Nie żyje Prince. Mały Książę
Prince. Bohater jednego z królewskich sukcesów muzyki rozrywkowej ostatnich dekad i zarazem jednej z najdziwniejszych artystycznych abdykacji.
Steve Ginsburg/Forum

Był gigantem lat 80., punktem odniesienia dla lat 90., a w XXI wieku – trudnym do uchwycenia indywidualistą, czasem wręcz outsiderem realizującym kolejne projekty muzyczne już bez takiego oddźwięku, z jakim spotykały się przez poprzednie dwie dekady. Ale ciągle postacią niebywale inspirującą. Nawet bez hitów i bez spektakularnych sukcesów na listach przebojów. Co uznać można nawet za pewną analogię do jego sposobu pracy: nagrać wyrafinowaną piosenkę składającą się z mnóstwa partii instrumentalnych, a później jedną po drugiej wykasowywać – aż do momentu, gdy całość będzie brzmiała jak najlżej, ale ciągle będzie niosła autorski stempel.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną