Kawiarnia literacka

Jak przetrwać trasę?
Na co dzień słuchamy tylko siebie samych i pochlebców.

Moim znienawidzonym przedmiotem jest torba. Właśnie rozwalam się na kanapie, a ona leży, granatowa i obła niby przerośnięta larwa – skamielina z krainy horroru, którą sam niegdyś literacko zamieszkiwałem. Na dworcach i lotniskach obserwuję ludzi z walizkami większymi od siebie. Nie potrafię ich zrozumieć. W mojej poplamionej larwie zmieszczę wszystko, czego będę potrzebował przez dwa tygodnie.

W ogólniaku sądziłem, że pisarz jest zawodem stacjonarnym i nawet nie rusza się z domu. Siedzi, wali w klawisze i popija sherry. Sherry wydawało mi się najbardziej pisarskim napojem na świecie. Też nie mam pojęcia dlaczego.

Po latach okazało się, że pisarz pod względem mobilności może równać się jedynie z forpocztą najbardziej ambitnych przedstawicieli handlowych, a późną wiosną, gdy kręci się korowód festiwali literackich, obskakuje i kilka imprez dziennie, wzorem Złotej Maryli. W zeszłym tygodniu odwiedziłem sześć miast, w tym czekają mnie jedynie trzy: dzwony kościelne biją na środę.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną