Kultura

Wołyń na miarę naszych stosunków

Co o filmie Wojciecha Smarzowskiego mówi się na Ukrainie

Michalina Łabacz, Maria Sobocińska, Izabela Kuna (filmowa rodzina Głowackich) w scenie z ukraińsko-polskiego wesela Michalina Łabacz, Maria Sobocińska, Izabela Kuna (filmowa rodzina Głowackich) w scenie z ukraińsko-polskiego wesela Krzysztof Wiktor
Film, który nakręcił Wojciech Smarzowski – i który za tydzień dołączymy do POLITYKI – wdarł się z impetem w polsko-ukraińskie stosunki. I narobił w nich zamieszania. Co o „Wołyniu” mówi się na Ukrainie?
„Wołyń” Smarzowskiego nawet w Polsce nie jest odczytywany jako ostrzeżenie przed nacjonalizmem, lecz jako bat na Ukraińców.materiały prasowe „Wołyń” Smarzowskiego nawet w Polsce nie jest odczytywany jako ostrzeżenie przed nacjonalizmem, lecz jako bat na Ukraińców.

Wielu Polaków – nawet mocno proukraińsko nastawionych – twierdzi, że Smarzowski miał święte prawo przedstawić swoją wizję tego, do czego doszło na Wołyniu. Co my z tym zrobimy – inna sprawa. Inni mówią: ten film to zło. Brutalnie rozrywa niezagojoną jeszcze ranę. O „Wołyniu”, dodają, trzeba opowiadać, ale subtelnie, delikatnie. Brać pod uwagę wrażliwość obu stron. Obu stronom zadośćuczynić.

Na Ukrainie film mało kto widział: dystrybucji zakazano (nie pozwolono również na pokaz prasowy), ba, finansowe represje i ostracyzm dotknęły ukraińskich aktorów grających w filmie, ale podejście jest dość jednoznaczne: Polacy skomplikowane i delikatne sprawy pokazują w sposób jednostronny.

Polityka 12.2017 (3103) z dnia 21.03.2017; Kultura; s. 88
Oryginalny tytuł tekstu: "Wołyń na miarę naszych stosunków"

Czytaj także

Społeczeństwo

Dr Joanna Wardzała o pokoleniu 20-latków odrzucających konsumpcyjny styl życia rodziców

Rozmowa z dr Joanną Wardzałą, socjolożką i badaczką zachowań konsumpcyjnych, o tym, dlaczego dzisiaj młodzi ludzie nie chcą kupować i gromadzić dóbr.

Joanna Podgórska
12.11.2019