Kultura

„Ucho prezesa” parodiuje PiS i Kaczyńskiego. Niestety władza sama dostarcza większej rozrywki

„Ucho prezesa” parodiuje PiS i Kaczyńskiego. Niestety władza sama dostarcza większej rozrywki

Ucho Prezesa / Facebook
Na pierwszym planie Robert Górski, udanie naśladujący Jarosława Kaczyńskiego.

Taka już natura internetu, że często strach odreagowuje się w nim śmiechem, humor też staje się bronią tych, którzy pozostają bezsilni wobec działań tych potężnych.

Sprawdza się to zwłaszcza w przypadku władzy, wybranej przez obywateli, ale na co dzień niespecjalnie się ich głosem przejmującej. Jedni będą protestować, inni tworzyć memy, które – jak pokazała kampania prezydencka – mogą mieć siłę, bo polityk obśmiany to taki, na którego głosowanie będzie obciachem.

Obecna władza akurat w tym względzie jest w stosunku do Polaków wyjątkowo hojna, dostarczając codziennie nowych materiałów (gdy to piszę, sieć żyje Witoldem Waszczykowskim i jego spotkaniem z politykami nieistniejącego państwa San Escobar). Z tego bogactwa zaś właśnie pełniej zaczerpnąć postanowił Kabaret Moralnego Niepokoju, który 8 stycznia ruszył z serialem „Ucho prezesa”, dostępnym na platformie YouTube.

Pierwsze dwa odcinki, „Nowy gabinet” i „Zarządzanie kryzysem”, w dwa dni zostały obejrzane ponad trzy miliony razy.

Trwają one odpowiednio dziewięć i dwanaście minut, a ich akcja skupia się na postaciach polityków obozu rządzącego. Choć nie padają nazwiska, poprzez funkcje czy cechy charakterystyczne można w nich rozpoznać Jarosława Kaczyńskiego (potężny prezes, właściciel kota), Mariusza Błaszczaka (usługujący i pochlebiający prezesowi), Jacka Kurskiego (prezes telewizji) czy Krzysztofa Czabańskiego (przewodniczący Rady Mediów Narodowych).

„Ucho prezesa” średnio bawi

Zresztą fabuła wprost nawiązuje do wydarzeń znanych z pierwszych stron gazet, jak choćby gierki wokół prezesa TVP, raz zwalnianego przez RMN, potem przez tę samą radę wybieranego na swoje dawne stanowisko. Aluzji jest zresztą dużo, dużo więcej, a wszystkie bez mała absolutnie nie subtelne.

I może dlatego wcale jakoś szczególnie zabawnie nie jest. Wydaje się, że Kabaret Moralnego Niepokoju wpadł w tę pułapkę, że w swoich skeczach niemalże cytując władzę, wypada blado, bo sama władza wcześniej dostarczyła nam to samo, w niemalże kabaretowej oprawie, my więc już się z tego śmialiśmy.

Jarosława Kaczyńskiego i PiS jest wszędzie tak dużo, a działania tej partii są tak bezpardonowe i bezczelnie oczywiste, że ich obśmianie to nic trudnego, bo nawet przerysowywać jakoś szczególnie niczego nie trzeba, wystarczy wiernie odtworzyć, a ktoś nieznający faktów mógłby uwierzyć, że to zmyślony skecz.

Najśmieszniejsze „Ucho prezesa” jest właśnie wtedy, gdy nie tylko odtwarza, ale dodaje od siebie komentarz, opisuje pewne mechanizmy, jak choćby w scenie, gdy główny prezes tłumaczy płaszczącemu się przed nim prezesowi telewizji:

– Są wśród nas weterani walk o wolną Polskę. Dawni członkowie PZPR, którzy narażając własne życie, próbowali rozsadzić tę organizację – zbrodniczą organizację – od środka. Pan nie był w partii. Co pan wtedy robił?
– Siedziałem w więzieniu.
– No, ja nie siedziałem w więzieniu, i co?
– Roznosiłem ulotki.
– Ale w partii pan nie był.
– No nie…
– Plama na życiorysie.
– Przepraszam.
– Niech pan wraca do pracy i próbuje tę plamę zmyć.

Inna rzecz, że choć Robert Górski i jego współpracownicy wybrali internet, dzięki czemu mogą stosunkowo szybko reagować na bieżące wydarzenia, Facebooka czy Twittera nie prześcigną, zanim więc coś trafi do „Ucha prezesa”, dla internautów będzie już żartem z brodą, sami rządzący zaś zapewne zdążą dostarczyć nam wszystkim nowych materiałów.

Bo jedną z większych zasług obecnej władzy było pobudzenie w obywatelach kreatywności związanej z komentarzami humorystycznymi, przez co co drugi internauta robi kabaretom niemałą konkurencję. Prawie tak dużą jak rządzący.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Dlaczego książki dla młodzieży już nie uczą i nie wychowują

Ukazanie się „Księgi dla starych urwisów”, książki Krzysztofa Vargi o twórczości Edmunda Niziurskiego, to dobry powód, by zapytać, dlaczego nie ma już miejsca na literacki dydaktyzm.

Mirosław Pęczak
20.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną