Kultura

Promieniowanie Marii

Maria Skłodowska-Curie ikoną popkultury

Karolina Gruszka jako Maria Skłodowska-Curie w najnowszym filmie o polskiej noblistce Karolina Gruszka jako Maria Skłodowska-Curie w najnowszym filmie o polskiej noblistce Kino Świat
Filmowa premiera to dowód na stałą obecność Marii Skłodowskiej-Curie w kulturze popularnej. Była w niej symbolem kobiecego wyzwolenia, życiowej determinacji, a wreszcie potęgi i magii nauki.
Okładka amerykańskiego komiksu „Black Cat” z 1954 r. straszącego rademmateriały prasowe Okładka amerykańskiego komiksu „Black Cat” z 1954 r. straszącego radem
Zaskakująca opowieść o Marii Skłodowskiej-Curie - komiks „Radioactive” Lauren RednissLauren Redniss Zaskakująca opowieść o Marii Skłodowskiej-Curie - komiks „Radioactive” Lauren Redniss
Kadr z filmu Mervyna LeRoya „Madame Curie” z 1943 r. - pozytywnej i sztucznej ekranizacji książki Ewy CurieMGM Kadr z filmu Mervyna LeRoya „Madame Curie” z 1943 r. - pozytywnej i sztucznej ekranizacji książki Ewy Curie

Marii Skłodowskiej-Curie należą się przeprosiny. Choć powiedziała: „Nie ma związku między moją pracą naukową a faktami z życia prywatnego”, to nie da się pisać o jej obecności w popkulturze bez przekroczenia wyznaczonej przez nią granicy. Jest odkrywczynią dwóch pierwiastków promieniotwórczych: polonu i radu, które znalazły setki zastosowań w medycynie i technologii, oraz jedyną kobietą, która otrzymała Nagrodę Nobla w dwóch kategoriach (najpierw fizyka, potem chemia). Jednak w popularnej świadomości funkcjonuje również jako ikona feminizmu, jedna z pierwszych kobiet zwalczających seksizm w środowisku akademickim na wysokim szczeblu – we Francuskiej i w Szwedzkiej Akademii. Może to prywatne wyobrażenie jest teraz dla ludzi ważniejsze, bo bardziej aktualne? Tak by wynikało ze sposobu prowadzenia przez reżyserkę, matematyczkę, Marie Noelle filmu „Maria Skłodowska-Curie”. Ale czy jest ono ciekawsze?

Wcielająca się w Marię Curie Karolina Gruszka tłumaczy w „Twoim Stylu”, że chciała zagrać tak, by „ona nie poczuła się skrzywdzona”. Bo jak inne ikoniczne postaci – w tym jej przyjaciel Albert Einstein – sama Skłodowska-Curie miała ograniczony wpływ na to, jakie utrwaliło się o niej wyobrażenie. Już za życia mogła obserwować, jak stawała się częścią masowej wyobraźni – za sprawą podjętej przez nią i przez męża fizyka Piotra Curie decyzji, by nie opatentować metody izolowania radu z minerału uranitu. Rad jest elementem natury, zatem należy do wszystkich, a „patent byłby niezgodny z duchem nauki” – twierdził Piotr. Razem z Marią byli więc również pionierami obecnego we współczesnych badaniach naukowych i osiągnięciach technologicznych trendu open source, oznaczającego szerokie, nieograniczone prawnie udostępnianie informacji.

Rad jako hit

Oboje założyli, że jeżeli odkrycie ważne dla nich ze względu na możliwość leczenia nowotworów będzie miało komercyjną przyszłość, to stanie się tak przez przypadek. Ale szarlatani krążący jak ćmy wokół świecącego zielonkawo w ciemności radu uważali inaczej. Zaczęli gromadzić duży kapitał na ograniczonej wiedzy ludzi na temat nowego odkrycia, czynili z promieniotwórczego pierwiastka cudowny środek. Po trosze praktyczny, po trosze mistyczny rad w składzie – lub tylko na etykiecie – miał wyleczyć z: anemii, artretyzmu, astenii, cukrzycy, demencji, dysfunkcji seksualnych, epilepsji, miażdżycy, nadczynności tarczycy, nerwicy żołądka, nerwobóli, neurastenii, łupieżu, otyłości, próchnicy, chorób serca, chorób nerek, reumatyzmu i histerii.

Sztuczny twór tychże szarlatanów – doktor Alfred Curie (od Alfreda Nobla i Piotra Curie) – zalecał w reklamach prasowych smarowanie się radioaktywnym kremem do twarzy. A rad dodawany był także do wielu innych produktów. Hasła „radium”, „prześwietlający”, „atomowy” kojarzyły się w tamtych czasach z energią życiową. Projektowane były na przykład sreberka na masło z radem – w końcu nic nie wskazywało bardziej na promieniotwórczość pierwiastka niż wytłoczona na nich pasterska scenka z przeżuwającymi trawę krowami otoczonymi promieniami palącej kuli ognia – słońca. Rad trafiał też na etykiety piwa, krochmalu, czekolady, papierosów, lakierów i cążków do paznokci, ostrzy golarek, prezerwatyw, czopków, filtrów do wody, nawozów dla roślin, paszy dla zwierząt hodowlanych, bielizny ocieplającej, pasów odchudzających i pasty do zębów.

Pasta Doramad dystrybuowana była przez Doramad Radioactive Zahncreme w czasie drugiej wojny na terenie Niemiec. Niedługo potem pierwiastki radioaktywne zostały powszechnie uznane za niebezpieczne po zrzuceniu przez Amerykanów bomb atomowych na Hiroszimę i Nagasaki. Ale już w pierwszych latach XX w. Piotr Curie zastanawiał się w swoich notatkach, czy ludzie zyskają na poznaniu tajemnic natury, czy zdobyta przez niego i Marię wiedza nie będzie dla nich szkodliwa? Maria nigdy się do tych obaw nie odniosła. Choć na pewno widziała związek między trudno gojącymi się poparzeniami na swoich dłoniach a trzymaną wcześniej w laboratorium grudką promieniującej substancji.

Koty z Cheshire

W latach 20. XX w. pojawił się inny sygnał, że rad może być śmiertelnie niebezpieczny. Była nim choroba, która dotknęła grupę młodych pracownic fabrycznych zwanych radowymi dziewczynami. Malowały farbą z radem mające świecić w ciemności zegarki dla amerykańskich żołnierzy. Dziewczyny w fabryce US Radium Corporation w Orange w stanie New Jersey nauczono, by za każdym razem wargami wyostrzały końcówki pędzli potrzebne do precyzyjnego wymalowania niewielkich cyfr i wskazówek. Malowały 250 sztuk, połykając 250 razy dziennie odrobinę radu. Czasem przed wyjściem do domu ozdabiały świecącą farbą również zęby – jak kot z Cheshire.

Żadna z nich nie miała świadomości, że niszczy zdrowie. Ale te 15–20-letnie Amerykanki zaczęły umierać. Wypadały im zęby, jama ustna wypełniała się ranami, szczęki gniły, jednocześnie atakowała je białaczka. Ich kości wydobywane były po kilku latach z grobów za zgodą rodzin, by dostarczyć wyników badań dla kolejnych pozwów sądowych przeciwko grającej na zwłokę fabryce. Były również pierwszymi ciałami, na których można było obserwować skutki napromieniowania. A zajmował się nimi amerykański patolog Harrison Martland, który tym samym przyczynił się do wypracowania bezpiecznych zasad pracy z materiałami radioaktywnymi.

Późniejsza okładka amerykańskiego komiksu z 1954 r. „Black Cat” („Czarny kot” – z dopiskiem: „Najdziwniejsze opowieści o strachu”) uchwyciła w formie horroru czujność, ale i paranoję, która się od tego czasu pojawiła: mężczyźnie trzymającemu fiolkę z radem momentalnie rozpada się twarz i ręce. Obecność Marii Skłodowskiej-Curie w kulturze popularnej musiała więc zmienić charakter. Znaczenie zaczęła mieć jej ścieżka naukowa i prywatne doświadczenia.

Curie miała problem ze zdobyciem radu do kontynuowanych badań naukowych: jeden gram panaceum kosztował w pewnym momencie 100 tys. dol. W związku z tym dwukrotnie zabiegała o pieniądze na dużych kwestach w Stanach Zjednoczonych. Nocowała w Białym Domu, gdzie jadła kolację z prezydentem Herbertem Hooverem i Lymanem Briggsem, który później objął dyrekcję Franklin Roosevelt’s Uranium Committee (organizacji będącej prekursorem Projektu Manhattan). Ta popularność wytrącała ją z równowagi, w liście do córki Ewy zastanawiała się, czy jest różnica między czcią, jaką się ją otacza w USA, a tą przyznawaną amerykańskiemu mistrzowi bokserskiemu Jackowi Dempseyowi. Czuła też, że ludzie mówią o jej dokonaniach naukowych w taki sposób, jakby już nie żyła. Im bardziej była rozpoznawalna, tym bardziej skryta się stawała.

Jednak na podstawie zachowanych listów, dokumentów i dzienników (rodzina ostatecznie opublikowała je w latach 90.) oraz podróży do przedwojennej Polski, gdzie szukała informacji o dzieciństwie i pierwszych latach edukacji Marii, Ewa Curie napisała książkę biograficzną. To w jakimś stopniu jest hagiografia, bo córka noblistki – jak wielu członków rodzin znanych osób – pominęła wątki osobiste i kontrowersyjne, bardzo agresywne traktowanie matki przez francuską prasę. Ale książka jest nadal popularna… w Japonii – jako lektura dla dorastających dzieci – bo wpisuje się w cenione w kraju konfucjańskie wartości: determinację i samodoskonalenie. Maria w naturalny sposób stała się zatem bohaterką wywrotowych japońskich mang i anime. Na przykład w wielotomowej powieści graficznej z szanowanego tokijskiego wydawnictwa Shogakukan „Afternoon charisma” występuje jako klon prawdziwej Marii, chodzący do liceum razem z klonami Johna Kennedy’ego czy Joanny d’Arc. Tyle że nie jest tu zainteresowana chemią ani fizyką, woli grać na pianinie utwory kolegi Amadeusza Mozarta. Nigdy się do nauk ścisłych nie przekona.

Einstein i żmije

Amerykańska ekranizacja książki Ewy Curie „Madame Curie” Mervyna LeRoya z 1943 r. tak jak japońskie mangi również trochę zniekształca rzeczywistość. Jest bardzo poprawna, pozytywna i sztuczna (oprócz jednej sceny w całości była realizowana w studiu). Może dlatego, że choć nad scenariuszem pracował Aldous Huxley, a potem Francis Scott Fitzgerald, to ich obie wersje studio MGM odrzuciło, uznając za zbyt dosłowne? A Ewa, która miała zakontraktowane prawo do decydowania o tym, kto zagra jej matkę, nie zgodziła się na Gretę Garbo. Wolała Greer Garson. Sporo scen dotyczących aktywności naukowej Marii wycięto. Gdy Piotr ginie, potrącony na paryskiej ulicy przez ważący sześć ton wóz ze sprzętem wojskowym, filmowa Maria zostaje sama z małymi dziećmi. Przypomina sobie wtedy jego słowa, że jeśli jedno z nich odejdzie, drugie musi pociągnąć badania. Osiąga sukces naukowy, w czym – jak wspomina po latach – znaczący udział mają również pozostawione przez Piotra notatki.

Najnowsza filmowa biografia „Maria Skłodowska-Curie” pozwala już Marii być postacią bardziej skomplikowaną. Odwrotnie niż „Madame Curie” film wydaje się koncentrować na tym, by pokazać, że pomimo straty ukochanego i zarazem najbliższego współpracownika Maria nie przestaje normalnie funkcjonować w życiu zawodowym – bo rzeczywiście tak było. Badania toczą się dalej, bohaterka dość szybko przejmuje katedrę męża na Sorbonie i zostaje pierwszą kobietą profesorem na tej uczelni, nie dopuszczając do siebie seksistowskich komentarzy członków Akademii Francuskiej. „Niektórzy imbecyle próbowali mi nawet gratulować” – komentowała potem w swoim dzienniku.

Film pokazuje również, jak skryta kobieta sprawnie poradziła sobie z atakiem prasy, która opublikowała jej skradzioną korespondencję z kochankiem, fizykiem Paulem Langevinem, żonatym ojcem czwórki dzieci, z którym związała się kilka lat po śmierci Piotra. To z okresu upublicznienia związku pochodzi skierowane do Komitetu Noblowskiego, wątpiącego w jej moralność przed przyznaniem drugiej nagrody, stanowisko Marii o wyraźnym rozdziale między pracą naukową a życiem prywatnym. A także będący elementem popkultury list ze słowami wsparcia od Alberta Einsteina, który prosił, by po prostu przestała czytać francuską prasę, zostawiła tego rodzaju informacje dla żmij, do których zostały skierowane. Poza sukcesem naukowym Marii w filmie nadal ważnym wątkiem są jej prywatne motywacje, pokonywanie przeszkód w środowisku nieakceptującym równości kobiet i mężczyzn.

Atom z ektoplazmy

W sposób wyjątkowy o Marii opowiada komiks „Radioactive” Lauren Redniss. Artystka przetyka fakty biograficzne relacjami ludzi, którzy wiedzą dużo o wpływie radioaktywności na dzisiejsze życie: zarówno o wykorzystywaniu jej w medycynie (ludzie z Instytutu Radowego w Paryżu), jak i o niszczącej sile energii atomowej (ocaleni z ataku na Hiroszimę). Co więcej, Redniss koncentruje się na szczegółach z życia rodziny Curie, o których niewiele osób miało wcześniej pojęcie. Maria i Piotr, jak wielu naukowców z ich epoki, byli zafascynowani okultyzmem. Chodzili więc na seanse spirytystyczne organizowane przez popularne wtedy wśród paryskich intelektualistów włoskie medium Eusapię Palladino. Redniss zastanawia się nawet, czy spotkania z Eusapią nie miały znaczenia dla ich odkryć naukowych? Jej imieniem nazwała też użytą w komiksie czcionkę. Powołuje się na notatki Piotra: „Jeżeli spirytystka mówi prawdę, to nie ma nic ważniejszego z naukowego punktu widzenia” – pisał o przedmiotach przesuwanych przez medium siłą woli i o niewidzialnych dłoniach zjaw, które jakoby szczypały i głaskały zgromadzonych.

Curie do seansu spirytystycznego też podeszli w sposób naukowy, badali m.in. poziom jonizacji powietrza w zajmowanym przez Eusapię pomieszczeniu. Trzeba pamiętać – jak podpowiada Redniss – że to był moment w historii świata, gdy wszystko, w co do tej pory wierzyli naukowcy, wywracane było do góry nogami. Ci ówcześni mieli przy tym zupełnie inny stosunek do sił nadprzyrodzonych niż współcześni badacze. Może – zastanawia się Redniss – Eusapia trochę otworzyła Marię Skłodowską-Curie na myślenie, że niewidzialne może istnieć, i w tej drobnej formie przyczyniła się nawet do jej odkryć związanych ze strukturą atomu?

Cała ta przestrzeń pomiędzy tym, co naukowe i co ponadnaturalne, to idealna pożywka dla popkultury, w której Madame Curie istniała jako bohaterka piosenki Kraftwerk „Radioactivity”, a samo promieniowanie radioaktywne – jako leitmotiv komiksów o Spidermanie (który uzyskuje nadludzką siłę po ugryzieniu przez napromieniowanego pająka) lub Hulku (który jest fizykiem jądrowym napromieniowanym w czasie podziemnego testu nuklearnego), czy wreszcie historii o Godzilli, jaszczurze, który po amerykańskim ataku atomowym zaczął w filmach katastroficznych niszczyć Japonię. Ich odbiorcom bardzo odpowiadałaby jedna z maksym Skłodowskiej-Curie: „Niczego w życiu nie trzeba się obawiać, trzeba to tylko zrozumieć”.

Polityka 9.2017 (3100) z dnia 28.02.2017; Kultura; s. 72
Oryginalny tytuł tekstu: "Promieniowanie Marii"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

W ciągu roku wymarło nam miasto

W pandemicznych śmierciach Polska pobiła rekordy. W ciągu roku wymarło nam małe miasto wojewódzkie.

Paweł Reszka
06.05.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną