Kultura

Z archiwum telewizji

Serialowe powroty po latach

Agenci Mulder (David Duchovny) i Scully (Gillian Anderson) w jednej akcji sprzed laty Agenci Mulder (David Duchovny) i Scully (Gillian Anderson) w jednej akcji sprzed laty Fox
W najbliższych latach będziemy oglądać dalsze losy bohaterów serialowych hitów lat 90. Pierwsze wróci „Z archiwum X”.
W 10. sezonie serialu zmienią się realia, zniknie zabawna moda lat 90., a wraz z nią okropne fryzury i bezkształtne garsonki Scully, ale agenci niezmiennie będą stawiać czoła zjawiskom paranormalnym i piętrowym teoriom spiskowym.Fox W 10. sezonie serialu zmienią się realia, zniknie zabawna moda lat 90., a wraz z nią okropne fryzury i bezkształtne garsonki Scully, ale agenci niezmiennie będą stawiać czoła zjawiskom paranormalnym i piętrowym teoriom spiskowym.
Do prowincjonalnego amerykańskiego miasteczka „Twin Peaks”, którego specjalnością są wspaniała kawa, ciasto wiśniowe, tajemnice i perwersje, wrócimy najwcześniej w 2017 r.mat. pr. Do prowincjonalnego amerykańskiego miasteczka „Twin Peaks”, którego specjalnością są wspaniała kawa, ciasto wiśniowe, tajemnice i perwersje, wrócimy najwcześniej w 2017 r.

„Myślę o tym, jak o 13-letniej przerwie na reklamy” – tak Chris Carter, twórca „Z archiwum X”, żartował na temat powrotu do serialu, który był jednym z fenomenów telewizji lat 90., niemal wizytówką tamtych czasów. I dodawał: „Dobra wiadomość jest taka, że świat zrobił się przez ten czas dziwniejszy, więc to idealny moment, aby opowiedzieć te sześć historii”. O 13 lat starszych agentów FBI Foxa Muldera i Danę Scully w wykonaniu jak przed laty Davida Duchovny’ego i Gillian Anderson amerykańscy widzowie zobaczą 24 stycznia 2016 r., polscy, w stacji FOX, dzień później. W 10. sezonie serialu zmienią się realia, zniknie zabawna moda lat 90., a wraz z nią okropne fryzury i bezkształtne garsonki Scully, ale agenci niezmiennie będą stawiać czoła zjawiskom paranormalnym, piętrowym teoriom spiskowym i tropić „prawdę, która jest gdzieś tam” (zgodnie z hasłem serii: „The Truth is Out There”), a owo „gdzieś tam” znów ma kierować nasz wzrok ku niezbadanemu kosmosowi.

Z przecieków z pierwszego odcinka wiadomo, że twórcy zadbali zarówno o widzów świeżych, którzy wcześniejszych dziewięciu sezonów – także z powodu zbyt młodego wieku – nie widzieli, jak i o weteranów śledztw z latającymi spodkami w tle. Ci pierwsi dostaną szybki przegląd najważniejszych wątków i wydarzeń serialu, drudzy zaś m.in. niezmienioną czołówkę wraz z motywem muzycznym autorstwa Marka Snowa, naszyjnik Scully ze złotym krzyżykiem, Mitcha Pileggiego ponownie w roli szefa agentów Waltera Skinnera, Williama B. Davisa jako pamiętnego Palacza oraz subtelne nawiązania do odcinka pilotowego, wyemitowanego po raz pierwszy 10 września 1993 r.

23 lata później agenci Mulder i Scully nie są już parą, choć, miejmy nadzieję, że nie zniknie świetna chemia między nimi, kolejny wyznacznik serialu przyciągający przed laty przed ekrany. Na pewno łączy ich wspólny syn, a także nowe śledztwo – sprawa człowieka prawdopodobnie uprowadzonego przez, a jakże, Obcych. Amerykańscy dziennikarze, którzy nowy odcinek już widzieli, dość zgodnie twierdzą, że powrót „Z archiwum X” nie rozczarowuje. A stacja już zastanawia się nad spin-offem serialu, którego bohaterami mieliby być następcy Muldera i Scully, nowa, młoda para agentów FBI. Tym samym jakkolwiek pytanie o najlepszy serial nowego roku pozostaje, rzecz jasna, u jego zarania otwarte, to w kwestii najgłośniejszego i najsilniej reklamowanego Carter i spółka raczej nie mają konkurencji.

Przeszłość ma przyszłość

A mogło być inaczej. Jeszcze kilka miesięcy temu równie głośno co o powrocie „Z archiwum X” mówiło się o reaktywacji innej kultowej serii lat 90. 3 października 2014 r. David Lynch i Mark Frost, twórcy „Miasteczka Twin Peaks”, zamieścili o tej samej godzinie, w której agent specjalny Dale Cooper wjeżdżał obsadzoną daglezjami aleją do miasteczka u podnóża bliźniaczych szczytów, na swoich Twitterach tę samą tajemniczą informację: „Dear Twitter Friends: That gum you like is going to come back in style! #damngoodcoffee”. Dla fanów serialu było jasne, że to odniesienie do cytatu z 2. sezonu, słów kelnera z knajpy The Roadhouse, wypowiadanych do Lelanda Palmera: „Ta guma, którą pan tak lubi, znów będzie modna”, to coś więcej niż żart.

Wkrótce w oświadczeniu wydanym wraz z telewizją Showtime potwierdzili: „Tajemniczy i specjalny świat Twin Peaks ciągnie nas z powrotem. Jesteśmy bardzo podekscytowani. Niech las będzie z wami”. W 2016 r. miała się spełnić obietnica złożona przez Laurę Palmer Dale’owi Cooperowi w finałowym odcinku serii, wyemitowanym w 1991 r., że zobaczą się za 25 lat. Jednak w trakcie prac nad scenariuszem Lynch pokłócił się ze stacją o pieniądze, groził odejściem, aktorzy ze starej obsady, na czele z Kyle’em MacLachlanem grającym Coopera, grozili, że bez Lyncha nie zagrają, i cały projekt stanął pod znakiem zapytania. Ostatecznie prace wznowiono, odcinków ma być ponoć nawet więcej niż pierwotnie zapowiadane dziewięć, ale do prowincjonalnego amerykańskiego miasteczka, którego specjalnością są wspaniała kawa, ciasto wiśniowe, tajemnice i perwersje, wrócimy najwcześniej w 2017 r.

Ale nawet bez „Miasteczka Twin Peaks” wkrótce gremia przyznające telewizyjne nagrody powinny rozważyć dodanie nowej kategorii: serialowy powrót po latach. Portal TVLine przygotował zestawienie 55 (!) filmów i seriali wyprodukowanych od lat 60. po 90., które w najbliższym czasie mają się doczekać serialowych kontynuacji czy przeróbek. Wśród nich znajdują się m.in. takie hity, jak „Fatalne zauroczenie”, „Mój chłopak się żeni” czy „Szkoła uwodzenia”. Kevin Bacon pracuje nad serialową wersją „Wstrząsów”, horroru z 1990 r., aktor ma się w nim ponownie wcielić w głównego bohatera i całość wyprodukować. Z kolei stacja CBS ponoć rozważa nawiązanie do marki „MacGyver” – serialu z pamiętnym Richardem Deanem Andersonem w roli amerykańskiego Adama Słodowego, potrafiącego stworzyć z przysłowiowego pudełka zapałek i sznurówki najbardziej wymyślne narzędzia. Lee David Zlotoff, twórca serii, zorganizował podobno konkurs na nową – tym razem zgodnie z duchem czasu kobiecą – postać w stylu MacGyvera.

Konsumenci nostalgii

Wrócić ma także w odświeżonej wersji „Drużyna A”, zarys fabuły ma być podobny do oryginału, ale akcja ma się dziać współcześnie, a nowa drużyna być mieszana, damsko-męska. Trwają zdjęcia do wznowienia „Rodziny Bundych”, sitcomu nadawanego w latach 1987–97, bardzo popularnego także w Polsce. Tym razem głównym bohaterem ma być syn Ala i Peggy – Bud. W prace nad nową wersją innego popularnego familijnego sitcomu z lat 90. (emisja w latach 1990–96) „Bajera z Bel-Air” zaangażowany jest Will Smith, dla którego serial był furtką do hollywoodzkiej kariery.

W tym roku odbędzie się też premiera wznowienia „Pełnej chaty”, kolejnego sitcomu o rodzinie, nadawanego w Stanach w latach 1987–95, w Polsce od 1992 r. Osiem sezonów kręciło się wokół życiowych perypetii oryginalnej rodzinki, złożonej ze świeżo owdowiałego młodego ojca, jego trzech córek oraz pomagających w opiece nad nimi szwagra i przyjaciela. Spin-off, który zadebiutuje w 2016 r., powtórzy ten schemat w kolejnym pokoleniu rodziny Tannerów, wdową z dziećmi zostanie tym razem najstarsza z córek D.J.

Nie przez przypadek powrót owego serialu firmuje Netflix, platforma internetowa znana z tego, że dokładnie mierzy preferencje swoich użytkowników. Wcześniej przywróciła do życia inny kultowy sitcom „Arrested Development” („Bogaci bankruci”) i wyprodukowała serialową wersję pastiszowej komedii „Wet, Hot, American Summer” z 2001 r. A w planach ma już następną sentymentalną podróż – 8. sezon zakończonej w 2007 r., mającej wierne grono fanów, komediodramy „Gilmore Girls” („Kochane kłopoty”).

Ta ostatnia informacja przypomniała dziennikarzowi „The New York Times” Jamesowi Poniewozikowi jeden z odcinków innego serialu, „Portlandii”. Carrie Brownstein i Fred Armisen grali w nim fanów kultowego serialu „Battlestar Galactica”, którzy odkrywają serię na DVD i po obejrzeniu ostatniego odcinka czują tak wielką pustkę, że znajdują scenarzystę, wynajmują aktorów i sami nagrywają dodatkowy odcinek. Tak właśnie postępuje platforma Netflix. Analizuje zachowania swoich abonentów, co oglądają najczęściej, do czego czują sentyment, manifestowany wielokrotnymi powrotami do tych samych tytułów i dyskusjami w sieci. A następnie dostosowuje ofertę do statystyk. Jeszcze niedawno serial, żeby przetrwać w ramówce, musiał mieć co najmniej kilkumilionową widownię, stabilną i zdyscyplinowaną, regularnie co tydzień zasiadającą przed telewizorami. Dziś platformie internetowej wystarczy zainteresowanie znacznie mniejszej grupy, za to rozłożone na lata, przekazywane kolejnym pokoleniom.

W kulturze sentyment i nostalgia przekładają się na zyski. Jak uczą naukowcy, uczucie nostalgii przekłada się na zachowania konsumenckie. Robert Schindler i Morris Holbrook w 1989 r. sprawdzili reakcje na piosenki – ludzie reagowali najlepiej na te, które były popularne wtedy, gdy mieli naście lat. Dla telewizji szczególnie ważne staje się dziś pokolenie 30-latków dorastających w latach 80. i 90., wychowywanych przez telewizję złotej ery sitcomów i początków kultowych seriali. Jako nastolatki po powrocie ze szkoły oglądali sitcomy: „Przyjaciół”, „Alfa”, „Skrzydła” czy „Murphy Brown”. A wieczorami – „Z archiwum X” i „Miasteczko Twin Peaks”, drżąc ze strachu z powodu przerażających wydarzeń na ekranie oraz tego, że zaraz wkroczą rodzice i zabronią oglądania serii „dla dorosłych”. Dziś ta generacja należy do najważniejszej z punktu reklamodawców grupy docelowej, dysponuje pieniędzmi i chętnie wydaje je na kulturę i rozrywkę. Na fali wspomnień pewnie obejrzy nowe wersje seriali swojej młodości. Część z nich może nawet sama je napisze, w końcu 30-latki są także scenarzystami.

Lata 90. zdążyły już powrócić w muzyce i modzie, a sukces serialu „Fargo”, będącego wariacją na temat świetnego filmu braci Coen z 1996 r., pokazał, że czas na nie także w telewizji.

400 seriali rocznie

Ale boom na kontynuacje czy przeróbki seriali z lat 90. i wcześniejszych ma jeszcze inne podłoże. Z danych opublikowanych w ubiegłym roku przez magazyn „Vulture” wynika, że w 2014 r. amerykańskie stacje naziemne i kablowe oraz platformy internetowe wyprodukowały i wyemitowały łącznie 328 seriali. Same kablówki pokazały 180 tytułów, dla porównania: w 1999 r. było ich 24, a w 2009 r. – 80. W 2015 r. seriali miało być już około 400, a na najbliższy rok sam Netflix zapowiedział produkcję 31 tytułów, dwa razy więcej niż w ubiegłym.

Lawinowo wzrastająca liczba seriali na rynku skłoniła Johna Landgrafa ze stacji FX (wyprodukowała m.in. „Fargo”) do postawienia tezy, że produkuje się ich dziś za dużo. Reed Hastings, szef Netflixa, ripostował: „Teraz jest też więcej jedzenia niż kiedykolwiek wcześniej. Ludzie mają znacznie większy wybór. Uważam, że jeśli ktoś robi świetne seriale, zawsze znajdzie widzów”. Dodał też, że obecnie konsumenci wydają więcej pieniędzy na rozrywkę niż kiedykolwiek wcześniej i te wydatki szybko rosną, o czym świadczy choćby imponujący rozwój Netflixa (który podobno w tym roku w końcu pojawi się oficjalnie także w Polsce). Problemem jest jednak przebicie się do widza ze swoją ofertą, walka o jego uwagę i czas.

Nowości coraz trudniej w tym tłoku wypromować. Oglądalność spada, dlatego stacje, które do niedawna szybko kasowały seriale niespełniające ich oczekiwań frekwencyjnych, dziś dają im znacznie więcej czasu, by mogły zaistnieć w świadomości widzów. Rosną budżety przeznaczone na promocje seriali, a nadawcy starają się minimalizować ryzyko porażki, tworząc kopie serii, które zyskały przychylność widzów. Skoro zaś łatwiej wypromować coś, co już w tej świadomości istnieje, niż zupełnie nowy produkt, dlaczego nie sięgnąć po tytuły tam dobrze zadomowione. Wszak największymi hitami filmowymi minionego roku były kolejne części „Gwiezdnych wojen”, „Szybkich i wściekłych” (siódma) i serii o Jamesie Bondzie. A Quentin Tarantino zapowiedział właśnie trzecią część filmu „Kill Bill”.

Jaki będzie efekt tej masowej podróży w czasie? Dotąd sukcesem w tej dziedzinie było właściwie wyłącznie „Fargo”, inteligentna i stylowa gra z filmem Coenów. Po dwóch udanych seriach FX zapowiedziała produkcję trzeciej. Wstydu twórcom nie przyniósł na pewno powrót „24 godzin”, serialu sensacyjnego z akcją dziejącą się w czasie rzeczywistym, w ciągu tytułowych 24 godzin, nadawanego w latach 2001–10. Ale też nie był ani hitem frekwencyjnym, ani dziełem sztuki telewizyjnej. Bez echa przeszła serialowa wersja „Od zmierzchu do świtu”, filmowego hitu Roberta Rodrigueza z 1996 r. Zaś serialowa przeróbka „Raportu mniejszości”, filmu z Tomem Cruise’em sprzed 14 lat, była jednym z największych rozczarowań ubiegłego roku.

Na wszelki wypadek internauci już zaczęli więc tworzyć listy seriali, których kontynuacji na pewno nie chcieliby oglądać (wysokie miejsca zajmują „Słoneczny patrol”, „Doktor Quinn” i „Przystanek Alaska”). Dziękują też aktorom kultowych „Przyjaciół” za uporczywe odmawianie udziału w jakiejkolwiek formie kontynuacji tego jednego z najlepszych i najbardziej lubianych sitcomów wszech czasów.

Polityka 1/2.2016 (3041) z dnia 27.12.2015; Kultura; s. 136
Oryginalny tytuł tekstu: "Z archiwum telewizji"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Polscy autorzy plagiatorzy

Dzisiejszy czytelnik potrafi szybko wytropić podobieństwa i oskarżyć o plagiat. Przekonali się o tym kolejni polscy autorzy.

Aleksandra Żelazińska
12.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną