Chcesz być autorem książki? Najpierw zapłać!

Pisarzom się wydaje
Dystrybucja to podstawa, bo gdy książki nie ma na półce, szanse na sprzedaż są znikome.
wamsler/PantherMedia

Dystrybucja to podstawa, bo gdy książki nie ma na półce, szanse na sprzedaż są znikome.

Prowokacja Pawła Pollaka się powiodła: wydawca za pieniądze gotów był nawet zrezygnować z korekty bełkotliwego tekstu.
Łukasz Giza/Agencja Gazeta

Prowokacja Pawła Pollaka się powiodła: wydawca za pieniądze gotów był nawet zrezygnować z korekty bełkotliwego tekstu.

Grzegorz Gawlik został wprawdzie autorem, ale nadal nie wie, ile wydrukowano jego książek i ile z nich się sprzedało.
Tomasz Urbanek/DDTVN/EAST NEWS

Grzegorz Gawlik został wprawdzie autorem, ale nadal nie wie, ile wydrukowano jego książek i ile z nich się sprzedało.

Inni publikujący w tym wydawnictwie autorzy określali promocję mianem ograniczonej: polegała na rozesłaniu notki prasowej i wysyłki od 5 do 7 egzemplarzy do blogerów. Pojawiają się też głosy, w których wyraźnie brzmi żal, bo gdy autor podpisywał umowę, Novae Res przedstawiło mu listę około 150 redakcji (prasa drukowana, telewizja, stacje radiowe), dokąd trafić miała informacja o książce, co ostatecznie sprowadzało się do tego, że wydawca wysłał do nich mailowe notki prasowe.

Z dystrybucją także nie jest najlepiej. Autorzy są zapewniani, że ich książki trafią do Empiku czy Matrasa. Rzadko dodaje się jednak, że mowa o stronach internetowych, a nie księgarniach stacjonarnych. W tych drugich czasami znajdzie się pojedyncze egzemplarze. Bo i jak mogłoby znaleźć się więcej? Novae Res w pierwszej partii drukuje 300 egzemplarzy książki, a samych salonów Empiku mamy około 200. To znaczy, że gdyby w każdym umieścić po jednym (a gdzie egzemplarze autorskie? gdzie recenzenckie? gdzie pula do sklepu wydawcy?), ledwie by nam starczyło. Tymczasem dystrybucja to podstawa, bo gdy książki nie ma na półce, szanse na sprzedaż są znikome.

Prawdziwie kuriozalna jest jednak oferta serwisu Rozpisani.pl, uruchomionego przez Grupę PWN, który w pakiecie premium za 8 tys. zł oferuje druk 150 egzemplarzy książki. Jednocześnie chwali się szeroką dystrybucją i współpracą z blisko 6 tys. odbiorców instytucjonalnych. Jak tak mizerny nakład rozdzielić na tak rozległą sieć? Co nam po takim potencjale, jeżeli jego wykorzystanie jest niemożliwe? O dystrybucji w Poligrafie jednoznacznie wypowiada się Grzegorz Gawlik, autor książki „Kamień zagłady”: – Nie dość, że doszło do opóźnienia premiery, to książka była przez wiele tygodni bardzo trudno dostępna. Chociaż zapłaciłem za dystrybucję, to osobiście załatwiłem z firmą Matras, by książki były dostępne w bytomskiej księgarni tej sieci, w moim rodzinnym mieście.

Kto na tym zarabia?

Choć piszemy o wydawcach, często zaangażowaniem w proces wydawniczy przypominają bardziej drukarnie, działające na życzenie wykładającego pieniądze autora. W walce o klientów są zaś wyjątkowo wyrachowani – wciskają pochwały i sugerują publikację wbrew jakiejkolwiek logice. Dlaczego? Bo źródłem zarobku jest pisarz, a niekoniecznie sprzedaż książki.

Takich pisarzy nie informuje się też, że wydawane w ten sposób książki nie przebijają się do mediów, że przechodzą bez echa, bo prasa ich nie tyka (i słusznie – czym różni się książka wydana za własne pieniądze od wydruku z komputera, który autor przyniósłby np. do POLITYKI?). Poligraf pewnie nie chwali się powieścią „Schron 24” Stanisława Szwasta, która – wedle informacji na facebookowym profilu książki – w ponad miesiąc od premiery rozeszła się w oszałamiających 101 egzemplarzach, z których 34 trafiły do samego autora. Gdy tacy wydawcy przedstawiają pisarzom wyliczenia, mówią o nieograniczonych nakładach albo że nakład to 10 tys. egzemplarzy, ale na początek wydrukują 300. I nie wspominają, że nawet jeśli pierwszy druk się sprzeda, autor odzyska jedynie ułamek kwoty: mój rozmówca, który wydał książkę w Novae Res, zarobił 1200 zł na sprzedaży 300 egzemplarzy. To nawet nie jedna piąta jego wkładu.

A wydawca? Ten najprawdopodobniej zarabia już na samym druku. Dyrektor produkcji jednego z większych wydawnictw oszacował na moją prośbę koszt druku książki w miękkiej okładce, liczącej 360 stron, z papierem standardowej jakości, w nakładzie 1 tys. egz. Według niego byłoby to ok. 6 tys. zł, bardzo bezpiecznie można zakładać 7 tys. zł (doliczyć trzeba 5 proc. podatku). Wydawnictwo Poligraf za 370-stronicową książkę (nakład 1 tys. egzemplarzy) proponuje zapłacić 14 tys. zł. W tym zawierają się także: przygotowanie okładki, korekta, redakcja, skład, łamanie i koszty dystrybucji, które jednak nie pochłoną nawet połowy z pozostałej po druku kwoty ok. 7 tys. zł. Nie dziwi więc, że Poligraf jest szczodry i autorom oddaje do 75 proc. od ceny zbytu (połowa ceny detalicznej) od każdego sprzedanego egzemplarza (WFW oferuje autorom do 70 proc.). Choć niestety, według Grzegorza Gawlika, ich system rozliczeń kuleje: – Do dzisiaj nie jestem pewien, ile książek wydrukowano, ile trafiło do obrotu, ile zostało sprzedanych. Gawlik opisuje też, że pracownik wydawnictwa starał się go namówić do wyłożenia kolejnych pieniędzy za redakcję tekstu książki. Inną taktyką jest przerzucenie na autora niemal wszystkich kosztów produkcyjnych (co zdejmuje z wydawcy ryzyko) i kasowanie części przychodów ze sprzedaży, którą nagania sam pisarz.

Jeden z wydawców był tak aktywny w poszukiwaniu świeżej krwi, że gdy Jakub Ćwiek, autor popularnej serii „Kłamca”, za darmo – w celach promocyjnych – wrzucił do sieci swoje opowiadanie, otrzymał wiadomość, w której ktoś nieświadomy jego tożsamości proponował mu skorzystanie z usług, bo sprawia wrażenie obiecującego pisarza. Zmysłu handlowego warto pogratulować – Ćwiek miał już na koncie 10 wydanych książek, czyli ewidentnie dobrze rokował.

Obiecano nam profesjonalne wydanie, promocję, dystrybucję, pisano o sławie i łatwym zarobku. A co, jeżeli stwierdzimy, że wydaliśmy kilkanaście tysięcy złotych, a sprzedaliśmy kilkadziesiąt egzemplarzy? Spokojnie, Poligraf oferuje opcję reklamacji: „Jeśli nie będziesz zadowolony ze współpracy – oddam Ci wszystkie Twoje książki!” – zapewnia wydawca. Taki pisarz może i nie trafi więc na okładki czasopism, ale z niesprzedanych egzemplarzy własnej książki będzie mógł zbudować sobie domek.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną