Kultura

Rozgrywała esesmanów

Zofia Posmysz – nikt w taki sposób jak ona nie napisał o Auschwitz

Zofia Posmysz Zofia Posmysz Włodzimierz Wasyluk / EAST NEWS
Te książki najlepiej czytać razem: wywiad rzekę z Zofią Posmysz „Królestwo za mgłą” i jej wznowioną powieść – arcydzieło „Wakacje nad Adriatykiem”.
Kadr z filmu „Pasażerka”EAST NEWS/POLFILM/EAST NEWS Kadr z filmu „Pasażerka”

Artykuł w wersji audio

Kojarzy się ją przede wszystkim z „Pasażerką” sfilmowaną przez Munka. Na podstawie filmu powstała słynna opera Mieczysława Weinberga, do której Jurij Łukin i Aleksandr Miedwiediew napisali libretto. Opera od kilku lat nieprzerwanie jest wystawiana na całym świecie, doczekała się też realizacji teatralnych. Tymczasem rację ma Michał Wójcik, autor wywiadu „Królestwo za mgłą”, że to właśnie zapomniane „Wakacje nad Adriatykiem” z 1970 r. są najważniejszym literackim dokonaniem Zofii Posmysz, pokazują Auschwitz w zupełnie inny sposób niż choćby Borowski, Kertész czy Primo Levi.

Obóz to baśniowa kraina wyjęta z niemieckich mitów – kraina Nibelungów, Królestwo Rycerzy Trupiej Czaszki, w której więźniarki były karłami, a na koniach w czarnych pelerynach jeździły Rycerki. Wokół roztaczała się mgła. Tak obóz zobaczyła przyjaciółka Zofii Posmysz, która w powieści występuje jako Ptaszka. Ale wyjątkowość literacka „Wakacji” polega też na tym, że to jest pozbawiony złudzeń obraz obozu jako systemu wzajemnych usług, zależności, gry i manipulacji międzyludzkiej. Kto się tego nauczy – przetrwa. Wielkim tematem Posmysz jest manipulacja, ale i cielesność we wszystkich wymiarach.

To jest powieść odważna. Inna jest Posmysz w rozmowie: ostrożna, nie wszystko chce komentować, czasem mamy wrażenie, że dostajemy uporządkowaną wizję przeszłości, której już nic nie powinno naruszyć.

Trafiła do obozu jako 19-latka. Pochodziła z rodziny kolejarskiej – ojciec zginął rok po jej aresztowaniu. Ona wpadła na tajnych kompletach gimnazjalnych, została oskarżona o kolportowanie ulotek i po sześciu tygodniach śledztwa w krakowskim gestapo na Montelupich trafiła w 1942 r. do Auschwitz. Była bardzo młoda, niewiele umiała, ale w obozie przeszła przyspieszoną edukację i okazała się niezwykle pojętna.

Od dzieciństwa miała zresztą niezwykłą pamięć – zapamiętywała raz usłyszane piosenki i wierszyki, również te antysemickie i śpiewane przez ONR. Przydały jej się umiejętności z gimnazjum handlowego, gdy została sekretarką Annelise Franz (pierwowzór esesmanki z „Pasażerki”). Jej opowieść o obozie to historia o awansie, o przechodzeniu wyżej w obozowej hierarchii przeżycia. Od najgorszej, wycieńczającej pracy w terenie, przez lepszą pracę w kuchni (sauna raz w tygodniu, brak głodu), po pracę sekretarki Franz, najbardziej komfortową.

Przetrwała, jak mówi, dzięki temu, że nigdy nie straciła nadziei, ale jednocześnie nie liczyła, że szybko skończy się wojna. W powieści jej bohaterowie mówią o obozie: „życie jest tutaj”, trzeba zapomnieć o świecie dookoła i dostosować się do reguł rządzących w obozie. Tej zasadzie hołduje i okrutna kapo, i sama bohaterka. Posmysz w wywiadzie mówi dużo o nadziei, że się przeżyje. I o żarliwej wierze w Boga. Nie chce mówić ani nawet wracać myślą do eksperymentów, które prawdopodobnie na niej robiono. Po wojnie napisała o tym tylko raz – w sprawozdaniu dla Czerwonego Krzyża. Tego dokumentu nie ma w książce, ale znalazł go jej autor Michał Wójcik.

Do bloku X trafiła, bo znalazła się przypadkiem w miejscu selekcji do gazu. Miała wtedy tak mocną pozycję, że mogła poruszać się pomiędzy rewirami, szmuglując różne rzeczy – wtedy przenosiła leki. Trafiła nie do samego doktora Mengele, ale innego, Clauberga. Napisała w raporcie o bolesnych „badaniach” i wstrzykiwaniu jakiejś substancji. Przeżyła dzięki temu, że po miesiącu wyciągnął ją stamtąd ruch oporu. Miała za sobą również tyfus i kompanię karną w Budach, gdzie bito na śmierć. W wywiadzie mówi o nieustającym upokarzaniu: „Rzadko odsłaniam tę stronę Birkenau. Nie umiem tego opowiedzieć. O tym, na co narażone były kobiety, na jakiego rodzaju upodlenie. My cierpiałyśmy w znacznie większym stopniu niż mężczyźni”. Opowiada choćby o odwszawianiu, które polegało na tym, że nago stało się 24 godziny na mrozie, o pędzeniu nagich kobiet przez obóz z końca na koniec i o nieustającym poniżaniu kobiet ich własną fizjologią.

Posmysz pisarka jest uważną obserwatorką relacji między kobietami. Bo też jej własna relacja z esesmanką była nieoczywista i wieloznaczna. Sama dystansuje się od filmu „Pasażerka” – zresztą jest to przecież dzieło nieukończone, Munk zginął w trakcie zdjęć w wypadku samochodowym. Film ma ramę narracyjną dopisaną przez Wiktora Woroszylskiego – natrętnie edukacyjną. Natomiast sama relacja esesmanki, granej przez Aleksandrę Śląską, z więźniarką Martą jest znakomita. To opowieść o grze i pragnieniu posiadania kogoś na własność, psychicznego zniewolenia. Munk kazał sobie długo o tym opowiadać i próbował zrozumieć, dlaczego właściwie Franz tak dobrze ją traktowała. W recenzjach z filmu pojawił się wątek erotyczny – Posmysz gwałtownie odrzuca w wywiadzie taką możliwość interpretacji. Obraz się zamazuje również dlatego, że w relacji więźniów z obozu, do którego Franz trafiła później, była wyjątkowo okrutną sadystką. Czy pomylono ją z jej sadystyczną siostrą? Czy też wobec innych nie miała tych hamulców, które miała wobec swojej ulubionej sekretarki? Nie poznamy wiarygodnej wersji.

W powieści Posmysz seks i erotyzm są stale obecne – mamy choćby związek lesbijski dwóch kapo i nawet – najbardziej wstrząsający – seks w bloku umierających. Pisarka nie cofa się przed żadnym obrazem. I znakomicie opisuje manipulację i władzę człowieka nad człowiekiem, niekoniecznie kata nad ofiarą, tylko władzę, którą można sprawować, nawet będąc niżej w hierarchii. Sama się tego nauczyła w obozie. Jej relacja z Franz była grą i pojedynkiem: „jako »stary« numer, do tego sekretarka Franz, już umiałam rozmawiać z esesmanami. Znałam ich słabe punkty, wiedziałam, kto z kim ma na pieńku, rozgrywałam ich. Nawet szczułam jednego na drugiego. I potem to mi się przydawało”. Potem, czyli po wojnie.

W filmie Munka esesmanka mówi: „Przebiegłość jest skuteczniejsza niż brutalność”. W powieści narratorka, która też jest starym numerem, wie, jak rozmawiać z każdym, żeby uzyskać to, co się chce. Najbardziej wstrząsająca jest opowieść o próbie wykradzenia umierającej przyjaciółki Ptaszki (nad którą też sprawowała władzę), żeby nie zabrali jej do gazu. Narratorka przyszła do bloku umierających ze złotem w kieszeni, ale okazało się, że targ ma dotyczyć czego innego: „»Dobrze, wydam ci ją, ale za dwa trupy«. Nie pojmuję, mam ochotę potraktować te słowa jak dowcip, ale wyraz jej oczu przejmuje mnie lękiem, »Przepraszam, ale nie rozumiem«, »Co tu jest do rozumienia? Przyniesiesz dwa trupy«, powtarza Starsza i teraz mam pewność, że nie żartowała. »Nie mam dwóch trupów«, »To się postaraj. Tak trudno w Kolonii o umrzyka?«, »Sama wiesz, że dzisiaj trudno. Wszystko, co miało i co nie miało umrzeć, jest u ciebie«, »Ale jednego znalazłaś. Znajdź i drugiego«. Mam wrażenie, że zydel usuwa mi się spode mnie, »Zrozum«, bełkocę, ona gwałtownie macha rękami, »Zdawało ci się, że taką rzecz załatwię ci za darmo?«, »Nie chcę za darmo«, sięgam do kieszeni, lecz ona uprzedza mój gest, »A ja nie chcę inaczej, tylko tak«. (...) »Przetrząsnęłam Szpital blok po bloku, nim na ostatnim znalazłam tę jedną, w dodatku nie całkiem gotową«, Starsza tylko krzywi usta: »Noc przed tobą, nie marudź, a znajdziesz«. Wolę nie dociekać ukrytego sensu tej rady”.

Ta scena targu o trupy jest niesłychana i literacko znakomita. Świat, który opisuje Posmysz w „Wakacjach”, to świat wymiany i układów – za puszkę szprotek można skorzystać z luksusowej latryny z deską, w której niczym się człowiek nie zarazi, bo dba o to Starsza Latryny, a jeśli odwiedzi ją lepszy gość, da też papierosa: „Zapalisz, Starsza Kolonii, papieros pomaga w wypróżnieniu”. Ten świat – jeśli się pozna reguły gry – daje się znieść, a z drugiej strony niszczy i zmienia człowieka na tyle, że potem nie można żyć gdzie indziej.

Bohaterka „Wakacji” jest zarażona tym syndromem, po wojnie wraca na teren obozu, przegania ją stamtąd inny były więzień. „Z Auschwitz się nie wychodzi” – to zdanie pojawiało się u innych pisarzy, którzy byli w obozie. Posmysz powtarza, że jej się udało wyjść. Po wojnie skończyła studia, pracowała w korekcie „Głosu Ludu”. W 1945 r. napisała tekst o esesmanach postawionych przed sądem i podpisała go swoim numerem łagrowym. W latach 50. pracowała w radiu i dla niego napisała słynną „Pasażerkę” – w 1959 r. powstało słuchowisko „Pasażerka z kabiny 45”.

To, że zaczęła pisać o Auschwitz – jak sama mówi – pozwoliło jej jakoś z tym żyć. Chociaż przeszłość wracała choćby za sprawą muzyki – nie mogła słuchać walców Straussa. Podobną pamięć dźwięków zachowała bohaterka „Wakacji…”: „Jak to się dzieje, że przeżyte życie wraca do mnie poprzez słuch, a nie żaden z innych zmysłów, (...) patrzę na parowóz, a oczy moje są ślepe, a pamięć matowa, jak niewywołana klisza, tę samą lokomotywę gdy posłyszę, gwizd czy syk pary, zawsze, chociażby tylko przez ułamek sekundy, oczekuję wybuchu krzyku, szczekania psów, huku wystrzałów?”.

Całkowite wyjście z obozu nie jest możliwe. W tej rozmowie mamy wrażenie, że trzeba było zbudować silną konstrukcję, by odgrodzić się od tamtego świata, nadać mu jakiś sens, i dlatego nie na wszystkie pytania Posmysz odpowiada, unika poruszania tego, co mogłoby zburzyć tę konstrukcję.

W powieści dostajemy za to nagi obraz, bez jakichkolwiek uogólnień, brutalny i materialny, oddziałujący silnie na zmysły i jednocześnie opowiedziany przy użyciu słów i obrazów z baśni: tak jak obraz mgły. Dym z kominów krematoriów często nie szedł w górę, tylko kładł się na ziemi. Przy tej wilgotności zamieniał się w gęstą białą mgłę, która przed świtem otaczała obóz baśniową aurą. Kiedy się szło przez tę mgłę, zostawał wycięty korytarz. Ale straszliwy fetor, który ta mgła przynosiła, nie był baśniowy. Przyjezdni myśleli, że to fabryka chemikaliów, tymczasem to było to. „Noc i mgła, mgła wspiera noc, pogłębia ją, czyni gęstą i nieprzeniknioną, przedzieram się przez nią po omacku, stopami rozpoznając drogę, numery Bloków utopione w tej czarnej mazi czarnosinej naskakują na mnie jak błędne ogniki, prowadzą mnie jednakże niczym boje lub nić rozsnuta w labiryncie, noc i mgła, podoba mi się zestaw tych słów, »Noc i mgła«, gdy usłyszałam je w rozmowie dwóch Rycerzy, powiedziałam Ptaszce, że to nawet ładnie brzmi, a ona zauważyła: »Jak z Tetmajera albo Micińskiego«”.

Polityka 7.2017 (3098) z dnia 14.02.2017; Kultura; s. 80
Oryginalny tytuł tekstu: "Rozgrywała esesmanów"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Nie chcą naszego mięsa

Dla zdobycia głosów drobnych rolników rząd nie waha się ryzykować zdrowia polskich konsumentów, a także załamania eksportu polskiej żywności.

Joanna Solska
29.01.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną