Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Kultura

Obrzędy intymne i inne

Zbigniew Libera nakręcił fabułę

„W dzisiejszych czasach artysta jest ostatnią instancją wrażliwości na świat”. „W dzisiejszych czasach artysta jest ostatnią instancją wrażliwości na świat”. Włodzimierz Wasyluk / Reporter
Rozmowa z artystą wizualnym Zbigniewem Liberą o sztuce krytycznej, złamanej karierze i filmie fabularnym „Walser”, którego premiera odbędzie się na festiwalu Nowe Horyzonty we Wrocławiu.
Film „Walser”, którego premiera odbędzie się podczas tegorocznego festiwalu Nowe Horyzonty, jest debiutem fabularnym Zbigniewa Libery.materiały prasowe Film „Walser”, którego premiera odbędzie się podczas tegorocznego festiwalu Nowe Horyzonty, jest debiutem fabularnym Zbigniewa Libery.

Janusz Wróblewski: – Przed laty filmował pan swoją umierającą babcię, później zbudował obóz koncentracyjny z klocków Lego, a teraz nakręcił pan dystopię science fiction. To zaskakujący projekt, niemający wiele wspólnego z dotychczasowymi pana dokonaniami.
Zbigniew Libera: – Zajmuję się sztuką od ponad 30 lat. Niektórzy powtarzają w kółko ten sam trik. Ja nie. Wolę uczciwość wobec siebie. Niedawno zrobiłem plakat do spektaklu Krzysztofa Warlikowskiego „Opowieści afrykańskie według Szekspira” o wykluczeniu. Na tym plakacie nawiązuję do zdjęć plemienia Nuba autorstwa Leni Riefenstahl. Unosi się nad nimi widmo egzotycznej barbarzyńskości. Ale ta barbarzyńskość tkwi w nas – białych ludziach, którzy nie dostrzegają zła w sobie. Moje prace od kilku lat krążą wokół podobnego tematu – wyobrażonej alternatywy dla współczesnej, utykającej cywilizacji. I o tym właśnie jest „Walser”. O nieustannie traconej szansie na zmianę sposobu myślenia. O antysystemowej, idącej w poprzek, innej niż racjonalna komunikacji międzyludzkiej.

Indianie z pańskiego filmu przypominają hipisów. Żyją w komunie, są weganami, chodzą nago, nie są agresywni, popalają marihuanę i nie znają starości. O takim raju trudno dziś mówić bez ironii.
Plemię nazwaliśmy Kontehli. W rzeczywistości oczywiście nie istnieje. Tak samo jak język, którym się posługuje. Przypomina malajski, lecz został w całości stworzony przez Roberta Stillera. Razem ze współscenarzystą Grzegorzem Jankowiczem przyjęliśmy, że opowiadamy o wspólnocie idealnej.

Polityka 30.2015 (3019) z dnia 21.07.2015; Kultura; s. 80
Oryginalny tytuł tekstu: "Obrzędy intymne i inne"
Reklama