W powszechnym wyobrażeniu polska literatura fantasy zaczyna się i kończy na Andrzeju Sapkowskim i jego wiedźminie Geralcie (tak jak rodzima fantastyka naukowa kojarzy się wyłącznie ze Stanisławem Lemem, ewentualnie z Jackiem Dukajem). Tymczasem w porównaniu z dużo popularniejszą fantasy anglosaską Polacy wypadają nad wyraz dobrze. Więcej nawet – pod względem różnorodności form i tematów opowieści nasi rodacy biją Amerykanów, Brytyjczyków i Australijczyków na głowę.