Kultura

Dziewczyny, które igrają z ogniskiem

Literackie thrillery dla kobiet

Rosamund Pike w ekranizacji „Zaginionej dziewczyny” w reż. Davida Finchera Rosamund Pike w ekranizacji „Zaginionej dziewczyny” w reż. Davida Finchera Merrick Morton / Imperial-Cinepix
Zamiast happy endu i ślubu – przemoc domowa i trup. Listy sprzedaży opanowały pisane przez kobiety thrillery o ciemnej stronie małżeństwa.
Gillian Flynn, autorka „Zaginionej dziewczyny”Kristyna Archer/The New York Times/EAST NEWS Gillian Flynn, autorka „Zaginionej dziewczyny”
Paulina Hawkins, autorka „Dziewczyny z pociągu”Deros Anders/Aftonbladet/IBL/ZUMA Wire/Forum Paulina Hawkins, autorka „Dziewczyny z pociągu”

W głosowaniu czytelników portalu Lubimyczytać.pl w kategorii thriller zwyciężyła „Dziewczyna z pociągu” Pauli Hawkins. Nic w tym dziwnego, bo po „Zaginionej dziewczynie” Gillian Flynn to kolejny bestseller w tym gatunku. „Zaginiona dziewczyna” jeszcze przed słynną ekranizacją Davida Finchera znalazła ponad 8 mln nabywców, a „Dziewczyna z pociągu”, wydana w styczniu ubiegłego roku, stała się jedną z najszybciej sprzedających się książek na świecie – w ciągu dwóch miesięcy w Stanach i Wielkiej Brytanii rozeszły się 2 mln egzemplarzy. Ekranizacja z Emily Blunt w głównej roli trafi do kin jeszcze w tym roku. Obie powieści polecał Stephen King, przyznając, że zarywał przy nich noce. Sukces wydawniczy sprawił, że zaroiło się od podobnych thrillerów, nowych „Zaginionych dziewczyn” albo nowych „Dziewczyn z pociągu”. Jednym z nich jest „Najszczęśliwsza dziewczyna” Jessiki Knoll, która niedawno ukazała się po polsku – poprzednim „dziewczynom” jednak nie dorasta do pięt.

Thriller domowy

Nowy gatunek dorobił się już także własnej nazwy, a nawet kilku. Pierwsze było określenie domestic thriller, stosowane do thrillerów psychologicznych rozgrywających się w scenerii domowej i pisanych przede wszystkim przez kobiety. Mówiła o tym Lisa Gardner, autorka kryminałów i thrillerów, w jednym z wywiadów: „Pisarze skupiają się bardziej na tym, co do zbrodni prowadzi, a nie na samej zbrodni. Na konsekwencjach, psychologii zbrodni i zbrodniarza. Nie jest to oczywiście całkiem nowe, bo i Patricia Highsmith pisała więcej o naturze zła niż samych złych uczynkach. Ale teraz ten model pisania kryminałów wrócił do łask i cieszy się w Stanach niebywałą popularnością. Wiele kobiet sięga po ten gatunek, bo lepiej niż na międzynarodowych spiskach czy rabowaniu banków znają się na prowadzeniu domu”. Wielki sukces „Zaginionej dziewczyny” sprawił, że pojawiła się potrzeba dookreślenia, stworzenia podgatunku z własną nazwą. Stanęło na domestic noir i wzorowanym na chick lit – chick noir. Od chick – z ang. laska, dziewczyna, i noir – nawiązującego do kina sensacyjnego lat 40., portretującego dwuznacznych moralnie bohaterów. „To marginalizująca etykietka – denerwowała się jedna z blogerek. – Ta nazwa sugeruje, że to nie jest prawdziwy gatunek noir (zarezerwowany dla facetów), tylko jakieś czytadełko. To niesprawiedliwe. Tymczasem kiedy myślę o bohaterkach tych książek, przypominają mi się gotyckie bohaterki literatury wiktoriańskiej”.

Pisarka Katarzyna Tubylewicz w internetowej rozmowie z innymi autorami: Anną Dziewit-Meller, Katarzyną Bondą i Robertem Ostaszewskim, rozgraniczała książki domestic noir – poważniejsze, z ciekawym tłem społecznym – od chick noir jako kobiecych czytadeł z dreszczykiem. „Zaginiona dziewczyna”, „Dziewczyna z pociągu” czy „W cieniu” kanadyjskiej pisarki A.S.Y. Harrison to przykłady domestic noir, podczas gdy właśnie „Najszczęśliwszą dziewczynę na świecie” można by nazwać typowym chick noir. Skomplikowane? Nie bardziej niż fabuły tych książek.

Rodzinne tajemnice z przeszłości

Kim jest ta osoba, z którą żyjemy, i którą, jak nam się wydaje, tak dobrze znamy? Jasna, czysta twarz Amy, bohaterki „Zaginionej dziewczyny”, kryje najpotworniejsze tajemnice. Rodzinne tajemnice z przeszłości to przecież oś fabuły powieściowej, nie tylko kryminalnej. Wystarczy sobie przypomnieć „Dziwne losy Jane Eyre” i sekrety pana Rochestera (może warto sięgnąć po to dzisiaj?). Dzisiejsza fala popularności domowych thrillerów łączy się przede wszystkim z życiem na pokaz, które obserwujemy, którym jesteśmy bombardowani na co dzień w mediach i na portalach społecznościowych.

Nigdy wcześniej ludzie nie mieli możliwości pokazywania swojej prywatności na taką skalę. Bez specjalnej woli stajemy się podglądaczami cudzego życia. A właściwie nie tyle życia, ile kreacji, bo przecież ludzie chętniej pokazują ten lepszy, wyretuszowany obraz siebie samych. Ich pokazowe życie składa się z samych cudownych momentów: wakacje, imprezy, podróże, jedzenie, bajeczne śluby. Obserwator może pomyśleć: dlaczego wszyscy mają tak wspaniałe życie, tylko nie ja? Tak myślała Rachel, bohaterka „Dziewczyny z pociągu”, która codziennie przejeżdżała obok pewnego domu z tarasem i fantazjowała na temat jego mieszkańców: pięknej kobiety i idealnego mężczyzny. Aż pewnego dnia zobaczyła bohaterkę swoich fantazji z innym mężczyzną na tarasie, co zniszczyło sielankę, którą sobie wymyśliła. Życie wyobrażonej pary kojarzyło jej się z tym, co sama utraciła: mąż odszedł do innej, a właściwie sprowadził nową żonę do dawnego domu Rachel. Ona sama wpadła w alkoholizm, straciła pracę i mieszkała w wynajętym pokoju.

Kiedy dzień później kobieta z tarasu zniknęła, Rachel postanowiła włączyć się w poszukiwania, zeznawała na policji. Szybko jednak wyszło na jaw, że jest niewiarygodnym świadkiem. Nie dość, że alkoholiczka, to cierpi na zaniki pamięci. I nie może sobie przypomnieć, co robiła tego dnia, kiedy zniknęła kobieta. Główną osią tej opowieści jest próba odzyskania pamięci. Rachel na chwilę powróciła chęć do życia, spróbowała wyjść z nałogu właśnie dzięki temu, że wciągnęło ją cudze życie, które podglądała. Hawkins stworzyła ciekawą postać kobiecą – alkoholiczki, która całkowicie rezygnuje ze swojego życia, bo przestało przypominać wymarzoną bajkę: mąż, domek pod Londynem, egzotyczne wakacje. Jest całkowicie przeciętna – nie ma zainteresowań ani pasji, ani urody, nie ma cech typowych dla bohaterek prozy kobiecej. Przeciwnie, niczym do siebie czytelnika nie przekonuje, ale właśnie najciekawsze w tej postaci są jej słabość i nijakość. Nie wiemy, czy Rachel można wierzyć, czy jest tylko ofiarą, czy ma coś na sumieniu.

Powieść Hawkins jest portretem angielskiego przedmieścia, kobiet, które szukają spełnienia w wymarzonym małżeństwie, poddają się biernie stereotypowym rolom społecznym i pozwalają manipulować sobą mężczyznom. Jednocześnie ich jedynym sposobem, żeby nie poddawać się manipulacji, jest kontrola – telefonów, poczty – i nieufność jako broń przeciwko oszustwom partnera. Hawkins udało się zbudować trzymającą w napięciu narrację i jednocześnie pokazać, jak łatwo wypaść z ustalonych trybów życia, a właściwie – jak łatwo wyrzucić kobietę na margines społeczny.

Królowe stereotypu

Chciałoby się tylko, żeby portret kobiet był bardziej zróżnicowany. Czy dziewczyny na przedmieściach nie mają innych marzeń niż bogaty mąż i domek z ogródkiem? O ile Hawkins gra ze stereotypami, ale je czasem przekracza, o tyle w „Najszczęśliwszej dziewczynie na świecie” Jessiki Knoll stereotyp króluje. Bohaterka spokojnie mogłaby wygrać konkurs na najbardziej antypatyczną i nieciekawą postać literacką. Owszem, widzimy, że Ani FaNelli została skrojona na miarę „Seksu w wielkim mieście” – pisze felietony o seksie w magazynie dla kobiet – ale brakuje jeszcze humoru i autoironii, które sprawiały, że serial HBO nie był jedynie przeglądem torebek jak u Knoll.

Ani szykuje się do ślubu z narzeczonym o arystokratycznym rodowodzie, ale ma też sekret: została w czasach szkolnych zgwałcona. Jest tajemnica z przeszłości, tło społeczne i przesłanie, że może dla pozycji i arystokratycznego nazwiska nie warto poświęcać swojego życia. Jednak ciągnące się opisy markowej garderoby (i nie najlepsze tłumaczenie) powodują, że przez lekturę brnie się z trudem.

O fali kobiet tworzących kryminały mówiło się, jeszcze zanim pojawiła się moda na domestic noir. Tego rodzaju powieści, jak twierdzi Robert Ostaszewski, pojawiały się nie tylko w literaturze anglojęzycznej, ale choćby w skandynawskiej – by wymienić dla przykładu Szwedkę Lizę Marklund, która pisała o gwałtach i przemocy wobec kobiet. W naszej prozie kryminalnej przykładów gatunku domestic noir można szukać choćby w pisarstwie Joanny Jodełki, Anny Fryczkowskiej czy Joanny Opiat-Bojarskiej. – Dla mnie domestic noir to nie jest nowe zjawisko w literaturze, a jedynie nowa etykieta na stary towar – mówi Ostaszewski. – Co to jest domestic noir? W telegraficznym skrócie pisana przez kobiety proza z kobiecymi bohaterkami, zawierająca wątki kryminalne i dotykająca problemów współczesnych kobiet. Czyli nie jest to nic innego jak wcześniej pisana przez kobiety proza kryminalno-obyczajowa.

Sama nazwa jest jego zdaniem myląca: – Ostatnio panuje swoista moda na dookreślanie wszelkich podgatunków kryminalnych jako noir, czy ma to sens, czy nie. W przypadku domestic akurat nie ma, ponieważ pisarstwo autorek zaliczanych do domestic nie ma prawie nic wspólnego z konwencją klasycznych kryminałów noir.

Zaginione dziewczyny

Sukces kolejnych odsłon „dziewczyn” wywołał już głód na następne. Do tego stopnia, że powstała nawet „The Girl in the Red Coat” Kate Hammer, której bohaterka jest ośmioletnią dziewczynką. Bohaterka „Dziewczyny z pociągu” jest dojrzalsza – ma 30 lat, ale wydawcy, jak widać, obawiali się, że hasło „Kobieta w pociągu” może się nie sprawdzić i nie powtórzyć sukcesu wzorcowej „Zaginionej dziewczyny”. Możemy więc spodziewać się kolejnych książek – i raczej „dziewczyn” niż „kobiet”.

Warto na pewno rozszerzać typy postaci kobiecych w literaturze popularnej, jest ciekawiej, kiedy oprócz ofiar przemocy domowej są i psychopatki, i przeciętne alkoholiczki, i przebiegłe oszustki czy perwersyjne morderczynie. Czasem rozwiązanie może być bardzo drastyczne, jak w powieści Natalie Young „Season to Taste” o żonie, która najpierw zabiła, a potem zjadła swojego męża. Taka następczyni „Zaginionej dziewczyny” szczególnie zachęca.

Polityka 18.2016 (3057) z dnia 26.04.2016; Kultura; s. 92
Oryginalny tytuł tekstu: "Dziewczyny, które igrają z ogniskiem"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Dr Joanna Wardzała o pokoleniu 20-latków odrzucających konsumpcyjny styl życia rodziców

Rozmowa z dr Joanną Wardzałą, socjolożką i badaczką zachowań konsumpcyjnych, o tym, dlaczego dzisiaj młodzi ludzie nie chcą kupować i gromadzić dóbr.

Joanna Podgórska
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną