Ile książek wydaje się w Europie?
Największym rynkiem książki mogą się pochwalić Wielka Brytania i Niemcy. Na tym tle – z 27 tys. publikacji rocznie – Polska wypada raczej mizernie.

Mapy czeskiego lingwisty Jakuba Mariana ukazują prawdziwą (choć wyłącznie liczebną) wielkość europejskiego rynku książki – a raczej dominację kilku państw. Dominację dla niektórych zawstydzającą, okazuje się bowiem, że część krajów, choć równie wielkich (pod względem powierzchni i, co może ważniejsze, liczby mieszkańców), wydaje rocznie kilkadziesiąt tysięcy tytułów mniej.

Najwięcej książek wydaje się w Wielkiej Brytanii i Niemczech.

.
Jakub Marian/mat. pr.

.

Ekspansja Brytyjczyków nie dziwi – 700 mln osób władających językiem angielskim i dodatkowych 400 native speakerów to wystarczający powód, żeby pisać, wydawać i tłumaczyć na potęgę. Czy liczba książek przekłada się jednak na liczbę czytelników? Z sondażu YouGov (2014) wynika, że 4 mln dorosłych ani razu nie zdarzyło się czytać dla przyjemności w roku poprzedzającym badanie. Brak czasu – tłumaczyli najczęściej. Jedna czwarta Brytyjczyków (trochę poniżej 12 mln) sięgnęła po książkę (podkreślmy: dla relaksu) maksymalnie dwa razy w ciągu sześciu miesięcy. Brzmi znajomo?

Na Wyspach odnotowano jednocześnie spadek sprzedaży w tym segmencie. Tylko przez rok (dane instytucji Nielsen Book’s UK Books & Consumers Annual Review, 2013) liczba książek kupionych w prezencie spadła o 9 mln. Powód? Brytyjczycy stopniowo przestawiają się na e-booki (to już 25 proc. kupowanych książek). Rynek wydawniczy traci też przez galopujący self-publishing. Ten segment wzrósł w 2013 r. aż o 79 proc. (18 mln książek przynoszących 59 mln funtów zysku – niewielki procent w skali całego rynku, ale tendencja jest wyraźna).

Nad przyszłością książek i e-booków boleją również Niemcy, uchodzący notabene za najszybszych pochłaniaczy słowa pisanego na świecie. Krytyk Jochen Kürten przestrzega przy tym, że nie należy pytać o to, jak czytać książki, ale raczej zadbać, żeby wciąż po te książki sięgano.

(Zresztą już w 1991 r. „New York Times” przewidywał, że zderzymy się kiedyś z książką w formie elektronicznej. „Ze względu na mnogość systemów i oprogramowań mogą minąć lata, a nawet dekady, zanim powstanie coś na kształt elektronicznej książki” – przyznał wówczas proroczo Paul Saffo z Instytutu Przyszłości). 

.
Jakub Marian/mat. pr.

.

Na pozór sporo wydaje się też na przykład w Rosji – ok. czterokrotnie więcej niż w Polsce. Ale, jak widać na powyższej mapie, na każdy milion mieszkańców wypada tych książek ok. 700 – i u nas, i u naszych wschodnich sąsiadów.

Księgarnie w Rosji uchodzą za jedne z tańszych na świecie. W zeszłym roku Rosjanie czytali najchętniej „50 twarzy Greya” oraz... żywoty prawosławnych świętych. Osobliwe połączenie, ale znajduje – jak widać – licznych zwolenników. Kosztem klasyki. Młodzież mają przyciągnąć coraz wymyślniejsze okładki. Ale czytelnicy niezależnie od wieku chętniej pobierają książki z sieci (jak podaje agencja wydawnicza Rospechat, do internetu wycieka blisko 100 tys. tytułów każdego roku).

Polska nie należy na tym rynku do gigantów. Więcej książek wydaje się w Hiszpanii, Francji i Turcji. Zawstydza zwłaszcza sąsiad z Zachodu – Niemcy z ponad trzykrotnie większą liczbą nowych tytułów rocznie. Choć mamy w Polsce ok. 30 tys. wydawnictw, prężnie działa niewielki procent (bo dwa tysiące).

Ostatnie dane Biblioteki Narodowej na temat czytelnictwa w Polsce nie skazują jednak na ostateczny pesymizm – o 60 proc. wzrosło wsparcie finansowe Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego dla wydawnictw (otrzymały w sumie 120 mln zł), blisko 48 proc. Polaków deklaruje, że w ubiegłym roku miało w rękach co najmniej jedną książkę. Wynik to może nie spektakularny, ale trend odwrócił się po raz pierwszy od lat. Polska Izba Książki pokłada nadzieję w ustawie o jednolitej cenie książki – ale na rozstrzygnięcia przyjdzie jeszcze poczekać.

W powyższych zestawieniach pominięto przedruki i książki wydawane poza wydawnictwami i firmami wydawniczymi, czyli na przykład publikowane własnym sumptem i w internecie.

Można się jednak spodziewać, że i te ostatnie odegrają wkrótce większą rolę. W Niemczech już toczy się dyskusja na temat roli self-publishingu, a w sieci roi się od porad, jak napisać książkę i ominąć przy tym żmudny proces wydawniczy. Proces, ale i wstępną selekcję. W niedawnym wywiadzie dla gazety.pl redaktor prowadzący w wydawnictwie Prószyński i S-ka Michał Nalewski przyznał, że otrzymuje od 5 do 12 propozycji każdego dnia. Więcej się odrzuca, niż publikuje. I może tym właśnie – precyzją wyboru – należałoby tłumaczyć nieco niższy odsetek wydawanych w Polsce książek.

*

Autorem powyższych map jest Jakub Marian, matematyk, lingwista i muzyk (sic!) z Czech. Tworzy – jak przyznaje – materiały edukacyjne, poruszające szeroką tematykę: od nauki po sztukę. Część z nich, jak powyższe, ma formę graficzną.

„Sam piszę książki i byłem ciekaw, ile wydaje się ich rocznie w poszczególnych krajach Europy – tłumaczy. – Nie odnalazłem stosownych informacji, więc postanowiłem zebrać je na własną rękę”. Skorzystał w tym celu z danych APA (International Publishers), Wikipedii (pod warunkiem, że artykuły wirtualnej encyklopedii były dostatecznie aktualne) i lokalnych instytucji. W przypadku Polski – z informacji publikowanych przez Instytut Książki.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną