Czy warto czytać w sieci recenzje książek?

Marketing klikany
Książki najczęściej wybieramy, sugerując się tym, co podpowiada nam sieć. A sieć coraz rzadziej podpowiada nam cokolwiek bezinteresownie.
Sklepy internetowe zalewa fala fałszywych użytkowników, którzy „recenzują” na czyjeś zlecenie albo po to tylko, żeby dopiec któremuś autorowi czy wydawcy.
Mirosław Gryń/Polityka

Sklepy internetowe zalewa fala fałszywych użytkowników, którzy „recenzują” na czyjeś zlecenie albo po to tylko, żeby dopiec któremuś autorowi czy wydawcy.

Czy opinie inne niż internetowe w ogóle jeszcze nas interesują? Coraz rzadziej.
Mirosław Gryń/Polityka

Czy opinie inne niż internetowe w ogóle jeszcze nas interesują? Coraz rzadziej.

audio

Audio Polityka Aleksandra Żelazińska - Marketing klikany

Kanony literackie i spisy lektur wyglądałyby inaczej, gdyby układali je internauci, a nie powoływani do tego specjaliści. Klasyką nikt nie zaprzątałby sobie głowy („przereklamowana”), co druga nowo wydana książka zasługiwałaby na miano wybitnej („arcydzieło!”), a na tytuły nagradzane czy uznane przez krytyków zapewne szkoda byłoby czasu („ktoś mi wyjaśni ten fenomen?”).

Czasem oceny te wystawiane są spontanicznie, czasem są dziełem fałszywych recenzentów, piszących na zlecenie. Sfabrykowane recenzje i oceny to w sieci nic nowego. Właściciele sklepów i firm świadczących dowolne usługi – ale też sztaby partii politycznych – regularnie zatrudniają ludzi, którzy nie w pełni uczciwie reperują ich wizerunek, równoważąc pochlebstwami krytycyzm konkurencji i rzeczywistych klientów. W portalach z ofertami pracy co jakiś czas ogłasza się ktoś, kto szuka specjalisty od „marketingu szeptanego” – autora krótkich, chwytliwych tekstów, który naśladując przeciętnego konsumenta, promowałby jakiś produkt w możliwie nienachalny sposób. Rynek książki jest specyficzny, bo obfity, gęsty i różnorodny. Każda wzmianka w sieci ma znaczenie.

Czytelnik przedsiębiorczy

Wirtualne opinie publikowane na blogach, w mediach społecznościowych, serwisach branżowych (jak Lubimy Czytać i nieco starsza Biblionetka) i sklepach internetowych (jak Empik i Amazon) rządzą się własnymi regułami. Typowa recenzja internetowa ma zatem swoje stałe wytyczne gatunkowe. Powinna być krótka, ale wyczerpująca („Książka lekka, łatwa i przyjemna, w sam raz na weekend”), przeładowana emocjami („Wiśniewski ma wspaniałe i niebanalne pomysły na swoje książki. Tym razem znów nie zawiódł! Polecam!!!”), musi nawiązywać do prywatnych doświadczeń („Na końcu to już się zupełnie rozryczałam”). Jej autor nie zagłębia się w szczegóły i skąpi skomplikowanych analiz („Książki Grocholi czyta się dobrze, gdyż są dobrze napisane”). Z tych zasad wyłamują się piszący obszerniej blogerzy. O książkach coraz częściej gawędzą także youtuberzy, którzy poza fabułą doceniają fakturę papieru i estetykę okładki.

Emocjom, które towarzyszą lekturze, można dać ujście na wiele sposobów nieznanych pokoleniom sprzed internetu. A w związku z tym na wiele sposobów – i z różnych powodów – można też oszukiwać. – Współpracę podjęłam dzięki przyjaciółce, która odbywała w wydawnictwie staż. Dowiedziała się, że szukają osób „o skłonnościach do pożerania książek” – wyznaje Renata, wyspecjalizowana w preparowaniu krótkich opinii dla jednego z dużych wydawnictw. Intencje miała szlachetne: – Od razu się zgodziłam. Sądziłam, że będzie to kolejny pretekst do czytania. Czytania, ale jednak pod dyktando. Renata otrzymała od wydawcy prosty instruktaż: odebrać książkę, przeczytać, opisać i – ten element zaskakuje najbardziej – przesłać notatkę do zatwierdzenia. Recenzja niebudząca zastrzeżeń miała hulać następnie po różnych portalach literackich.

Czasem życzliwi pomocnicy zgłaszają się sami. Do jednego z wydawnictw nadeszła osobliwa oferta współpracy od 33-latka z Katowic, na co dzień związanego z branżą spożywczą. W liście motywacyjnym wyjaśniał, że pasję lektury i pisania wykorzystuje zuchwale w wykonywanym zawodzie (jest marketingowcem). Do życiorysu dołączył spis ukończonych kursów (e-biznes, przedsiębiorczość, nowe technologie) i wyróżnień, jakie otrzymał za twórczość literacką. Za 400 zł brutto na umowę o dzieło zgodził się napisać aż 55 recenzji.

Czytelnik sztuczny

Prócz pasjonatów, którzy piszą na zlecenie w przeświadczeniu, że w zasadzie robią to, co lubią, za skromne tylko wynagrodzenie, są jeszcze „automaty”. Czyli osoby, które w ten sposób dorabiają, publikując tu i ówdzie peany na cześć książki, autora czy serii wydawniczej. Proceder jest prosty: trzeba napisać parę zdań, skopiować je i przekleić do innych serwisów. Dla zmyłki notki kosmetycznie się modyfikuje, zmienia się szyk zdania, szuka zgrabnych synonimów. „New York Times” dokonał parę lat temu ciekawej dekonstrukcji takiej podejrzanej recenzji: zwykle pisana jest w liczbie pojedynczej, nadużywa się w niej wykrzykników i znaków interpunkcyjnych, czasowników typu „był”, „zdobył”, „patrzył”, przysłówków typu „bardzo” i „prawdziwie”.

Sklepy internetowe zalewa więc fala fałszywych użytkowników, którzy „recenzują” na czyjeś zlecenie albo po to tylko, żeby dopiec któremuś autorowi czy wydawcy. Rzecz jest oczywiście trudna do udowodnienia, choć można dostrzec pewne prawidłowości. Np. gdy dany użytkownik upodobał sobie jedną, konkretną oficynę. Albo konsekwentnie przyznaje niskie (lub wysokie) noty, strącając z list bestsellerów wybrane pozycje lub na odwrót, podnosząc im średnią. Analityk danych Bing Liu z Uniwersytetu w Illinois ustalił, że pięciogwiazdkowe recenzje w sklepie Amazona stanowią 60 proc. wszystkich publikowanych tu opinii, jednogwiazdkowe – raptem 20. Przy czym w jednej trzeciej są to recenzje zmanipulowane, pisane przez zawodowców i freelancerów. GettingBookReviews.com, jeden z największych amerykańskich serwisów świadczących takie usługi, pochlebne recenzje sprzedaje średnio za 5 dol., pakiet – czyli kilka recenzji opublikowanych w kilku miejscach naraz – może kosztować nawet 20 razy więcej. Szeroko zakrojona kampania marketingowa to koszt rzędu nawet tysiąca dolarów.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną