Kultura

Dobra aktorka?

Wszystkie role Angeliny Jolie

Angelina Jolie Angelina Jolie Don Arnold / Getty Images
Łatwo się natknąć w mediach na Angelinę Jolie, trudniej się dowiedzieć, kim jest naprawdę. Gra w życiu role modelki, aktorki, filantropki, ostatnio też reżyserki, czego dowodem głośny film „Niezłomny”.
Kadr z filmu „Niezłomny” w reżyserii Angeliny Jolie.materiały prasowe Kadr z filmu „Niezłomny” w reżyserii Angeliny Jolie.
Najnowsze dzieło Angeliny Jolie – film „Niezłomny” o losach olimpijczyka Louisa Zamperiniego – do kupienia za tydzień z kolejnym numerem POLITYKI.materiały prasowe Najnowsze dzieło Angeliny Jolie – film „Niezłomny” o losach olimpijczyka Louisa Zamperiniego – do kupienia za tydzień z kolejnym numerem POLITYKI.

Dla jednych Angelina Jolie to seksowna bogini, kapryśna gwiazda, która z kusicielki przeobraziła się w ikonę macierzyństwa, wychowującą troje własnych i troje adoptowanych dzieci. Dla innych – aktywna działaczka polityczna, założycielka fundacji Jolie-Pitt ratującej głodujących w Darfurze, nazywana Matką Teresą z Hollywood. Od wielu lat regularnie przeznacza miliony dolarów na budowę ośrodków dla dzieci chorych na AIDS, m.in. w Etiopii, wspiera nieletnich uchodźców. Jest aktywistką ONZ, jeździ do Davos, spotyka się z przywódcami państw, odwiedza dziesiątki najbiedniejszych regionów przekonana, że zbawia świat niczym komiksowa supermanka Lara Croft.

Po prewencyjnej operacji, którą niedawno przeszła, onkolodzy stawiają ją za wzór wszystkim kobietom zagrożonym rakiem piersi. Z uwagi na wysokie ryzyko zachorowania na nowotwór zdecydowała się profilaktycznie usunąć piersi, a potem wyciąć jajniki oraz jajowody i, przełamując wstyd, podzielić się tą informacją m.in. na łamach „New York Timesa”. Dzięki nagłośnieniu jej decyzji wzrosła świadomość zapobiegania chorobie m.in. poprzez wykonywanie wczesnych badań i testów DNA.

Gdyby nie nazwisko Jolie w czołówce „Niezłomnego”, nikt by się pewnie nie domyślił, że to właśnie ona – symbol zmysłowej kobiecości – wyreżyserowała brutalny dramat, osnuty wokół losów olimpijskiego długodystansowca Louisa Zamperiniego w czasie drugiej wojny światowej. Nie dość, że temat typowo męski: rywalizacja sportowa, zażarta walka o przetrwanie na tratwie ratunkowej, terror i sadyzm w obozie jenieckim, to jeszcze realizacja zaskakująco śmiała, pełna rozmachu, z epickimi scenami na rozszalałym morzu i pokładzie ostrzeliwanego samolotu.

Reżyserka własnego wizerunku

Pierwsza samodzielnie wyreżyserowana trzy lata temu przez Jolie fabuła „W kraju krwi i miodu” też rozgrywała się w wojennej scenerii podczas krwawego konfliktu w Bośni i Hercegowinie, gdzie dochodziło do ludobójstwa i zgwałcono przeszło 20 tys. kobiet. Jednej z nich Angelina poświęciła swój film, który nie zebrał tylu pochwał co „Niezłomny”, ale przynajmniej przekonał niedowiarków, że ma reżyserski pazur.

Niektórzy uważają, że jej najmocniejszą cechą jest inteligencja. Wygląd i zmysłowość to tylko zewnętrzna powłoka. W istocie Jolie potrafi manipulować swoim medialnym wizerunkiem i jest urodzoną prowokatorką. Przebiegła, zimna, a jednocześnie nerwowa i wrażliwa, sprawia wrażenie, jakby żyła na pokaz. Lubi eksperymentować, szokować intymnymi szczegółami ze swojej prywatności. „Brałam prawie wszystkie możliwe narkotyki, kokainę, ecstasy, LSD i moją ulubioną heroinę” – przechwalała się kilkanaście lat temu londyńskiemu „Daily Mirror”. Komentując na łamach poczytnego magazynu „Time” plotki o rozlicznych młodzieńczych romansach oraz o dziwnym upodobaniu do samookaleczania, zdradziła, że odwiedza kluby BDSM, bo „sadomaso to fajne oczyszczenie psychiki”. Całkiem niedawno, gdy bulwarówki wieściły rozpad jej prawie dziewięcioletniego związku z Bradem Pittem, nie omieszkała w niemieckim piśmie „Das Neue” podgrzać atmosfery stwierdzeniem, że wierność w związku dwojga ludzi „nie jest absolutnie konieczna”. „Ani Brad, ani ja nigdy nie twierdziliśmy, że żyjąc razem, jesteśmy skuci ze sobą łańcuchem. Nie chcemy krępować się nawzajem”. Ile były warte jej wynurzenia, przekonaliśmy się pod koniec ubiegłego roku, gdy na południu Francji, z dala od kamer telewizyjnych, wzięli ślub.

Sprzeczności wydają się nieodłącznym elementem jej życia. Wyrażają je nawet tajemnicze tatuaże na jej ciele. Oprócz słowa „shi”, co po japońsku znaczy śmierć, i pisanego po arabsku rzeczownika „determinacja”, ma m.in. wytatuowany cytat z Tennessee Williamsa: „Modlitwa za tych, co mając dzikość w sercu, są zamknięci w klatce”. Zwłaszcza ten ostatni dobrze definiuje jej sytuację.

Zamknięta w klatce cudzych wyobrażeń. Można przypuszczać, że tak się chyba czuje. Jako kobieta wolna duchem nigdy nie uznawała granic. Brak ograniczeń, wyniesiony z rodzinnego domu, stale zachęcał ją do różnych szaleństw. Andrew Morton w nieautoryzowanej biografii „Angelina” opisuje jej życie rozpięte między licznymi skrajnościami: wyobcowaniem, anoreksją, neurozą, autodestrukcją, depresją. Z drugiej strony – hedonizmem, odziedziczonym po ojcu pragnieniem niesienia pomocy, chęcią łagodzenia ludziom cierpienia, którego u niej nikt nie łagodził.

Zastanawiając się nad zaburzeniami psychiki Jolie i długą listą jej ekscesów – m.in. pocałunkiem w usta ze starszym bratem Jamesem Havenem podczas oscarowej gali, kolekcjonowaniem noży, noszeniem naszyjnika z fiolką krwi ukochanego, rozpowszechnianiem opowieści o agresywnym i wulgarnym seksie oraz nieudaną próbą samobójczą – Morton doszedł do wniosku, że praprzyczyną tej burzy emocjonalnej był kompleks odrzucenia nabyty we wczesnym dzieciństwie.

Jak Angelina stała się Jolie

Wiadomo, że małżeństwo jej rodziców nie należało do szczególnie udanych. Angelina przyszła na świat w momencie, kiedy jej ojciec, słynny aktor Jon Voight zdradzał jej matkę Marcheline Bertrand z piękną ognistorudą studentką Stacey Pickren. Mimowolnie stała się świadkiem nieustannych kłótni rodziców, zmian nastrojów, atmosfery godzenia się i wyprowadzania z domu. Romans nigdy nie został Voightowi wybaczony. Matka, strasznie przeżywająca zerwanie, przez ponad rok nie była w stanie zajmować się córką. Robiły to za nią przypadkowe opiekunki. „Zażywanie przez Angie narkotyków, zaburzenia w odżywianiu i okaleczanie się były jedynie objawami, sposobami kojenia psychicznego bólu lub ucieczki od niego – pisze Morton. – Zgodnie z jej wersją została porzucona przez ojca i wychowana przez matkę, która zrezygnowała z kariery, aby się nią zająć”.

W rzeczywistości Voight nigdy się jej nie wyparł, chociaż mocno pochłaniały go sprawy nowej rodziny i poszukiwań duchowych. Pomagał córce finansowo, przedstawiał znajomym, którzy znaczyli coś w biznesie i mogli wpłynąć na rozwój jej kariery, opłacał kursy aktorskie w szkole Lee Strasberga i Met Theatre Company. Starał się wspierać Angelinę psychicznie, czynił to jednak wyjątkowo niezręcznie, często wykorzystując do tego celu media. W lipcu 2002 r. udzielił m.in. głośnego wywiadu telewizyjnego w popularnym show „Access Hollywood”, skarżąc się na brak kontaktu z córką i ich złe stosunki. Bez pardonu opowiedział o poddaniu się przez Angie terapii farmakologicznej, jej rzekomych problemach psychicznych, nieodbieraniu jego telefonów, a co gorsza zaapelował, by zachowywała się odpowiedzialnie i nie adoptowała dla kaprysu kambodżańskiego sieroty, Maddoxa. Ta ostatnia uwaga przekreśliła ostatecznie ich skomplikowaną relację. Odtąd Angelina Jolie przestała formalnie używać nazwiska Voight. „Nie jest dla mnie nikim więcej niż pierwszy lepszy przechodzień – powiedziała jednemu z dziennikarzy. – Adoptowałam dziecko, więc wiem, że więzy krwi się nie liczą”. Również jej brat James oświadczył, że nie chce mieć z ojcem nic wspólnego.

Matka, Marcheline Bertrand, do końca życia uważała Voighta za złego człowieka. Wpajała dzieciom, że ona jedna jest ich bezpieczną przystanią, mentorką, menedżerką, najlepszą przyjaciółką i pocieszycielką. Uczuciowa zaborczość szła u niej w parze z dość liberalnym podejściem do wychowania. Unikała za wszelką cenę konfliktów, co skutkowało brakiem zakazów. Gdy jej córka ćpała, reakcją był płacz. Gdy 14-letnia Angelina straciła dziewictwo, udostępniła „młodej parze” własną wygodną sypialnię z wielkim chińskim łóżkiem małżeńskim. Trudno jednak powiedzieć, czy owa strategia unikania mówienia „nie” byłaby kontynuowana, gdyby Angelina zadeklarowała brak zainteresowania show-biznesem, który znaczył dla jej matki wszystko – choć sama niewiele zdołała w nim osiągnąć. Na szczęście już w wieku pięciu lat Angelina podjęła jedynie słuszną decyzję o zostaniu w przyszłości wielką gwiazdą. I rozbudziła nadzieje na zaspokojenie niespełnionych ambicji matki.

Z aktorki autorka

Aktorskie umiejętności Angeliny Jolie były i są nieustannie kwestionowane. Zwłaszcza gdy jako punkówa z czerwoną obrożą – naśladując Michaela Jacksona z teledysku „Thriller” – przebijała się na duży ekran. Robiła wszystko, by zwrócić na siebie uwagę. Ulubioną biel matki zmieniła na czerń. Nosiła wysokie, sznurowane martensy, a do tego krzykliwy makijaż podkreślający udręczenie jej duszy. Jednak stając na planie zdjęciowym, wiedziała doskonale, czego chce. Zacierała granice między rolą a swoim życiem. Utożsamiała się z filmowymi postaciami, żyła poprzez nie. Wcielając się w ostrą, przebojową, biseksualną nastolatkę, budzącą uśpioną seksualność licealistek w młodzieżowym dramacie „Wtajemniczenie”, zakochała się w Jenny Shimizu, z którą – jak się otwarcie przyznała dziennikarzowi z „Sunday Mirror” – połączył ją w końcu prawdziwy romans.

W wyprodukowanej przez HBO „Gii” zademonstrowała wrażliwość i bezbronność, która pod powłoką sztucznego tupetu kryje wielkie pragnienie miłości. Zagrała Gię Carangi, osławioną heroinistkę, która w 1985 r., mając zaledwie 26 lat, zmarła na AIDS jako pierwsza supermodelka. Tak jak Gia, Angie nadużywała narkotyków, była „inną dziewczyną” próbującą wypełnić pustkę spowodowaną lękiem przed porzuceniem. Branżowe „Variety” uznało jej kreację za „hipnotyzujące arcydzieło”, co zostało potwierdzone drugim w jej karierze Złotym Globem (ma ich w sumie trzy).

Prawdziwe uderzenie przyszło dopiero w 2000 r. wraz z „Przerwaną lekcją muzyki”, dramatem psychologicznym, opartym na przejmujących wspomnieniach Susanny Kaysen o pobycie w zamkniętym, ekskluzywnym szpitalu psychiatrycznym McLean w Belmont w stanie Massachusetts. W epoce kontestacji przymusowo leczono tam m.in. poetkę Sylvię Plath oraz klasyka rhythm and bluesa Raya Charlesa. Angelina czuła się jak ryba w wodzie w roli zuchwałej, agresywnej psychopatki i narkomanki Lisy Rowe, uwięzionej z powodu jej nonkonformistycznej postawy. „Jestem Lisą, utożsamiam się z nią” – powtarzała w wywiadach, co było widoczne od pierwszego kadru. Pisano, że należał jej się Oscar, i faktycznie go dostała.

Z natury ambitna, szybko stała się pierwszą damą Hollywood, która odniosła sukces w kinie zastrzeżonym dla superbohaterów. W ekranizacji gry komputerowej „Tomb Rider” o przygodach seksownej, lecz pochodzącej z wyższych sfer pani archeolog zagrała superwoman, dając upust swojej pasji do sportów ekstremalnych (sama pilotuje samoloty i ściga się na motocyklach). Potem mogła już przebierać w propozycjach obsadowych w wysokobudżetowych superwidowiskach. Wybierała tylko te znanych reżyserów. Niektóre, na przykład rola rozwiązłej matki Aleksandra Wielkiego w „Aleksandrze” Olivera Stone’a, okazały się niestety niewypałem.

Znacznie ciekawiej wypadała w niekomercyjnych przedsięwzięciach, takich jak dramat polityczny „Cena odwagi” Michaela Winterbottoma. Będąc w ciąży, wystąpiła w tym filmie w roli brzemiennej żony Danny’ego Pearla, amerykańskiego dziennikarza, korespondenta „The Wall Street Journal”, porwanego, a następnie w okrutny sposób zamordowanego przez islamskich fundamentalistów w Pakistanie.

Swoich kolejnych mężów również poznawała na planie. Wszyscy są aktorami. Pierwszego, Jonny’ego Lee Millera – przy realizacji cyberthrillera „Hakerzy”. Miała wtedy 20 lat. Billy’ego Boba Thorntona (także piosenkarza, reżysera, muzyka) – przy komedii „Zmęczenie materiału”, w wieku 24 lat. Brada Pitta – już jako 30-latka podczas nagrywania popularnego przeboju „Pan i pani Smith”.

Zmęczona fizycznie i psychicznie misją tworzenia idealnej rodziny, której sama nigdy nie miała, 40-letnia Angelina ma jeszcze jedno wielkie marzenie. Zanim – jak zapowiada – ostatecznie pożegna się z aktorską profesją, najseksowniejsza kobieta na świecie chciałaby zagrać egipską królową Kleopatrę, oczywiście z ukochanym Bradem Pittem w roli Marka Antoniusza. Po ataku hakerskim i wycieku tajnych danych z Sony Pictures Entertainment wiadomo jednak, że nie będzie to łatwe. Dowiedzieliśmy się, że szefostwo studia uważa aktorkę za skrajnie nieodpowiedzialną, a o jej talencie wyraża się niepochlebnie, robi więc wszystko, by projekt utopić. David Fincher, typowany przez nią na reżysera, też się poddał.

W pełnym napięcia oczekiwaniu, co z tej wojny wyniknie, zobaczymy artystkę w jeszcze innej roli – reżyserki kina autorskiego. Na premierę oczekuje napisany i zrealizowany przez nią na wyspie Gozo dramat psychologiczny „By the Sea” – kameralna produkcja o wypalonym małżeństwie, które udaje się na odludzie, by ratować swój związek. Angelina i Brad grają w nim samych siebie. Zanosi się na sensację. Na razie jednak Cannes film odrzuciło.

 

Polityka 18.2015 (3007) z dnia 27.04.2015; Kultura; s. 100
Oryginalny tytuł tekstu: "Dobra aktorka?"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Dr Joanna Wardzała o pokoleniu 20-latków odrzucających konsumpcyjny styl życia rodziców

Rozmowa z dr Joanną Wardzałą, socjolożką i badaczką zachowań konsumpcyjnych, o tym, dlaczego dzisiaj młodzi ludzie nie chcą kupować i gromadzić dóbr.

Joanna Podgórska
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną