnością. Z myślą o Afryce Brazylia uruchomiła nawet kanał TV Brasil Internacional nadający m.in. ze stolicy Mozambiku Maputo.

Świadome własnych niedociągnięć na polu miękkiej władzy Chiny próbują to naprawiać – też za pomocą seriali. Od 2011 r. widzowie w Tanzanii i kilku innych krajach wschodniej Afryki mogą więc oglądać chińskie seriale, opowiadające o życiu tak zwanych zwykłych ludzi. Na własnym podwórku Chiny mają jednak innego serialowego konkurenta.

W marcu jeden z komitetów chińskiej partii komunistycznej spędził pół dnia, dyskutując o obcym, przybyłym na ziemię 400 lat temu, i aroganckiej gwiazdce pop, w której się zakochał. Chodziło o bijący rekordy popularności w Chinach południowokoreański serial „Gwiezdna miłość” i odpowiedź na pytanie, dlaczego ustępują mu pod tym względem rodzime mydlane opery.

To Korea Południowa narzuca dziś bowiem popkulturowe trendy w regionie. Nie tylko przez „Gangnam style”, ale również opery mydlane. W przeciwieństwie do tureckich produkcji, koreańskie tasiemce, których popularność dotarła nawet na Kubę, nie biorą na tapetę istotnych społecznych bolączek i nie mierzą się z wielką historią. Uwodzą za to połączeniem tradycyjnych, rodzinnych wartości z materialnym glamourem. Ich sekret to uwodzenie luksusem – jak „Dynastia” czy „Santa Barbara” w początkach polskiego kapitalizmu – w Chinach doprowadziły do wzrostu zainteresowania produktami drogich marek, w które opływają w ramach obfitego „lokowania produktów” młodzi bohaterowie z Korei.

Glamour może być jednak niebezpieczne. W październiku za oglądanie południowokoreańskich seriali (i filmów pornograficznych) poddano publicznej egzekucji w Korei Północnej 50 osób. Nie pierwszy raz. Choć ich oglądanie jest zakazane, nie powstrzymuje to Koreańczyków z Północy przed szmuglowaniem ich przez granicę czy nielegalnym oglądaniem ich w internecie.

Słabość mieszkańców Korei Północnej do zagranicznych seriali jest na tyle znana, że kiedy grupa aktywistów z południa wpadła na pomysł, by poprzez granicę wpuścić do Korei Północnej setki balonów z prodemokratycznymi ulotkami i banknotami jednodolarowymi, do pakunków dołączyli też nośniki pamięci USB z telenowelami.

„Koreańskie telenowele niszczą naszą kulturę” – orzekł obradujący na temat koreańskich seriali wspomniany chiński komitet. Jak ulepszyć rodzime produkcje, ostatecznie nie ustalono. Jak donosił „Washington Post”, jakiś śmiałek zasugerował zniesienie cenzury.

Sułtan w sypialni

Pokusa wprowadzenia cenzury bywa spora. Doświadcza tego Turcja, w której mówi się o napięciu – jeśli nie o wojnie – między rządzącą konserwatywną Partią Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) a rosnącym w siłę serialowym imperium.

Ta zapalna relacja jest daleka od jednoznaczności. Z jednej strony takie seriale jak „Wspaniałe stulecie” przysłużyły się strategii przypominania osmańskiej, imperialnej przeszłości i ożywiania regionalnych koligacji. Jednak sposób, w jaki pokazują wielką przeszłość – poprzez harem pełen zmysłowych i niezależnych kobiet oraz portretując sułtana nie tylko jako władcę, ale i człowieka skorego do uciech – budzi zastrzeżenia konserwatystów.

„To skandal, że serial pokazuje człowieka, który całe życie służył imperium na koniu i na polach walki, głównie w sypialni” – grzmiał premier Turcji. Deputowany Oktay Saral zaproponował nawet wprowadzenie zakazu „niewłaściwego pokazywania historycznych postaci w serialach”.

Serialowy eksport i wizja Turcji jako otwartego kraju prosperity przyniosła bowiem trudne do przecenienia efekty dla gracza z regionalnymi ambicjami. To nic, że wizja Turcji, która wyłania się z seriali, jest delikatnie mówiąc wyidealizowana, zwłaszcza jeśli chodzi o sytuację kobiet i relacje w rodzinie. Nie przeszkadza to tysiącom turystów, którzy przyjeżdżają tu śladami ulubionych bohaterów. Nie przeszkadza też mieszkańcom Bałkanów ani szalejącym na ich punkcie Grekom, którzy z nostalgią odnajdują w tureckich tasiemcach bardziej tradycyjny świat, jaki zostawili za sobą parę dekad temu.

Tymczasem na małym ekranie w Turcji przełamano kolejne tabu: w jednym z seriali emitowanych przez turecką telewizję pojawił się duchowny oszust. Jak ironizował „The Economist”, przed tureckimi serialami uchowało się jeszcze tylko jedno tabu: generał gej.

Polityka 51-52.2014 (2989) z dnia 16.12.2014; Świat; s. 72
Oryginalny tytuł tekstu: "Rewolucja w odcinkach"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

PiS wprowadza „ruski ład”? Polska spiera się z UE, Kreml klaszcze

„Ruski ład” w Polsce to scenariusz, któremu Kreml kibicuje od lat. Zresztą do tej pory prognozy Rosjan sprawdzają się co do joty. Co to oznacza? Że Polska z Unii formalnie wprawdzie nie wystąpi, ale osunie się na jej peryferie.

Agnieszka Bryc
22.07.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną