Kultura

Widziałem szczęśliwego Cobaina

Cała prawda o liderze Nirvany

„Kurt zachowywał się jak rozkapryszony dzieciak, a jednocześnie był niezwykle wrażliwym i inteligentnym facetem, oddanym ojcem i mężem”. „Kurt zachowywał się jak rozkapryszony dzieciak, a jednocześnie był niezwykle wrażliwym i inteligentnym facetem, oddanym ojcem i mężem”. Stephen Sweet/REX / EAST NEWS
Rozmowa z Brettem Morgenem, reżyserem głośnego filmu dokumentalnego „Kurt Cobain: Montage of Heck”, który właśnie wchodzi do polskich kin.
Brett Morgen – reżyser, producent, scenarzysta.Victoria Will/Invision/AP/Fotolink/EAST NEWS Brett Morgen – reżyser, producent, scenarzysta.
Courtney Love z córką Frances Bean i Kurtem Cobainem.Marcel Noecker/DPA/Corbis Courtney Love z córką Frances Bean i Kurtem Cobainem.

Małgorzata Steciak: – Nad filmem o zmarłym w 1994 r. Kurcie Cobainie pracował pan osiem lat. Dlaczego tak długo?
Brett Morgen: – Kiedy Courtney Love osiem lat temu zaproponowała mi zrealizowanie dokumentu o swoim zmarłym mężu, wydawało mi się, że dostałem gwiazdkę z nieba. Obliczyłem, że za niecały rok będziemy szykować się do premiery. Tymczasem, zanim w ogóle mogłem pomarzyć o włączeniu kamery, przez sześć lat mocowałem się z papierkową robotą. W produkcję filmu zaangażowało się wiele osób posiadających prawa do rozmaitych materiałów związanych z Kurtem Cobainem i Nirvaną. Nie zdawałem sobie sprawy, jak żmudny to będzie proces. W pewnym momencie musieliśmy całkowicie zawiesić prace, by prawnicy Courtney i jej córki Frances mogli rozwiązać problem praw do wizerunku Kurta.

Nie odczuwałem tak gwałtownych emocji nawet, kiedy pracowałem z Rolling Stones czy Robertem Evansem [legendarnym producentem filmowym, współtwórcą m.in. „Dziecka Rosemary”, „Ojca chrzestnego” i „Love Story”, z którym Morgen spotkał się na planie filmu „To rola dla niego” z 2002 r. – przyp. MS]. „Kurt Cobain: Montage of Heck” to pierwszy w mojej karierze film poświęcony artyście mojego pokolenia. Jako nastolatek uwielbiałem Nirvanę.

Jak fani Nirvany zareagowali na informację, że pracuje pan nad filmem wspólnie z Courtney Love?
Otrzymywałem listy z pogróżkami, odkąd tylko moje nazwisko powiązano z projektem sygnowanym jej nazwiskiem. Domyślam się, że niektórzy ludzie czuli, że chronią w ten sposób dobre imię Kurta. Zwłaszcza ci, którzy go nie znali (śmiech). Miałem wrażenie, że wkładam kij w mrowisko. Kiedy po latach w końcu dostaliśmy zielone światło na realizację, chciałem się wycofać, bo się bałem, że nie podołam temu wyzwaniu. Szczerze mówiąc, aż do sierpnia ubiegłego roku nie miałem pojęcia, czy nam się uda.

Jedną z producentek wykonawczych filmu jest 22-letnia Frances Bean Cobain. Jaki wpływ na kształt projektu miała córka lidera Nirvany?
Ona zupełnie nie pamięta swojego ojca. Miała niespełna dwa lata, kiedy zmarł. Można powiedzieć, że właściwie go nie znała i bardzo długo nie chciała go poznać. Dopóki nie zaangażowała się w projekt jako producentka, nie chciała oglądać domowych filmów z udziałem swoich rodziców. Nie widziała nagrań, na których Kurt trzyma ją w ramionach, nie czytała jego listów. Nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo ją kochał. Chciałem, aby ten dokument umożliwił jej symboliczne spotkanie z ojcem.

To Frances otworzyła dla nas wszystkie drzwi. Courtney nigdy nie otrzymałaby takiego wsparcia od pozostałych członków zespołu, rodziny i przyjaciół Kurta. Nie chcieliśmy wystawić liderowi Nirvany pomnika, chcieliśmy spojrzeć mu prosto w oczy. Kiedy ogłosiliśmy, że w realizację filmu o Cobainie jest zaangażowana jego córka, każdy chciał pomóc. Krist Novoselic [basista Nirvany – przyp. MS] zgodził się wystąpić przed kamerą wyłącznie dla niej. W pewnym momencie sam zorientowałem się, że kręcę ten film dla Frances.

Do dyspozycji było 200 godzin niepublikowanej muzyki i nagrań audio, kilkadziesiąt godzin domowych materiałów wideo oraz 4 tys. stron zapisków Cobaina. Co pan w nich znalazł?
Media wylansowały wizerunek Kurta Cobaina jako ponuraka. Podczas koncertów, spotkań z prasą czy fanami zawsze był śmiertelnie poważny. Jego uśmiech na nagraniu „MTV Unplugged in New York” to jeden z nielicznych uchwyconych w obiektywie kamery momentów, w których okazuje publicznie radość. Tymczasem, kiedy po raz pierwszy słuchałem jego prywatnych nagrań audio, doznałem szoku. Ten facet śmiał się ze swoich wygłupów tak bardzo, że nie był w stanie dokończyć zdania! Kurt Cobain z domowych nagrań, zrealizowanych przez Courtney Love, się uśmiecha. Jest szczęśliwy.

W niektórych fragmentach widać też wyraźnie, że jest pod wpływem narkotyków. Jak choćby w scenie, w której wspólnie z żoną obcina córce włosy, a kilkumiesięczna Frances omal nie wypada mu z rąk.
Rodzina Kurta nie była zadowolona, że opowiedzieliśmy w filmie o jego uzależnieniu od heroiny. Mimo nacisków ze strony jego rodziców nie wyciąłem ani jednej sceny. Czułem ogromną lojalność wobec Kurta i Frances. Chciałem opowiedzieć tę historię bez cenzury, taką, jaka była. Miałem zresztą poważny dylemat. Nie wiedziałem, czy robię coś dobrego czy wręcz przeciwnie. Czy po obejrzeniu dokumentu fani Nirvany będą chcieli nadal nosić koszulki z logo zespołu czy odwrócą się od swojego idola? Nie umiałem ocenić.

A teraz?
„Kurt Cobain: Montage of Heck” pokazuje dwie twarze lidera Nirvany. Kurt zachowywał się jak rozkapryszony dzieciak, a jednocześnie był niezwykle wrażliwym i inteligentnym facetem, oddanym ojcem i mężem. Wyraźnie dążył do autodestrukcji, co widać na przykład podczas słynnego koncertu w Rio, gdzie, snując się po scenie, niszczy elementy wyposażenia, pluje w obiektyw kamery. Chwilę później, kiedy wraca do domu, jest zupełnie innym człowiekiem – czuje się komfortowo we własnej skórze, żartuje. Bawi się z kotem.

Myśli pan, że ten intymny, prywatny portret Kurta Cobaina narusza jego wizerunek legendy, czy jeszcze go wzmacnia?
Praca nad filmem sprawiła, że dzisiaj sam dużo lepiej rozumiem fenomen Cobaina. Już nie tylko kupiłbym koszulkę z nadrukiem „Nirvana”, ale nie rozstawałbym się z nią nawet na chwilę, bo dopiero teraz wiem, co reprezentuje. Przez 20 lat ludzie kupowali gadżety związane z zespołem bezrefleksyjnie, karmiąc się fantazją, która nie miała nic wspólnego z rzeczywistością. Prawda jest dużo ciekawsza. Żałuję, że nie poznałem jej wcześniej.

W pana filmie nie tylko Cobain zyskuje bardziej ludzką twarz. Przełamuje on również wizerunek Courtney Love, postrzeganej przez wielu jako współczesna femme fatale, która doprowadziła swojego męża do samobójstwa.
Fani zespołu patrzą na Courtney przez pryzmat płciowych stereotypów. To niezwykle silna kobieta. Ludzie zwykle się tego boją – ale nie Kurt. On nie był – jak wyobraża go sobie wielu fanów Nirvany – nieśmiałym facetem podporządkowanym zaborczej żonie. Kurt był feministą, uwielbiał pewność siebie Courtney.

Z pewnym niedowierzaniem oglądałem ich życie uwiecznione na 20-godzinnym prywatnym materiale wideo, który nigdy nie miał ujrzeć światła dziennego. Moje wyobrażenie na temat ich związku ograniczało się do medialnych doniesień o ciągłych kłótniach i kryzysach. Wiem, że wielu osobom trudno będzie to przełknąć, ale dość dobrze poznałem dynamikę tej relacji i mogę z pewnością stwierdzić, że to był szczęśliwy związek, zbudowany na zaufaniu, miłości, szacunku. Oni doskonale do siebie pasowali.

Mówi pan o zaufaniu, miłości i szacunku, a jednak ze zgromadzonych w filmie materiałów wynika, że relacja Kurta i Courtney była równie namiętna, co toksyczna.
Nie chcę wybielać wizerunku Courtney, nie mam w tym żadnego interesu. Zakończenie mojego filmu wręcz stawia żonę Cobaina w negatywnym świetle. Wyobraźcie sobie poczucie winy, z jakim musi sobie radzić osoba, która czuje się w pewnym stopniu odpowiedzialna za samobójstwo bliskiego człowieka. Ale podkreślam: kiedy mówię „wina”, odnoszę się do intymnej relacji Courtney z Kurtem, a nie do teorii spiskowych.

W swoim filmie zupełnie pan przemilcza te teorie spiskowe dotyczące śmierci Cobaina.
Mam gdzieś ostatnie dni Kurta Cobaina. Starałem się zrobić film będący celebracją życia, nie śmierci. Ta dziwna fascynacja jego samobójstwem jest po prostu niezdrowa. To nie fair w stosunku do jego rodziny. Kurt był w fatalnym stanie od czasu próby samobójczej w Rzymie. Wszystko, co stało się później, jest konsekwencją jego ciężkiej depresji i problemów z narkotykami. Nie wiem, dlaczego niektórzy z uporem godnym lepszej sprawy usiłują udowodnić, że w jego śmierć były zamieszane osoby trzecie.

„Montage of Heck” łączy animację z formułą tradycyjnego dokumentu. Trudno było odnaleźć dla opowieści o Cobainie odpowiednią formę?
Nie chciałem kręcić typowego dokumentu z gadającymi głowami. Włączyłem do mojego filmu wyłącznie wypowiedzi osób, które były mojemu bohaterowi najbliższe. Gdyby Kurt Cobain zmarł jako nieznany nikomu wokalista, oni przyszliby na jego pogrzeb. Courtney przekazała nam nagrania domowych filmów i audiopamiętnik Kurta, w którym opowiada on m.in. o swojej nieudanej próbie samobójczej i pierwszych kontaktach seksualnych. Przez dwa lata szukaliśmy dla tych historii odpowiedniej oprawy wizualnej. W ubiegłym roku obejrzałem nagradzaną na najważniejszych światowych festiwalach krótkometrażową animację „Junkyard” Hisko Hulsinga i dopiero wtedy poczułem, że znalazłem artystę, który będzie w stanie uchwycić ducha twórczości Kurta.

Pracowaliśmy równolegle nad różnymi segmentami filmu. Przeglądając materiały Courtney, jednocześnie przygotowywałem szkic scen z dzieciństwa Kurta. Brakowało nam środkowej części poświęconej zespołowi. Baliśmy się, że nie pozszywamy tych nieprzystających do siebie elementów. Kiedy jednak przygotowaliśmy pierwszą wersję montażową, film ułożył się w spójną całość. To była magia.

Kiedy żona i córka Cobaina zobaczyły film po raz pierwszy?
Frances przyszła do mojego biura w październiku. Po seansie przytuliła mnie i powiedziała: Dziękuję ci za kilka godzin z ojcem, którego nigdy nie znałam. Courtney z kolei wciąż próbowała się umówić, ale nie mogła znaleźć terminu. Nie chciałem, by oglądała tak osobisty film po raz pierwszy wspólnie z publicznością. Pomyślałem, że to by było okrutne.

Przełamała się?
Tak, ale dopiero na tydzień przed premierą. Nie wiedziałem, jak zareaguje, zasugerowałem więc, żeby przyprowadziła ze sobą Frances. Przyszły razem, usiadły przed ekranem i na moment z powrotem stały się mamą i małą dziewczynką. Franny siedziała Courtney na kolanach, wspólnie śmiały się i płakały na przemian. Courtney była niezwykle wzruszona. Obejrzała film po raz drugi podczas festiwalu w Sundance. Przed uroczystą premierą na Berlinale zapytałem, czy ma ochotę wziąć udział w projekcji. Powiedziała, że zostanie. Naprawdę? – zdziwiłem się. – Przecież dopiero co widziałaś ten film dwa razy z rzędu. Odpowiedziała: – Od czasu śmierci Kurta nigdy nie czułam się tak blisko niego. Chcę znowu z nim być.

Brett Morgen – reżyser, producent, scenarzysta. Nazywany szalonym naukowcem kina dokumentalnego, nominowany do Oscara za film „On the Ropes” (1999 r.). Zrealizował m.in. poświęcony słynnemu producentowi filmowemu Robertowi Evansowi „To rola dla niego” (2002 r.) oraz „Crossfire Hurricane” (2012 r.), o kulisach powstania zespołu Rolling Stones. Film „Kurt Cobain: Montage of Heck” był pokazywany na Festiwalu Filmowym Sundance oraz podczas 65 edycji Berlinale. Premiera dokumentu o liderze Nirvany odbędzie się 4 maja na antenie HBO. W polskich kinach będzie go można zobaczyć 23 kwietnia.

Polityka 15.2015 (3004) z dnia 07.04.2015; Kultura; s. 82
Oryginalny tytuł tekstu: "Widziałem szczęśliwego Cobaina"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Niezwykły film o Tonym Haliku

Nowy film przypomina postać Tony’ego Halika – polskiego podróżnika, honorowego „białego Indianina”, nieustraszonego reportera, który realizm magiczny uprawiał w życiu i pracy.

Aneta Kyzioł
18.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną