Håkan Nesser o własnej przygodzie z kryminałami

Doprawdy mroczne czasy
Rozmowa ze szwedzkim pisarzem Håkanem Nesserem o rynku kryminałów, nacjonalizmie i zachwycie nad „Idą”.
„W Szwecji jest wiele zaułków i miejsc opuszczonych przez ludzi. Idealne scenerie dla historii kryminalnych”.
mat. pr.

„W Szwecji jest wiele zaułków i miejsc opuszczonych przez ludzi. Idealne scenerie dla historii kryminalnych”.

Håkan Nesser
DPA/PAP

Håkan Nesser

audio

AudioPolityka Aleksandra Żelazińska - Doprawdy mroczne czasy

Aleksandra Żelazińska: – Jak to się stało, że zaczął pan pisać kryminały?
Håkan Nesser: – Chodziła mi po głowie pewna historia, którą chciałem spisać. Z czasem do mnie dotarło, że można ją opowiedzieć tylko w formie kryminału. Tak powstała pierwsza książka z serii o komisarzu Van Veeterenie, to musiało być coś, co sam chciałbym przeczytać. Tak to u mnie wygląda: jeślibym nie chciał czegoś przeczytać, tobym tego nie napisał. Zawsze mam nadzieję, że znajdzie się czytelnik, który te moje wrażenia podzieli. Pamiętajmy, że zaczynałem ponad 20 lat temu, jeszcze zanim powieści skandynawskie stały się popularne, przed tym wielkim kryminalnym boomem.

Czyli zajął się pan pisaniem kryminałów trochę z przypadku.
W pewnym sensie tak. Gdy debiutowałem, autorów kryminałów nie było tak wielu – teraz piszą wszyscy i mam z tym, przyznaję, pewien problem. Ciągła popularność kryminałów oczywiście mnie cieszy, ale niedobrze, że tyle osób próbuje je pisać.

Nawet w Szwecji?
Co roku wydaje się w Szwecji 160 nowych powieści kryminalnych. Sądzę, że 10 jest bardzo dobrych, 30 czy 40 wartych przeczytania, cała reszta – niekoniecznie. Ludzie je piszą, bo to się sprzedaje. Zawsze tak się dzieje, kiedy coś staje się popularne.

Pisząc przez lata historie kryminalne, nabrał pan zrozumienia dla osób, które popełniają zbrodnie?
To nietrudne, bo moje historie nie są aż tak drastyczne, nie ma w nich tyle okrucieństwa. Zresztą jeśli zbrodni dopuszcza się tzw. zły człowiek, psychopata, to nie widzę w tym niczego interesującego. Interesujące jest to, że dobrzy, zwykli ludzie, jak ty czy ja, będą zdolni do morderstwa, jeśli sytuacja ich jakoś przytłoczy. Na co dzień prowadzą się przyzwoicie, zachowują się właściwie, ale zapędzeni w róg, czasem nie widzą innej drogi ucieczki – i popełniają zbrodnię. Sądzę, że każdy mógłby zabić i dokonać dowolnego innego przestępstwa, jeśli okoliczności by go do tego zmusiły. Potrafię zrozumieć motywy i psychologię mordercy. Umiem sobie wyobrazić, że na miejscu tej kobiety czy tego mężczyzny zrobiłbym to samo.

Ryzykowne stwierdzenie.
No cóż, kto wie, jak się w danej sytuacji zachowamy? Jako pisarz i czytelnik muszę okazać mordercy zrozumienie. Rzadko się zdarza, żeby zabójca był w stu procentach ucieleśnieniem zła. Mało kto zabija dla przyjemności.

Na co dzień chyba trudno okazać zabójcom tyle zrozumienia.
Kiedy się czyta podobne historie w prasie, to widzi się zwykle tylko ciemną stronę – jest sprawca i jest ofiara. Ale jest przecież jeszcze motyw. Ludzie zabijają zwykle dla pieniędzy, z miłości albo w odwecie.

Morderstwo dla zemsty jest bardzo powszechne, proste do wytłumaczenia. Dajmy na to, że jakaś kobieta poślubia mężczyznę, który okazuje się brutalem. Po latach stwierdza, że dłużej tego nie wytrzyma. Zabija, bo nie widzi lepszego rozwiązania. Rozumiem to, każdy powinien rozumieć.

Widział pan kiedyś prawdziwe miejsce zbrodni?
Nigdy. Moja córka jest śledczą, żyje tym na co dzień. Dużo rozmawiamy o przypadkach, które bada. Konsultuję się z nią czasem, ustalam, jak wyglądają standardowe policyjne procedury, pytam, jak by się zachowała, gdyby znalazła się w centrum takiej opowieści.

Ciekawe, jakie historie opowiadał jej pan na dobranoc, kiedy była dzieckiem…
Och, nie jestem takim ponurym, mrocznym człowiekiem! Od czasu do czasu piszę takie historie, ale swoim dzieciom żadnych brutalnych historii nie opowiadałem…

Stworzył pan postać detektywa Van Veeterena, który w „Karambolu” występuje niejako w tle. Nie jest już czynnym komisarzem, ale właścicielem antykwariatu. Książek w serii jest dziesięć, z każdą kolejną nasz bohater jest na innym etapie. Chciał pan pokazać, jak detektyw zmienia się pod wpływem swojej pracy?
„Karambol” to siódma książka serii. W pierwszych pięciu Van Veeteren jest śledczym, potem decyduje się przejść na emeryturę, bo nie może już znieść swojej pracy. Ma ponad 60 lat i zauważa, że w jego życiu jest za dużo mroku. Prowadzi co prawda antykwariat, ale utrzymuje kontakt ze starym światem, dawni koledzy wciąż pytają go o zdanie.

W „Karambolu” występuje w innej roli, jest ofiarą, nie bohaterem. Jego syn został zamordowany, Van Veeteren nie jest już więc uznanym śledczym, jest przede wszystkim ojcem. Naturalny porządek rzeczy wydaje się zaburzony – ojcowie nie powinni chować swoich synów. Utrata dziecka to jedno z najdotkliwszych doświadczeń, jakie mogą człowieka spotkać. Rodzic spodziewa się, że odejdzie pierwszy.

„Karambol” to więc w pewnym sensie opowieść o utracie.
Tak, i trudno było ten proces opisać. Świetnie oddały to filmy. Dziewięć książek z serii przeniesiono na duży ekran, zatrudniono dobrych aktorów. Jest taka scena, w której Van Veeteren dowiaduje się, że jego syn został zamordowany. Sven Wollter, odtwórca głównej roli, ślepo spogląda w kamerę. Nie musi nic robić. Cały ból, cierpienie, którego doświadcza, widać na jego twarzy. No, ale koniec końców nie jestem odpowiedzialny za filmy, tylko za książki.

Jak pan ocenia te ekranizacje?
Niektóre są świetne, zwłaszcza te z Van Veeterenem w głównej roli. Inne mniej się udały. Ale żaden z tych filmów nie może się równać z tym, co pokazujecie w Polsce. Jesteście mistrzami! Przed dwoma laty obejrzałem „Idę” Pawła Pawlikowskiego. Doprawdy nie rozumiem, jak po tym filmie można jeszcze chcieć cokolwiek oglądać. Doskonałe kino. Jest jeszcze „Dekalog” Krzysztofa Kieślowskiego. To rzadko spotykana w kulturze jakość.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną