Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Kultura

W czasie, który spędzamy w social mediach, można by przeczytać 200 książek

Czytaniu warto dać szansę! Czytaniu warto dać szansę! João Silas / StockSnap.io
Jeśli choć trochę skrócimy czas spędzany online, oszczędzimy go na inne ważne, wartościowe czynności. Na przykład na lekturę.

200 książek rocznie – podaje magazyn internetowy Quartz piórem publicysty Charlesa Chu. Jakiś czas temu Chu natrafił na wypowiedź ekonomisty Warrena Buffetta, który radził: „Czytaj 500 stron każdego dnia. Tak rozwija się wiedza. Rośnie jak odsetki”.

Publicysta czuł, że w jego życiu coś się nie zgadza. Zdobył wykształcenie, niezłą pracę, ale czegoś brakowało, a z ludźmi wokół nie było mu jakoś po drodze. Wziął więc sobie do serca słowa Buffetta i zaczął namiętnie czytać. Co prawda nie aż 500 stron dziennie, ale i tak sporo – przez dwa lata przeczytał od deski do deski 400 książek. „Decyzja, żeby regularnie czytać, była jedną z najważniejszych, jakie podjąłem w życiu” – notuje.

Pod wpływem lektury Chu zaczął więcej podróżować, zrezygnował z pracy, która nie w pełni go jednak zadowalała. No i zanurzył się w opowieściach, co samo w sobie jest przecież i rozwijające, i pasjonujące.

Publicysta przekonuje, że przeczytanie kilkudziesięciu czy kilkuset książek rocznie to żaden wyczyn – i każdy może podjąć to wyzwanie (nie traktując tego zresztą jak wyzwania – bo nie o liczbę przeczytanych stron chodzi, ale o sam fakt czytania). Wystarczy wykonać krok po kroku następujące czynności:

1. Nie kończ, zanim zacząłeś.

Inaczej mówiąc: nie poddawaj się. 500 stron pobudza wyobraźnię i zniechęca. „To niewykonalne!” – ktoś powie. I zacznie szukać wymówek w rodzaju: jestem zbyt zajęty, mam za mało wolnego czasu, książki są nie dla mnie.

Zasada to może niełatwa, bo zakłada, że wystarczy coś sobie postanowić. Ale w gruncie rzeczy tak się zaczyna wdrażanie każdej zmiany – od woli, gotowości. Buffett dodawał: „Każdy może przeczytać 500 stron dziennie, ale nie każdy to zrobi”. Bo nie każdemu się zachce, mimo że jest to w granicach naszych możliwości: poznawczych, intelektualnych, a nawet czasowych.

2. Wykonaj prostą arytmetykę!

Na początek Chu proponuje prostą gimnastykę umysłową. Amerykanie – a Polacy pod tym względem niewiele się od Amerykanów różnią – czyta średnio od 200 do 400 słów na minutę. Książki składają się przeciętnie z 50 tys. słów. 200 książek pomnożone przez 50 tys. słów daje tych słów 10 milionów.

Przeczytanie 10 mln słów wymaga zaś 25 tys. minut – czyli 417 godzin. Niby sporo, ale nie do końca, bo…

3. Znajdź czas.

Tu znów matematyka – przeciętny Amerykanin poświęca rocznie 619 godzin mediom społecznościowym. Polacy nawet więcej – bo koło czterech godzin dziennie. Jedni i drudzy przesiadują jeszcze dłużej (ponad tysiąc godzin) przed ekranem telewizora.

Gdybyśmy czytali, zamiast spędzać czas przed ekranami – szybko byśmy nadrobili lekturowe zaległości. Chu oblicza optymistycznie, że w tym samym czasie można by przeczytać nawet… tysiąc książek.

Problem polega „tylko” na tym, że media społecznościowe uzależniają, trudno się wyłączyć, a telewizor towarzyszy nam nawet podczas posiłków. To mnóstwo rozpraszających bodźców.

Książki są tymczasem bardziej wymagające. Żeby czytać, trzeba zarzucić inne czynności. W przeciwnym razie czyta się w kółko jedno zdanie, myli wątki i tropy. Czas więc jest. Tylko trzeba go dobrze wykorzystać i zagospodarować.

4. Do dzieła!

Powtarzamy sobie, że powinniśmy więcej czytać i z pewnością się pod tym względem poprawimy, ale jakoś nam to nie wychodzi. Publicysta proponuje więc wdrożyć następujące zmiany. Po pierwsze, uporządkować otoczenie. Jeśli coś silnie nas uzależnia, a chcemy to od siebie oddalić, to lepiej, żeby zniknęło nam z oczu. Laptop, telefon, tablet – niech znikną z pola widzenia i zasięgu ręki. Nawet jeśli laptop jest w pobliżu, bo służy nam do pracy, to niech przynajmniej pulpit nie będzie zaśmiecony setką plików i dawno niepotrzebnych folderów. To samo dotyczy smartfonów (nadmiar aplikacji!) i innych ekranów, których tak do końca nie możemy się pozbyć ani raz na zawsze schować.

Słowem: ograniczmy bodźce, które będą nas rozpraszać. To już lepiej otoczyć się książkami – może któraś prędzej czy później wpadnie nam w ręce?

Po drugie, trzeba wyrobić w sobie pewne nawyki. Znaleźć najmilsze miejsce do czytania. A może nawet mentora, który podpowie, co czytać (wystarczy sprawdzony blog albo inny autorytet) i w jakiej kolejności.

Po trzecie, nie należy obrażać się na żadne medium. Jeśli ktoś woli czytać na papierze, to nikt mu tej przyjemności nie odbierze, rzecz jasna. Ale czasem warto sięgnąć i po inne formaty, a nawet po audiobooki. Bo przecież z ciężką książką nie wsiądziemy raczej do tramwaju czy pociągu. I nie będziemy czytać, jeśli prowadzimy właśnie samochód.

Charles Chu podpowiada, żeby i szukać okazji do czytania, i je prowokować. „Nie masz szansy, żeby poczytać? To ją znajdź” – namawia. I cytuje Orhana Pamuka, który miał kiedyś powiedzieć, że czyta książkę dziennie i to wystarczy, żeby w jego życiu dokonywały się wielkie zmiany.

„Czytaniu trzeba dać szansę” – pisze Chu. Książek nie musi być od razu dwieście rocznie. Licznik w ogóle nie musi bić – chodzi o to, żeby w ogóle czytać.

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną