Po czym poznać polskiego grafomana

Autorzy nieskromni
W swoich tekstach każą bohaterom wylewać wodospady łez, konstruować silniki napędzane deszczówką albo uprawiać orgie z prostytutkami ze Wschodu. Jak wygląda polska grafomania epoki „Greya”?
Poezja z perspektywy grafomańskiej to najczęściej ekwilibrystyka wyrafinowana do tego stopnia, że trudno odgadnąć, co poeta miał na myśli.
Piotr Socha/Polityka

Poezja z perspektywy grafomańskiej to najczęściej ekwilibrystyka wyrafinowana do tego stopnia, że trudno odgadnąć, co poeta miał na myśli.

„Piszący bez talentu, a mający duże wyobrażenie o sobie” – podobnie bezlitośnie opisuje grafomana słownik „Pisownia prawidłowa i wyrazy obce” z 1933 r.
Piotr Socha/Polityka

„Piszący bez talentu, a mający duże wyobrażenie o sobie” – podobnie bezlitośnie opisuje grafomana słownik „Pisownia prawidłowa i wyrazy obce” z 1933 r.

„Wszystkich opisanych w „Koktajlu...” grafomanów łączy to, że prawdopodobnie czytają mniej, niż piszą”.
Piotr Socha/Polityka

„Wszystkich opisanych w „Koktajlu...” grafomanów łączy to, że prawdopodobnie czytają mniej, niż piszą”.

„Bzik niegroźny, raczej miły, ale zawsze bzik” – komentował nieudolne wysiłki grafomanów znany z kolekcjonowania wydawniczych osobliwości Julian Tuwim. Inny skamandryta Antoni Słonimski miał dla nich mniej wyrozumiałości i zapoczątkował rubrykę „Książki najgorsze” na łamach przedwojennych „Wiadomości Literackich”. Pastwił się tam nad popularnym wówczas kiczem poetyckim, historycznym czy dekadencko-skandalizującym. Po latach tradycję tę podjął Stanisław Barańczak, który przejął szyld od Słonimskiego i na łamach „Studenta” publikował błyskotliwy i złośliwy „przegląd bieżących osiągnięć polskiej grafomanii” pod dwuosobowym pseudonimem Feliks Trzymałko i Szczęsny Dzierżankiewicz.

Ówczesna tandeta literacka różniła się od przedwojennej – powodował nią przede wszystkim polityczny koniunkturalizm. Gros „książek najgorszych” stanowiły więc powieści milicyjne i szpiegowskie z pieczątką aprobaty władz, pełne banalnych obserwacji, przekombinowanych metafor i pokracznych scen erotycznych. Jak ta w „Patrycji, czyli o miłości i sztuce w środku nocy” Eugeniusza Kabatca: „Plan najwcześniejszy, proscenium przychylne mi zwykle, zależne od mojej woli i moich kaprysów, wyobcowało się nagle, stanęło okoniem (...) dobrze uzbrojone, opancerzone idee-towarzyszki walki rozpierzchły się nagle po kątach jak wystraszone, histeryczne baby”.

Ekwilibrystyka stosowana

Dzisiaj, choć zmieniła się rzeczywistość, dostarczycieli fatalnych książek nie ubywa, a grafomania ma się znakomicie. Trudu przeczytania, opisania i skatalogowania współczesnych książek najgorszych podjęła się pisarka Marta Syrwid, która swoje starcia z produktem literaturopodobnym opisywała w „Lampie”. Surowiec na „Koktajl z maku” – bo tak nazywała się jej comiesięczna rubryka – pochodził częściowo z nadsyłanych do redakcji nowości wydawniczych, część dostarczali zainspirowani czytelnicy, reszta natomiast pochodziła z internetu, który jako przestrzeń wolności wyrazu zachęca do dzielenia się radosną twórczością. Materiału zebrało się tak wiele, że cała antologia egzotycznych koktajli ukazała się niedawno nakładem Lampy i Iskry Bożej.

Zapoznanie się z kilkudziesięcioma pozycjami przynosi szereg odkryć: przede wszystkim historia zatoczyła koło i współczesna grafomania jest stylistycznie bliższa tej z czasów Słonimskiego niż chałturniczym broszurkom, z których nabijał się Barańczak. – To, że teraz grafomania to raczej teksty „pełne dobrych intencji”, choć podszyte często żądzą pieniędzy i/lub nieśmiertelnej sławy, a nie pulpa kryminalna, lizusowska w stosunku do ustroju, to wynik wyłącznie okoliczności rynkowych. Wolny rynek rodzi inne patologie, monopol państwa inne – mówi Marta Syrwid. – Jeżeli już kogoś kopiują, to Mickiewicza albo Leśmiana. Myślę, że w przypadku poezji stawiają na rymy, ale nie takie jak np. z Broniewskiego, tylko raczej typu „wpadła gruszka do fartuszka”.

Wśród poetów w modzie jest przede wszystkim repertuar klasyczny i nieśmiertelny: przyroda, uniesienia zmysłowe, czasami – doniosłe wydarzenia historyczne. Styl często do złudzenia przypomina piśmiennictwo XIX-wieczne. Wiersze te obfitują w solenne nastroje i piętrowe, pompatyczne metafory. Poezja z perspektywy grafomańskiej to najczęściej ekwilibrystyka wyrafinowana do tego stopnia, że trudno odgadnąć, co poeta miał na myśli. „Pustynie zdychających łabędzi” – tak zatytułował swój tomik Paweł Pomorski (który pisze np. o Krakowie: „wyłożony płytami strych dla synogarlic świata/– Ludzkich ofiar Kraków czczących przeszłości kałomoczem”).

Izabela Bill w tomiku „Seksapil duszy” nazywa płacz „siklawą łez”. Sporą popularnością cieszą się również kunsztowne zabiegi archaizacyjne, mające dodać dziełu powagi i eleganckiej patyny (przoduje w tym Alicja Elżbieta Przepiórka i jej poezja pełna figur mitologicznych oraz słów w rodzaju przeto czy atoli, a także Jan Marian Gulak, autor – jak sam skromnie określa – „największego eposu w historii”). Na drugim biegunie znajdziemy twórców zakochanych w rymie, możliwie dokładnym. Szczeciński poeta Paweł Sajdak tymi słowy ubolewa nad stanem przyrody: „Znów się klimat zmieni, tlenu będzie mniej/I wszyscy narzekać będziemy, ojej!”. W prozie znajdziemy więcej śmiałych słowotwórczych akrobacji: „(...) czuła się jak ’JA’(bł)USZKO nieoddzielone od mamy i taty – jaBŁONI (...) otrzymujące mądrość z BŁONI wiedzy” – pisze Agnieszka Wypych w powieści pod tajemniczym tytułem „Trawka brzuszkowa”. Są też osobliwe dumania filozoficzne czy literatura „mocna”, w zamyśle kontrowersyjna, co na ogół przekłada się na obfitujące w detal sceny erotyczne oraz brzydkie wyrazy.

W tej ostatniej przoduje prozaik ukrywający się pod pseudonimem Andrzej Te, „odczuwający gniew, złość i kontestujący obecną rzeczywistość globalną”. Buduje nawet własny katalog neologizmów wydalniczych typu „kałokultura”.

Kryminał i sensacja cieszą się dziś poczytnością, ale grafomanów moda ta raczej omija; wyjątkiem może być znany skądinąd w środowisku literackim początku bieżącego tysiąclecia Adam Bolewski. Specjalizuje się w historiach bogatych w wątki gangsterskie i pornograficzne, osadzonych w Suwałkach, oraz z obecnością fikcyjnych przygód faktycznie istniejących pisarzy polskich – to chyba najbliższe materii, z którą miał do czynienia Barańczak.

Pikantne fantazje niedzielnych literatów

Grafomania to często domena efemerycznych wydawnictw; bywa, że autor sam finansuje swoją potrzebę bycia drukowanym. W języku angielskim nazywa się takie książki vanity publishing – wydawanymi z próżności (o zjawisku pisaliśmy szerzej w POLITYCE 13). Internet usprawnił możliwości samodzielnego rozpowszechniania własnej twórczości, dzięki czemu rozkwitła scena amatorskich e-booków oraz fan fiction – opowiadań, których bohaterami są realni idole albo postaci z ulubionych filmów czy książek.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną