Agnieszka Holland o swoim najnowszym filmie „Pokot”

Mścicielka z powodu
Rozmowa z Agnieszką Holland, reżyserką filmu „Pokot”, o kłusownictwie, gender, zemście i polityce.
Agnieszka Mandat w roli Janiny Duszejko i Mirosław Krobot jako Boros
Robert Pałka/Next Film

Agnieszka Mandat w roli Janiny Duszejko i Mirosław Krobot jako Boros

Kadr z filmu „Pokot”
Robert Pałka/Next Film

Kadr z filmu „Pokot”

Agnieszka Holland
Michał Wargin/EAST NEWS

Agnieszka Holland

Janusz Wróblewski: – „Pokot” to thriller metafizyczno-ekologiczny, ekranizacja powieści Olgi Tokarczuk „Prowadź swój pług przez kości umarłych” – dość nieoczywisty wybór jak na autorkę „W ciemności” i „Gorejącego krzewu”.
Agnieszka Holland: – Zachwyciła mnie nieuchwytność konwencji i sensu; że tak dużo się w tej książce mieści, różnie interpretuje; jej niejednoznaczność stylistyczna, narracyjna. Twórczość Olgi śledzę od samego początku. Jest bardzo filmowa – ma w sobie soczystość, autonomiczne światy. Z drugiej strony, z wyjątkiem niektórych opowiadań, jej książki nie zawierają klasycznych fabuł. Tutaj to wszystko było, łącznie z bohaterami, których brakowało w polskim kinie.

Czyli?
Na przykład starej, samotnej kobiety, która się buntuje. Nonkonformistki ogarniającej miłością różnych połamańców i zwierzęta. Świadomej swojej podrzędności społecznej, przezroczystości. Ludzie nie są w stanie nawet zapamiętać jej nazwiska. To poczucie nieistnienia zaczyna się u kobiet bardzo wcześnie – gdy tylko przestają być obiektami seksualnymi. Znam ich wiele. Na casting przychodziły aktorki w różnym wieku. Większość deklarowała, że Janina Duszejko – kochająca przyrodę i niemieszcząca się w mainstreamie bohaterka prozy Tokarczuk – to są one. Jakby to była postać charakterystyczna dla całego posthipisowskiego pokolenia, które miało poczucie, że świat można zmienić, a potem ta sprawczość została im odebrana. Zwłaszcza w Polsce jest to odczuwalne.

Dlaczego, w jaki sposób?
Aktorki niosły w sobie ogromną gorycz. Gdzieś to się sumowało w poczucie, że świat je oszukał. Facet odszedł, dzieci wyssały z nich siły, kariera nie dała spełnienia, może za dużo w młodości piły wódki i paliły papierosów i teraz to wszystko odciska się na ich twarzach. Gdy porównywałam 60-letnią aktorkę polską z 80-letnią aktorką angielską, np. z Judi Dench, wydawało mi się, że one miały zupełnie inne życiorysy.

Agnieszka Mandat, grająca w „Pokocie” główną rolę, była inna?
Nie. Agnieszka właśnie nie ma w sobie goryczy. Znałam ją od dawna. Tuż po szkole teatralnej zagrała u mnie w „Aktorach prowincjonalnych” postać miejscowej dziennikarki, która zakochuje się w głównym bohaterze. Nauczyła się nawet jeździć na motorze do tej roli, ale w montażu musiałam ten watek wyciąć. Była świetna, ale film był za długi. Na zdjęciach próbnych do „Pokotu” wypadła znakomicie. Wydała mi się jednak trochę za młoda. Wtedy pomyślałam o Stanisławie Celińskiej. Okres przygotowawczy mocno się przeciągał. Brakowało pieniędzy. Po dwóch latach Celińska się wycofała, czując, że z różnych względów tego nie uniesie. Wróciliśmy więc do Agnieszki, która szczęśliwie była wolna, ale zastanawiałam się, czy w międzyczasie nie zrobiła sobie operacji plastycznej (Duszejko nigdy by takiej sobie nie zrobiła!). „Nie martw się, hoduję swoje zmarchy” – odpisała.

Poeta i homoseksualista Artur Rimbaud, dokonujący samospalenia opozycjonista Jan Palach, ukrywający Żydów Leopold Socha, różni bohaterowie pani filmów – co ich łączy z Duszejko?
Złożoność postaw, ekstremalizm wyborów, szaleńczy bunt przeciwko większości, ekspresja bezsilności. Wszyscy czują się reprezentantami świata, który nie ma żadnych możliwości, żeby się bronić. Ich bunt można podciągnąć pod formę terroryzmu. A terroryzm – skąd się bierze i dlaczego jest – ciekawi mnie przynajmniej od czasu „Gorączki”.

Podoba mi się taki dialog: bohaterka pyta, czy jej znajomy entomolog z Czech jest wierzący. Tak, pada odpowiedź, jestem ateistą.
Tokarczuk to wymyśliła. Jest jeszcze kilka smacznych zdań, m.in. o autyzmie testosteronowym.

Ateizm to wiara?
W pewnym sensie. Jest to namiętne przekonanie, które się prezentuje jako absolutną pewność. Tymczasem nie ma twardych przesłanek, racjonalnego dowodu na nieistnienie Boga. Tak samo jak i na jego istnienie.

Przekonanie, że zwierzęta posiadają duszę, należy to tego samego porządku?
Tak. Niektóre religie, np. chrześcijaństwo, człowieka stawiają wyżej w hierarchii. A inne, jak buddyzm, uznają równorzędność wszelkich form życia. W hinduizmie panuje kult niektórych zwierząt uznawanych za święte. Jeszcze inaczej w animalizmie – ibisy, koty czy krokodyle reprezentują bogów.

Skoro wszystko opiera się na wierze, to gdzie szukać racji?
Na poziomie postprawdy i postnauki można wszystko podważyć. Przykładowo Duszejko nie wierzy w teorię ewolucji. Ale już zmiany klimatyczne wywołane przez człowieka nie są, moim zdaniem, kwestią wiary. Praw fizyki Newtona też nie da się łatwo zanegować.

„Pokot” jest filmem proekologicznym, opowiada się za równością ludzi i zwierząt. Jak bardzo ta sprawa jest dla pani ważna?
Nie tak jak dla Olgi Tokarczuk, która tym żyje, jest wegetarianką. Ja jem mięso, ale staram się to ograniczać. Nie mam potrzeby, by totalnie zaświadczać swoim życiem, że zwierzęta i natura są moim priorytetem.

Pani apelujący o dobre traktowanie przyrody film można odczytać jako mocno polemiczny wobec głównego nurtu katolicyzmu.
Biblia jest w swoich zapisach wewnętrznie sprzeczna. Każdy tam znajdzie, co mu w duszy gra. „Oko za oko, ząb za ząb” albo „miłujcie nieprzyjacioły wasze”. Z tej bogatej oferty ludzie różnie korzystają, dotyczy to również stosunku do natury. Nie jestem specjalistką od teologii, żeby powoływać się na Tertuliana protestującego już w starożytności przeciwko degradacji środowiska naturalnego przez człowieka. Ograniczę się do znanego powszechnie św. Franciszka, symbolu proekologicznie myślącej części Kościoła katolickiego, który jest mi bliski. Święty Franciszek uwznioślił w katolicyzmie sytuację zwierząt, nazwał je braćmi mniejszymi – ale jednak braćmi.

Mitologia myślistwa głosi potrzebę oczyszczania przyrody z najsłabszych i chorych osobników. W filmie te demagogiczne argumenty padają z ust katolickiego księdza.
W moim odczuciu duchowni nie powinni zajmować się polowaniami. Chociażby dlatego, że dla części wiernych jest to nie do przyjęcia. Tak samo ksiądz nie powinien być rzeźnikiem, mimo że to profesja godna szacunku jak inne zawody. W religii żydowskiej jest funkcja rzezaka, rabin jednak nie zabija. Nie można mieszać tych porządków, bo wtedy wszystko się relatywizuje. A wielu księży tego nie rozumie. Sami nie wymyśliliśmy obrazu leżącego pod ołtarzem upolowanego dzika. Wzięliśmy go z mszy myśliwskiej celebrowanej przez arcybiskupa Kowalczyka.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną