Kultura

Kto wskrzesił Twin Peaks?

David Lynch powraca z kultowym serialem

Wielokrotnie nagabywany David Lynch zawsze zaklinał się, że do Twin Peaks nie wróci. Wielokrotnie nagabywany David Lynch zawsze zaklinał się, że do Twin Peaks nie wróci. Ronald Grant Archive / BEW
David Lynch znów kręci serial, który ćwierć wieku temu schodził z ekranów, bo nikt go nie chciał oglądać. Powrót „Miasteczka Twin Peaks” to największy w tym roku sukces... widowni.
Reżyser David Lynch i scenarzysta Mark Frost na planie serialuABC Photo Archives/Getty Images Reżyser David Lynch i scenarzysta Mark Frost na planie serialu

W 1992 r. na festiwalu w Cannes światową premierę miał film „Twin Peaks: Ogniu krocz ze mną” w reżyserii Davida Lyncha. Pełen przemocy, bezdennie smutny prequel popularnego serialu telewizyjnego, z jednej strony wyjaśniający wiele tajemnic, z drugiej – gmatwający wątki i piętrzący trudne do rozszyfrowania metafory.

Krytycy bez litości masakrowali swojego niedawnego pupila – Lynch dwa lata wcześniej dostał Złotą Palmę za „Dzikość serca” – ale amerykański reżyser znosił to dzielnie. W wywiadach mówił, że film ma przynajmniej jedną niekwestionowaną zaletę: „Zabiliśmy nim Twin Peaks”.

Pomysł, by ekscentryczny autor „Człowieka słonia” i „Blue Velvet”, arcydzieł kina artystycznego i mrocznego, nakręcił telewizyjną operę mydlaną dla zjadaczy słonych paluszków, wydawał się wszystkim równie karkołomny, co zabawny. Na szczęście dziwactwa Lyncha równoważył Mark Frost, pisarz, scenarzysta i reżyser, który doskonale czuł telewizję. W Ameryce stacja ABC rozpoczęła emisję pierwszego sezonu „Miasteczka Twin Peaks” w kwietniu 1990 r., niewiele później serial zaczął być również pokazywany w innych krajach. Historia zagubionego w górach miasteczka, w którym znaleziono zwłoki powszechnie lubianej licealistki, okazała się bowiem zaskakująco uniwersalna.

Królowa szuka mordercy

Do fascynacji serialem przyznawali się nie tylko zagorzali wielbiciele telewizji, ale również artyści, intelektualiści, a nawet… królowa angielska. Cały świat zastanawiał się, kto jest mordercą, furorę zrobiły koszulki samoróbki z hasłem: „To ja zabiłem Laurę Palmer”. Byli i tacy fani serialu, którzy nie wahali się skorzystać ze swoich wpływów, byle tylko uchylić rąbka tajemnicy. W opublikowanej niedawno książce „Reflections: An Oral History of Twin Peaks” Jules Haimovitz, będący wówczas prezesem produkującej serial firmy Aaron Spelling Productions, opowiedział o rozmowie telefonicznej, którą odbył z właścicielem spółki.

Otóż pewnego dnia pan Spelling zażądał ujawnienia, kto zabił Laurę Palmer. Haimovitz odparł, zgodnie z prawdą, że nie ma pojęcia, więc Spelling polecił mu zasięgnąć języka u źródła. Lynch odpowiedział pytaniem na pytanie: „Kto chce wiedzieć?”, by usłyszeć, że... George Bush. Ale nie dla siebie. Podobno do prezydenta Busha zadzwonił Michaił Gorbaczow, zniecierpliwiony przeciągającym się śledztwem. Reżyser wybronił się wówczas, udając, że sam jeszcze tego nie wie. Zresztą może nie wiedział.

W oszałamiający sukces „Miasteczka Twin Peaks” wpisana była klątwa. Twinpeaksomania i 14 nominacji do nagrody Emmy nie uchroniły Lyncha i Frosta od nacisków ze strony producentów i władz stacji, domagających się szybszego rozwiązania zagadki, bo „publiczność się niecierpliwi”. Niestety, zbyt wielu widzów odeszło sprzed telewizorów, tuż po ujawnieniu winnego śmierci Laury. Odszedł też Lynch – zajęty kręceniem „Dzikości serca” zostawił na placu boju osamotnionego Frosta, wracając na plan dopiero pod koniec prac nad drugą serią. Ale nie było już czego ratować. Ci sami, którzy rok wcześniej tak bardzo „Twin Peaks” wychwalali, teraz w najlepszym wypadku go ignorowali, więc ABC nie zdecydowała się na kontynuację serialu. I wydawało się, że nikt po nim nie będzie płakał, z twórcami włącznie.

Mona Lisa i Tony Soprano

Kiedy dym już opadł, okazało się, że jednak nie wszyscy mają dość Twin Peaks, że byli ludzie, którzy dostrzegli w serialu znacznie więcej niż tylko kryminalną intrygę. I którzy chcą do miasteczka regularnie wracać. – Z takich samych powodów, z jakich wciąż gapią się na „Monę Lisę”, słuchają „Abbey Road”, czytają „Wielkiego Gatsby’ego” i oglądają „Ojca chrzestnego”. Podobnie jak wszystkie wymienione „Twin Peaks” jest znakomitym dziełem sztuki, które wytrzymało próbę czasu – twierdzi Andy Burns, redaktor naczelny popkulturalnego portalu Biff Bam Pop! oraz autor książki zatytułowanej „Wrapped in Plastic: Twin Peaks”. – Oryginalni bohaterowie, interesująca intryga i aura ekscentryczności sprawiły, że trudno ten serial jednoznacznie zaszufladkować.

Zdaniem Burnsa serial Lyncha był wielogatunkowy. Ale to nie wszystko. Reżyser wprowadził do niego także swoje nawyki z wielkiego ekranu. – Nikt wcześniej nie słyszał o tym, żeby autora artystycznego kina zatrudnić w masowej telewizji. Niczego podobnego do „Twin Peaks” wcześniej w telewizji nie było.

Za to było później. Z dzisiejszej perspektywy siły „Miasteczka Twin Peaks” nie trzeba już mierzyć słupkami oglądalności ani liczbą branżowych nagród. Wszędzie bowiem widać wpływy serialu Lyncha i Frosta, jego wyjątkowej ikonografii, przełomowej ścieżki dźwiękowej, absurdalnego humoru i surrealistycznych wtrętów.

Zacznijmy od muzyki – wspólne dzieło profesjonalisty Angelo Badalamentiego i kierującego się intuicją Davida Lyncha wykreowało długotrwałą modę na senne pogranicze jazzu i ambientu. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że bez ścieżki dźwiękowej do „Twin Peaks” nie byłoby tak uwielbianego w Polsce trip-hopu, czyli gatunku reprezentowanego na przykład przez grupy Portishead czy Massive Attack, ale inspiracje serialem powszechne są również wśród metalowców, twórców muzyki elektronicznej i awangardzistów. Monumentalne, straszne piękno przyrody stanu Waszyngton, karminowe zasłony i sugestywna mozaika posadzki w tajemniczym Czerwonym Pokoju, szyfry i symbole – parający się malarstwem Lynch zainspirował również wielu artystów wizualnych. A że porzucony po drugim sezonie serial nie zapowiadał się na dojną krowę, rynku nie zalały oryginalne gadżety. Wszystkie te drobiazgi, których dziś w sklepach internetowych znaleźć można setki – od niesamowitych, inspirowanych Lynchowskim uniwersum plakatów i obrazów, przez koszulki, po figurki przedstawiające bohaterów „Twin Peaks” – to twórczość niezależna, owoc wyobraźni fanów i odpowiedź na ich potrzeby.

