Był gigantem lat 80., punktem odniesienia dla lat 90., a w XXI wieku – trudnym do uchwycenia indywidualistą, czasem wręcz outsiderem realizującym kolejne projekty muzyczne już bez takiego oddźwięku, z jakim spotykały się przez poprzednie dwie dekady. Ale ciągle postacią niebywale inspirującą. Nawet bez hitów i bez spektakularnych sukcesów na listach przebojów. Co uznać można nawet za pewną analogię do jego sposobu pracy: nagrać wyrafinowaną piosenkę składającą się z mnóstwa partii instrumentalnych, a później jedną po drugiej wykasowywać – aż do momentu, gdy całość będzie brzmiała jak najlżej, ale ciągle będzie niosła autorski stempel.
57-letni Prince Rogers Nelson zmarł nagle, prawdopodobnie na skutek powikłań grypy, którą niedawno przeszedł. Filigranowy, ambitny, na scenie pojawił się jeszcze jako nastolatek w latach 70., stopniowo powracając do wzorca Jimiego Hendrixa jako punktu odniesienia splatającego białe i czarne tradycje – ale unowocześniając ten wzorzec w nowych czasach skomercjalizowanego rynku. Sięgał też do muzyki takich artystów jak Sly Stone, Shuggie Otis, James Brown, do funku z jego jawnie erotyczną rytmiką, ale wprowadzał to wszystko w świat współczesnych, wielośladowych studiów nagraniowych. Te pozwalały młodziutkiemu samoukowi (wychowanemu jednak w rodzinie pianisty jazzowego) na swobodną pracę i tworzenie nagrań właściwie w pojedynkę.
Prince przyczynił się więc do wykreowania modelu artysty samowystarczalnego – potrafił zagrać na każdym z podstawowych dla muzyki pop instrumentów, pisał muzykę i teksty piosenek, tworzył koncepcje płyt, kreował własną tożsamość artystyczną, niezwykły, rozpoznawalny image, który w okresie największych sukcesów zrobił z niego na rodzimym, amerykańskim rynku głównego konkurenta dla Michaela Jacksona. To wszystko do połowy lat 80. i największego sukcesu singlowego – pamiętnej piosenki „Purple Rain” umieszczonej na ścieżce dźwiękowej filmu, w którym artysta zagrał samego siebie.
Za jego najwybitniejsze osiągnięcie krytycy dość powszechnie uważają ambitny i różnorodny, dwupłytowy album „Sign o' the Times” z 1987 r. Kilka miesięcy po jego wydaniu Prince wywołał olbrzymie poruszenie, zapowiadając, a później w ostatniej chwili wycofując ze sprzedaży „Czarny album” – płytę nieopatrzoną tytułem ani nazwiskiem wykonawcy, tylko numerem katalogowym, która stała się legendą samą w sobie. Oficjalnie opublikowana została dopiero po kilku latach. Jej autor wrótce zaczął się bawić własną artystyczną tożsamością, podpisując część kolejnych wydawnictw przedziwnym, nieopisywalnym słowami symbolem. Był „Artystą znanym wcześniej jako Prince”, co początkowo budziło respekt (było też demonstracją pokazującą chęć wyzwolenia się z zobowiązań, jakie ciążyły na nim jako na gwieździe dużej wytwórni), z czasem jednak przyjmowane było jako rodzaj dziwactwa.
Nie pomagało to, że Prince pracował bardzo dużo, wydając często po dwie–trzy płyty rocznie. I ta liczba z czasem zaczęła ciążyć, odsuwając uwagę mediów, charakterystyczny lekki styl rozpuszczał się w obfitości oferty i pomysłów.
Dziś podsumowanie jego dorobku, na który składa się kilkadziesiąt albumów, to nie lada trudność. Nie mniejszą trudność sprawiłoby wskazanie wszystkich artystów, którzy Prince‘owi zawdzięczają wiele elementów swojej postawy artystycznej, czasem konkretne utwory (napisał „Nothing Compares 2U”, z którego hit zrobiła Sinead O‘Connor), bardzo często brzmienie. Ostatnio to choćby Miguel i Janelle Monae, wcześniej D‘Angelo, St Vincent, a nawet Beck.
Po raz kolejny w tym roku przeżywamy śmierć artysty muzycznego o wielkiej charyzmie i trudnej do opisania sile wpływu na innych. Niespodziewaną, przedwczesną – rok 2016 zostanie pod tym względem zapamiętany już na tym etapie jako wyjątkowo paskudny.
-
Nie żyje Magda Umer. „Marzę, by po tamtej stronie coś było. Przemijanie? Jestem przeciw”
-
Kto zrobił kanapki z hajsem? Czyli dlaczego Masłowska podgryza Helę Englert
-
Scarlett Johansson dla „Polityki”: Bardzo rzadko wpada mi w ręce tekst taki jak ten
-
Znamy Młodzieżowe Słowo Roku! Tym razem głosujący postanowili poszponcić
-
Czy Netflix połknie HBO? Także Trump ma w tym swoje interesy
Najczęściej czytane w sekcji Kultura
Czytaj także
Pomówmy o telefobii. Dlaczego młodzi tak nie lubią dzwonić? Problem widać gołym okiem
Chociaż młodzi niemal rodzą się ze smartfonem w ręku, zwykła rozmowa telefoniczna coraz częściej budzi w nich niechęć czy wręcz lęk.
Ranking Polityki Insight. Oceniamy ministrów Tuska: dwie gwiazdy, liderzy i maruderzy
Jak sobie radzi rząd Donalda Tuska, którzy ministrowie się sprawdzili, a którzy są obciążeniem dla obozu władzy w trudnym powyborczym czasie?
Scarlett Johansson dla „Polityki”: Bardzo rzadko wpada mi w ręce tekst taki jak ten
Z perspektywy 40-letniej aktorki bycie ikoną seksu wydaje mi się już dość zabawną przeszłością – mówi Scarlett Johansson, amerykańska aktorka, debiutująca „Eleanor Wspaniałą” w roli reżyserki filmowej.
Otrumpieni wpadają w zakłopotanie. Nawet Nawrocki i jego ludzie zamilkli
Dla kraju takiego jak Polska prezydent USA jest postacią niebezpieczną, a powtarzane jak za panią matką jego antyunijne, antyzachodnie narracje brzmią u nas jak geopolityczny „szpont” – czyli wygłup.
Polska jest egzorcystyczną potęgą. Jak się wypędza szatana? To seanse przemocy, „chory proceder”
Mamy w kraju 120 aktywnych egzorcystów. Jak wygląda wypędzanie szatana i co podczas obrzędów przeżywają osoby egzorcyzmowane, opowiada Szymon Piegza, autor książki „Mieli nas za opętanych”.
Następca? Co się dzieje między Nawrockim a Kaczyńskim. Ten drugi na pewno ma kłopot
Karol Nawrocki po stu dniach prezydentury jest najpopularniejszym politykiem prawicy. Budowaniu jego pozycji pomaga ostry konflikt z rządem, ale też kłopoty w samym PiS. Prezydent do obrony polityków partii Kaczyńskiego się nie pali i dzięki temu zachowuje popularność wśród elektoratu Konfederacji czy braunistów.
Jak działał mózg nazisty? Psychiatrzy byli bezradni, doszli do niepokojących wniosków
Hollywoodzki film „Norymberga”, który właśnie wchodzi na ekrany polskich kin, śledzi relacje między nazistami i badającymi ich psychiatrami. Lekarze chcieli odkryć naturę zła.
Ziobrowie na wygnaniu. Jak sobie poradzą? „Trafiło ich. Ale mają plan B, już trwają zabiegi”
Zbigniew Ziobro wciąż nie wraca do Polski. Jaka przyszłość czeka byłego ministra sprawiedliwości i jego żonę Patrycję – do niedawna najbardziej wpływową parę polskiej polityki?
Kto w Polsce bezprawnie zabija wilki? I po co? Myśliwi są coraz lepiej wyposażeni
Co kilkadziesiąt godzin ginie w Polsce wilk zastrzelony z broni palnej. Bo podobno wilki pustoszą łowiska. Tymczasem myśliwi w ciągu roku zabijają pół miliona saren i jeleni. Setki tysięcy dzików. Dziesiątki tysięcy lisów. Wilki nie są winne. O tym, co się dzieje w lasach, opowiada biolożka prof. Sabina Pierużek-Nowak.
Dudowie uczą się codzienności. Intratna propozycja nie przyszła, pomysłu na siebie brak
Andrzej Duda jest już zainteresowany tylko kasą i dlatego stał się lobbystą – mówią jego znajomi. Państwo nie ma pomysłu na byłych prezydentów, a ich własne pomysły bywają zadziwiające.
Domy złe, zaklęty krąg przemocy. Dlaczego film Smarzowskiego tak poruszył Polskę?
Anka nie dotrwała do końca filmu. Z kina wyszła 15 minut przed końcem „Domu dobrego”. – Wszystko mnie bolało. Czułam każdy kawałek ciała i rozpadałam się tak, jak ta dziewczyna na ekranie – mówi przekonana, że film Wojciecha Smarzowskiego i dyskusja, jaką wywołał, sprawi, że może przemoc całkiem nie zniknie, ale jej skala będzie mniejsza.