Z miłości do muzyki Chopina

Konkurs, jakiego nie było
Pod wieloma względami, przede wszystkim jeśli chodzi o skład jury i obecność konkursu w świecie, 17. Konkurs Chopinowski odróżniał się od wszystkich poprzednich. Choć ostateczny werdykt można nazwać bezpiecznym.
Kate Liu oczekująca na wyniki w gronie finalistów.
Wojciech Grzędziński/Narodowy Instytut Fryderyka Chopina

Kate Liu oczekująca na wyniki w gronie finalistów.

Wprawdzie już podczas poprzedniego konkursu w 2010 r. do jury trafiły legendy pianistyki, w tym czworo zwycięzców konkursów chopinowskich, to jednak tym razem pula została znacząco powiększona: z 13 do 17 osób. Pięcioro zwycięzców: Martha Argerich, Adam Harasiewicz, Dang Thai Son, Garrick Ohlsson (po raz pierwszy w karierze zdecydował się na udział w jakimkolwiek jury!) i Yundi. Pojawili się także zdobywcy dalszych miejsc, jak również artyści, którzy nie brali w konkursie udziału. Wielu z nich prowadzi działalność pedagogiczną, ale przy tym większość to koncertujący pianiści. Znalazł się też w tym składzie wybitny muzykolog brytyjski prof. John Rink – to również nowość.

Dzięki temu, że więcej było w jury czynnych muzyków, bliższych życia koncertowego, podejmowało ono decyzje, które w poprzednich konkursach byłyby zapewne niemożliwe. To był prawdziwy wiew świeżego powietrza. Kiedyś owo czcigodne gremium, składające się w większości z pedagogów, stało na straży abstrakcyjnego wzorca chopinowskiego, wierności literze, a raczej nucie dzieła, zagranej w określony sposób. Każde odstępstwo było odrzucane. Siłą rzeczy nie przepuszczano też do dalszych etapów uczestników, którym zdarzały się pomyłki w tekście, nawet zwykłe zahaczenia. Chopin musiał być nieskazitelny. Obecne jury przyczyniło się do przełamania tej zasady. Przynajmniej przez pierwsze trzy etapy.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj