Kultura

Jak oni wydają

Wytwórnia Instant Classic: z Krakowa w wielki świat

Szefowie Instant Classic: Arek Młyniec i Maciej Stankiewicz Szefowie Instant Classic: Arek Młyniec i Maciej Stankiewicz Paweł Ulatowski
Krakowska wytwórnia Instant Classic to mali wydawcy muzyczni, którzy wyszli w wielki świat.
Instant Classic
Instant Classic
Instant Classic
Instant Classic
Instant Classic
Instant Classic
Instant Classic
Instant Classic

Za dnia pełnią odpowiedzialne funkcje w krakowskiej branży IT. Wieczorami pracują na drugi etat. Maciek Stankiewicz i Arek Młyniec prowadzą wytwórnię płytową Instant Classic. W ciągu pięciu lat wydali ponad 50 tytułów. W tym roku wypuścili na rynek takie albumy jak łączące wpływy muzyki indyjskiej i minimalizmu „Lines” Wacława Zimpla („światowy poziom” według recenzji POLITYKI), „LAS” zespołu Kristen, hipnotyczne „Elite Feline” Lotto (jeden z najciekawszych albumów roku według „Gazety Wyborczej”) czy przynosząca plemienną (jak to opisuje brytyjski „The Quietus”) improwizację „III” Innercity Ensemble. Płyty, bez których trudno sobie wyobrazić grudniowe podsumowania muzyczne.

Od lat gros najlepiej ocenianych polskich albumów ukazuje się dzięki małym wytwórniom – większość nominowanych do Paszportów POLITYKI w ostatnich latach publikowała w małych wydawnictwach prowadzonych przez ludzi z pasją. Lado ABC, które publikuje albumy Macia Morettiego i Marcina Maseckiego. Bołt Records, odpowiedzialne za wydawnictwa Raphaela Rogińskiego czy Barbary Kingi Majewskiej. Albo Karrot Kommando (Pablopavo). Jednak Instant Classic wyróżnia się nawet na tle tych inicjatyw. Chociaż wydaje muzykę jazzową, improwizowaną czy awangardową, nie aplikuje o granty i stypendia. Choć wydawane płyty każdorazowo w całości umieszcza na YouTube, nie czerpie zysku z reklam. A jej szefowie dystansują się wobec środowisk uznawanych powszechnie za alternatywne czy niezależne. – Nie lubię takich określeń, bo zbyt wiele osób wycierało sobie nimi gębę – przyznaje Stankiewicz. Dlatego cieszy się, że wytwórnia ma siedzibę w Krakowie, a nie w Warszawie. Tutaj łatwiej nie bywać. A to ważne, kiedy następnego ranka trzeba w pełni sił ruszyć do pracy. Tej pierwszej pracy.

Choć ideowo zaangażowani w to, co robią, Stankiewicz i Młyniec stąpają też twardo po ziemi. Kiedy opowiadają o swoich wydawniczych planach, z ich słów przebija czasem korporacyjna nowomowa. – Naszym celem jako wytwórni nie jest to, aby każdy projekt spinał się biznesowo. One mają się spinać artystycznie – tłumaczy Młyniec. I to się udaje.

Dzięki znakomitemu przyjęciu w anglojęzycznych mediach debiutancka płyta Starej Rzeki sprzedaje się lepiej na Zachodzie niż w Polsce. Podobnie z Wacławem Zimplem, z którym przy okazji tegorocznej premiery przeprowadził wywiad „The New York Times”. A w przyszłym roku zainteresowanie za granicą zapewne jeszcze wzrośnie, bo Instant Classic szykuje ofensywę w Europie i Stanach. – Wchodzimy w sklepy specjalistyczne i lokalne dystrybucje, a nie sklepy high-streetowe, czyli miejsca, gdzie możesz dostać płyty Lionela Richiego – wyjaśnia Młyniec.

Reguła kapci

Stankiewicz i Młyniec do samego Richiego nic jednak nie mają, są otwarci na wszelkie stylistyki – inaczej niż większość konkurencji. Kierują się wyłącznie własnym gustem, a jako kolekcjonerzy mają na swoich półkach zarówno płyty blackmetalowego Mayhem, jak i jazzowej Alice Coltrane. – Trudno jest znaleźć jakąś stylistykę, która łączyłaby wydawane przez nas płyty – mówi Stankiewicz.

Być może wszystko zamyka się w często powtarzanej przez wydawców frazie – chodzi o to, żeby podczas pierwszego słuchania kapcie spadły z nóg.

Pierwszy test kapci miał miejsce w małym krakowskim barze Eszeweria, gdzie występował Rafał Iwański z duetu HATI. – Ten koncert był niesamowity – wspomina Stankiewicz. – Rafał wykonywał szamańskie ruchy, bo jego muzyka ma silną podbudowę rytualną. Obserwowałem, jak obsługuje dzwonki, gongi i inne obiekty, i w pewnym momencie całkowicie wsiąkłem w tę muzykę. Podszedłem do Arka i powiedziałem, że fajnie byłoby się zająć taką muzyką. Wyjść z nią do ludzi, wypromować ją.

Nie rzucili się na głęboką wodę. Jeden z nich pisywał wcześniej o muzyce, więc miał kontakty w środowisku artystów i dziennikarzy. Drugi prowadził już wydawnictwo muzyczne, zajmował się dystrybucją płyt, a także pisał od zera strony internetowe dla zespołów w czasach, kiedy Myspace i Facebook były jeszcze melodią przyszłości.

– Maciek wiedział, jak płytę wypromować, a ja – jak ją zrobić. I tak powstał Instant – śmieje się Młyniec. Wydawcy utrzymują, że mają po prostu szczęście do propozycji, jakie dostają. Z jakichś jednak powodów najciekawsi obecnie muzycy z kręgu szeroko pojętej alternatywy zwracają się właśnie do nich. Przyczyn może być kilka. Z jednej strony przyciąga sama świadomość znalezienia się w jednym katalogu z takimi artystami jak Kuba Ziołek, Wacław Zimpel czy The Stubs. Na korzyść wytwórni przemawia też jej rozpoznawalność w zagranicznych mediach muzycznych. Ważny jest na pewno chłodny profesjonalizm Stankiewicza i Młyńca. Nie brylują w mediach społecznościowych, nie pozują na mecenasów. Dla wielu muzyków Arek to w zasadzie człowiek widmo.

Rewolucyjna puszka

Artyści mają decydujący głos przy wyborze okładki, koncepcji graficznej czy formy wydania. Często są to albumy w specjalnych, limitowanych edycjach. Teraz krakowska oficyna przygotowuje reedycje płyty „Trauma” zespołu Krzycz. To zapomniana formacja z polskiej sceny hardcore lat 90. Nagrała jedną płytę, pojechała w europejską trasę i słuch po niej zaginął. Krakowska wytwórnia postanowiła o niej przypomnieć. – Mam wrażenie, że z naszej strony to również działalność edukacyjna – mówi Stankiewicz. – Chcemy pokazać, że w Polsce już wtedy grało się taką muzykę. Wydamy ten album w postaci digibooka: jedna płyta będzie zawierała oryginalny materiał, a na drugiej znajdzie się koncert z Leeds.

Oczywiście przygotowanie takiego albumu jest odpowiednio droższe. Ale Stankiewicz i Młyniec przyznają, że niekoniecznie muszą wyjść na zero. – Niektóre albumy wyglądają jak milion dolców, a powinny wyglądać jak pięćset. W przypadku „Traumy” nie liczy się jednak budżet, ale artystyczna strona całego przedsięwzięcia.

Takie podejście okazało się nie tylko szczytne, ale i sprytne. Jednym z czynników, który wpłynął na popularność debiutanckiego albumu Starej Rzeki, była właśnie forma wydania. Płyta ukazała się w okrągłym metalowym pudełku opatrzonym grafiką nawiązującą do motywów kurpiowskich. Tak wydany album zaciekawił Johna Dorana, redaktora naczelnego brytyjskiego portalu „The Quietus”. – Wysyłaliśmy im nasze płyty już wcześniej, ale dopiero ta puszka z płytą zwróciła ich uwagę. A przecież nie było na niej żadnego tytułu, nazwy – nic. Doranowi spodobała się jednak ta grafika na froncie. Włączył płytę i od razu napisał do mnie: „To jest rewelacja!”. W ten właśnie sposób rozpoczęła się międzynarodowa przygoda tegorocznego laureata Paszportu POLITYKI Kuby Ziołka. Bydgoski muzyk nieustannie koncertuje po świecie, a jego kolejne płyty (także te nagrane z zespołami Alameda 5 czy Innercity Ensemble) opisywane są na łamach zagranicznej prasy i prezentowane na radiowej antenie.

Album „Cień chmury nad ukrytym polem” był przełomem nie tylko dla Ziołka. Za jego sprawą zmieniło się także postrzeganie krakowskiej oficyny. Wytwórnia, kojarzona wcześniej przede wszystkim z metalem i psychodelicznym rockiem, przewidywała limitowany nakład sięgający jedynie 200 egzemplarzy. Ostatecznie album był kilkakrotnie wznawiany. Po tym jak o debiucie Starej Rzeki pisali z entuzjazmem dziennikarze „Dusted Magazine”, „The Quietus”, „Tiny Mix Tapes”, a także słynny włoski krytyk freelancer Piero Scaruffi, dla Instant Classic dużo się zmieniło.

Wycinanie pośredników

Wspomniane ogólnopolskie media nie były nigdy krakowskiej wytwórni niezbędne. Nie tylko ze względu na sprzedaż zagraniczną. Także dlatego, że prowadzący oficynę stawiają na bezpośredni kontakt z klientem, wykorzystując to, na czym dobrze się znają: narzędzia internetowe. – Jeżeli chodzi o możliwość wypchnięcia nowego materiału do ludzi, to nie ma lepszego i tańszego narzędzia niż YouTube – twierdzi Stankiewicz. – Dla mnie wzorcem są tutaj wytwórnie hiphopowe, które posługują się mediami społecznościowymi w taki sposób, że inni wydawcy nie dorastają im do pięt.

Sieć to również główne miejsce sprzedaży płyt Instant Classic. W tym zakresie oficyna korzysta z rozrastającej się krakowskiej firmy 8Merch – platformy zajmującej się promocją i dystrybucją muzyki, a także produkcją płyt czy gadżetów muzycznych. Od początku powiązane personalnie oba podmioty stały się formalnie częściami jednego muzycznego przedsięwzięcia. – Przeszliśmy drogę od stuprocentowego DIY (zrób to sam) w wydawaniu i budżetowaniu do pewnego rodzaju modelu hybrydowego – tłumaczy Młyniec. – Decyzja o danym projekcie wiąże się przede wszystkim z poziomem artystycznym, ale łączymy ją z pełnym planowaniem biznesowym w ramach firmy.

Wydawcy namawiają do korzystania z internetowych narzędzi nie tylko ze względu na powiązania z 8Merch. Działają one po prostu w interesie branży. – Wycinanie pośredników pomiędzy artystą a fanem zawsze oznacza zysk – tłumaczy Młyniec. – Nie dość, że wytwórnia może nałożyć wyższą marżę, to jeszcze muzyk ma większą kontrolę nad całym procesem.

Nie wszystko jednak da się załatwić w sieci. Dlatego 10 grudnia w Warszawie odbędzie się impreza z okazji pięciolecia Instant Classic. W klubie Pogłos wystąpi pięć zespołów związanych z wytwórnią. Biletem na imprezę ma być rozdawany przy wejściu 7-calowy winyl. Biorąc pod uwagę jego nakład, z pewnością się nie zwróci. – Jak każda inwestycja, wydanie płyty zawsze wiąże się z ryzykiem i mówimy tutaj o realnych pieniądzach, od kilku do kilkunastu tysięcy złotych – przyznaje Młyniec. – Na szczęście do tej pory nie był to jeszcze czynnik, który zdecydował o niewydawaniu danego albumu. Tym bardziej że działając w ramach większej muzycznej organizacji, jaką jest 8Merch, mamy większy bufor na neutralizowanie ewentualnych negatywnych skutków danego projektu. Na szczęście nie zdarza się to zbyt często.

Biznesowe myślenie można – jak widać – zaprząc do realizacji ideowych, niemal punkowych w swoim charakterze, celów. Bo jeśli coś przypadek krakowskiej wytwórni pokazuje dobitnie, to fakt, że można dziś wyjść z garażu, a przy tym zachować niezależność.

***

Na fotografiach okładki płyt wydanych przez wytwórnię Instant Classic

Polityka 49.2016 (3088) z dnia 29.11.2016; Kultura; s. 82
Oryginalny tytuł tekstu: "Jak oni wydają"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Ile mamy płci?

Rozmowa z dr n. med. Aleksandrą Jodko-Modlińską, psychologiem i seksuologiem, o nieoczywistej tożsamości płciowej.

Paweł Walewski
08.06.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną