Kultura

Czas zezwierzęcenia

Mel Gibson o tym, jak ważna jest dla niego zawodowa niezależność

Andrew Garfield jako bohaterski Desmond Doss w filmie „Przełęcz ocalonych” Andrew Garfield jako bohaterski Desmond Doss w filmie „Przełęcz ocalonych” Lions Gate/Courtesy Everett Collection
Rozmowa z aktorem i reżyserem Melem Gibsonem o tym, czym jest dla niego kino wojenne i czy podjąłby się kręcenia go dla Polaków.
„Nie pozwoliłbym, by film z moim udziałem miał zaspokajać interes którejś partii politycznej. Kino propagandy mnie nie obchodzi, nie zamierzam przykładać do niego ręki”.Reuters/Forum „Nie pozwoliłbym, by film z moim udziałem miał zaspokajać interes którejś partii politycznej. Kino propagandy mnie nie obchodzi, nie zamierzam przykładać do niego ręki”.

Artur Zaborski: – „Przełęcz ocalonych”, która właśnie trafiła w Polsce na DVD i Blu-ray, to pierwszy od dekady wyreżyserowany przez pana film. Dlaczego tak długo pan milczał?
Mel Gibson: – Chyba po prostu chcę zapisać się w podręcznikach kina.

Milczeniem? Chyba łatwiej do nich trafić, kiedy tworzy się film raz na dziesięć miesięcy, jak Woody Allen.
Nie, chcę być jak mój idol i mentor Peter Weir, który tworzy raz na dekadę, a przecież nie ma wśród miłośników kina osoby, która by go nie znała. Widzi pan, to przemyślana taktyka – ze mną będzie tak samo! Mówiąc poważnie, faktycznie łączy mnie z Peterem Weirem czekanie na wenę. W odróżnieniu od innych artystów potrafimy być cierpliwi i czekać na nią nawet dziesięć lat. Ale kiedy nadejdzie, wtedy jesteśmy jak taran. Pokonamy każdą przeszkodę, byle zrealizować to, na czym nam zależy.

Trudno jest panu znaleźć historię do opowiedzenia?
To nie tyle kwestia znalezienia tematu w ogóle, bo te nas przecież zewsząd otaczają, tylko takiego, którego mógłbym dotknąć tylko ja. Biorę się jedynie za realizację tych filmów, których nie zrobiłby nikt inny.

Skąd pewność, że inni by się ich nie podjęli?
Żeby stworzyć takie filmy, jak „Braveheart. Waleczne serce”, „Apocalypto” czy „Pasję”, musiałem sięgnąć do własnej kieszeni i samemu wziąć się za ich produkcję i realizację. To nie jest współcześnie popularny model tworzenia filmów w Hollywood. Częściej można go napotkać wśród niezależnych filmowców. Ja mam szczęście, bo mogę sobie na to pozwolić.

Uważa się pan za uprzywilejowaną osobę?
I w życiu, i w pracy.

Polityka 17/18.2017 (3108) z dnia 25.04.2017; Kultura; s. 128
Oryginalny tytuł tekstu: "Czas zezwierzęcenia"
Reklama