Najważniejsze zwycięstwo „Miasteczka Twin Peaks” za grobem odbyło się jednak na terytorium wroga, tym, z którego serial tak bezlitośnie wypędzono – w telewizji. Twórcy późniejszych seriali nie tylko mogli sobie pozwolić na te wszystkie ekstrawagancje, które Lynch i Frost wprowadzili na mały ekran, ale nawet pójść o krok dalej. Bez trudu więc znaleźć można echa „Twin Peaks” w mrocznych tajemnicach i niesamowitej ścieżce dźwiękowej „Z Archiwum X”, w koegzystencji świata żywych i umarłych oraz makabrycznym humorze „Sześciu stóp pod ziemią” czy wreszcie w plątaninie światów i sensów „Zagubionych”. Nawet nasza „Wataha” subtelnie nawiązuje do „Twin Peaks” – czy to bezpośrednio, czy poprzez wyraźne inspiracje serialem kryminalnym „Tajemnice Laketop”, nazywanym – jakżeby inaczej – „nowozelandzkim Twin Peaks”.

Myślę, że wpływ „Twin Peaks” jest raczej subtelny niż oczywisty. Kolejny serial o małym miasteczku z tartakiem, na które pada cień śmierci królowej balu maturalnego, to już byłaby klęska urodzaju, choć pojawiło się ostatnio kilka podobnych. Ale bardziej interesuje mnie to, że David Chase nazwał swoją „Rodzinę Soprano” „Twin Peaksem w New Jersey” – mówi Joel Bocko, fan „Twin Peaks” i autor bloga filmowego Lost in the Movies. – Oto mamy serial, który teoretycznie nie powinien mieć nic wspólnego ze światem stworzonym przez Lyncha i Frosta, ale ten wpływ jednak widać! Weźmy na przykład sekwencje snów Tony’ego Soprano, jedne z najlepszych przykładów surrealizmu i psychodramy, jakie kiedykolwiek pokazywała telewizja. Moim zdaniem wpływ „Twin Peaks” będzie coraz bardziej widoczny, bo przyswajają go kolejne pokolenia i wplatają w swoje własne dzieła.

Powrót do miasteczka

Co, poza tropieniem śladów swojego ulubionego serialu w innych produkcjach, mogli zrobić nagle osieroceni fani „Twin Peaks”? Najpierw społeczność wielbicieli serialu zaczęła się organizować wokół fanzinu „Wrapped in Plastic” (zbieżność nazw nieprzypadkowa – zarówno fanzin, jak i książka Burnsa odwołują się do owiniętego w folię ciała Palmer), ukazującego się w latach 1993–2005. Później papierowy magazyn został zastąpiony niezliczoną ilością stron internetowych, grup dyskusyjnych, blogów i profili w mediach społecznościowych. Okazało się przy tym, że wielbicieli „Twin Peaks” nie ubywa. Do weteranów, którzy z wypiekami na młodzieńczych twarzach śledzili pierwszą emisję serialu, dołączyli młodzi ludzie, znacznie lepiej przygotowani na surrealistyczne i postmodernistyczne ekscesy Lyncha niż ich starsi koledzy.

Po raz pierwszy obejrzałem „Twin Peaks” sześć lat temu – przyznaje Bocko. – Zaintrygowała mnie koncepcja Davida Lyncha kręcącego serial telewizyjny. Myślałem, że mniej więcej wiem, czego mogę się spodziewać, ale ten serial ciągle mnie zaskakiwał. To jedno dzieło może zawierać tak wiele odmiennych elementów, że może być zarazem przerażające i śmieszne, zabawne i dołujące, a nawet dobre i złe, sprawia, że ludzie chcą ciągle wracać do Twin Peaks.

Bocko, jak wielu innych przed nim, uznał, że 30 odcinków i jeden film kinowy to za mało. Nie chciał opuszczać tego świata, więc podobnie jak tysiące fanów z całego świata zaangażował się w beznadziejną kampanię, która miała na celu namówienie Frosta i Lyncha do ponownego odwiedzenia miasteczka. Niewielu pewnie wierzyło w powodzenie misji, ale okazało się, że nic tak nie zbliża ludzi, jak podpisywanie petycji i powtarzanie plotek (najczęściej generowanych, jak się zdaje, przez tę część obsady serialu, dla której „Twin Peaks” był szczytem kariery). Wielkim powodzeniem cieszą się również zloty miłośników serialu. Najważniejszy z nich odbywa się tam, gdzie „Twin Peaks” kręcono, czyli w malowniczo położonym miasteczku North Bend, w stanie Waszyngton, inny – równie oblegany – w Londynie.

Z „Twin Peaks” zetknęłam się w 1990 r., gdy był pokazywany w Wielkiej Brytanii po raz pierwszy. Miałam wtedy 14 lat – wspomina Lindsey Bowden, organizatorka Twin Peaks UK Festival. 20 lat później wciąż uwielbiała serial Lyncha i Frosta, i gdy zdała sobie sprawę z tego, że mijają właśnie dwie dekady od jego premiery, postanowiła to uczcić, jak potrafiła najlepiej. – Przychodzą zarówno starzy, jak i młodzi. To wariacka impreza, podczas której cieszymy się wszystkim, co jest związane z „Twin Peaks”. Pokazami filmów, występami, konkursami i oczywiście wizytami gości, czyli aktorów i współtwórców serialu.

Wielokrotnie nagabywany o to David Lynch zawsze zaklinał się, że do Twin Peaks nie wróci. Mark Frost chyba czulej wspominał swoje miasteczko, ale zaprzeczał równie stanowczo. Aż do 3 października br., kiedy obaj panowie w tym samym czasie napisali na Twitterze to samo zdanie: „Drodzy Przyjaciele z Twittera: Wasza ulubiona guma do żucia powróci w wielkim stylu. #cholerniedobrakawa”. Brzmiało to jak bełkot, ale wykorzystywało dialogi z kultowej serii. Sygnał dla fanów był jednoznaczny – będzie powrót do Twin Peaks! I rzeczywiście, trzy dni później stacja telewizyjna Showtime potwierdziła, że Lynch i Frost pracują nad dziewięcioma nowymi odcinkami, które zobaczymy w 2016 r. Akcja trzeciego sezonu dziać się będzie współcześnie, a głęboką na ćwierć wieku lukę wypełni zapowiadana już na 2015 r. książka Marka Frosta.

Media zareagowały bardzo przychylnie, fani – euforycznie. Trudno się dziwić, bo mają powody nie tylko do radości, ale i do dumy. Tylko dzięki nim to miasteczko jeszcze się nie wyludniło. – Nie byłoby powrotu „Twin Peaks” w 2016 r., gdyby nie fani. Sto procent. Nie rozmawiałem o tym z Lynchem czy Frostem, ale jestem pewien, że powiedzieliby to samo – twierdzi Andy Burns, który każe się tytułować przede wszystkim fanem serii, a dopiero w drugiej kolejności dziennikarzem.

Joel Bocko jest nieco bardziej ostrożny. Uważa, że twórcy serialu są impregnowani na głosy z zewnątrz. Lynch i Frost musieli poczekać na inspirację, bo gdyby jej nie było, żądania wszystkich fanów świata nie skłoniłyby ich do zmiany zdania. Co innego tych, którzy projekt finansują... – Pośredni efekt entuzjazmu fanów na pewno jest skuteczniejszy od wyrażanych wprost żądań przywrócenia serialu. Showtime nigdy nie zamówiłby nowego sezonu, gdyby władze stacji nie były przekonane, że zgromadzi on publiczność i wzbudzi zainteresowanie mediów. Ale przecież nie popularne media przywróciły modę na „Twin Peaks”, lecz właśnie zwykli fani, za którymi wreszcie zaczyna nadążać reszta świata.

Kiedy czytacie Państwo te słowa, na stronach poświęconych Twin Peaks trwa ożywiona debata, którego z bohaterów serialu znów zobaczymy na ekranie. Możecie śledzić tę dyskusję w sieci, bo bilety na Twin Peaks Festival 2015 dawno już zostały wyprzedane.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Jak być empatycznym i jednocześnie pozostać szefem

Dlaczego dobry szef powinien być inteligentny emocjonalnie.

Katarzyna Czarnecka
14.05.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną