Kultura

Zastał zamki zrujnowane, zostawi odbudowane

Kaczyńskiemu marzy się odbudowa zamków kazimierzowskich. Po co?

Ruiny zamku w Czorsztynie Ruiny zamku w Czorsztynie Adam Ławnik / EAST NEWS
W rankingu najbardziej absurdalnych pomysłów obecnej władzy pierwsze miejsce wydaje się chwilowo niezagrożone. To idea odbudowy zamków z czasów Kazimierza Wielkiego.
Przebudowany w stylu renesansowym zamek w Pieskowej Skale. Zostawić go w takim kształcie czy zburzyć i odbudować w stylu „kazimierzowskim”?Wojciech Matusik/Forum Przebudowany w stylu renesansowym zamek w Pieskowej Skale. Zostawić go w takim kształcie czy zburzyć i odbudować w stylu „kazimierzowskim”?
Ruiny zamku w Olsztynie koło CzęstochowyMarek Skorupski/Forum Ruiny zamku w Olsztynie koło Częstochowy
Ruiny zamku w Kazimierzu nad WisłąWojciech Wójcik/Forum Ruiny zamku w Kazimierzu nad Wisłą
Zamek w Bobolicach przed odbudowąWiesław M. Zieliński/EAST NEWS Zamek w Bobolicach przed odbudową
Zamek w Bobolicach po odbudowieMarek Kwiatkowski/Polityka Zamek w Bobolicach po odbudowie
Pokraczna rekonstrukcja zamku Przemysła w PoznaniuMarek Lapis/Forum Pokraczna rekonstrukcja zamku Przemysła w Poznaniu

Artykuł w wersji audio

Jak zdradził Jarosław Kaczyński, który ów zamysł ogłosił na niedawnym kongresie PiS, ma on służyć „konsolidacji naszej wspólnoty”. Pomysł z oczywistym entuzjazmem podjęły przychylne władzy prawicowe media, pisząc m.in. o podnoszeniu polskiego dziedzictwa z ruin (wina Tuska?). „Jeśli plan wypali, Polska będzie mogła pochwalić się zabytkami o takiej skali jak te, które obecnie podziwiamy we Francji czy Włoszech” – głosił, dając dowód utraty kontaktu z rzeczywistością, portal Niezależna.pl. „Odbudujmy zamki, bo wraz z nimi odbudujemy w Polakach poczucie własnej wartości” – wtórował na łamach „wSieci” producent „Smoleńska” Maciej Pawlicki. A odpowiedzialna za dziedzictwo wiceminister kultury i generalny konserwator zabytków Magdalena Gawin próbuje przekonywać, że „to spełnienie postulatów konserwatorów, historyków sztuki i miłośników zabytków, głoszonych od lat 70.”. Nikt się nie waży sprzeciwić.

Pomińmy analizę ekonomiczną całego przedsięwzięcia, choć już wstępne szacunki sugerowałyby miliardowe kwoty. Mamy bowiem do czynienia z obiektami zazwyczaj bardzo dużymi, wymagającymi szczegółowych badań wstępnych, pieczołowitej pracy i nakładów o wiele wyższych niż w przypadku budowania czegoś od nowa. Ponadto stojących zazwyczaj w miejscach trudno dostępnych, co wiąże się z koniecznością stworzenia potężnej logistyki i infrastruktury budowlanej. Dla porównania: całkowity koszt remontu (istniejących przecież i stojących w centrum Warszawy) Arkad Kubickiego i Pałacu pod Blachą wyniósł wedle dzisiejszych cen ok. 225 mln zł. Przemnażając tę kwotę przez kilkadziesiąt obiektów sygnowanych przez Kazimierza Wielkiego, mamy mniej więcej realny wymiar finansowych wyzwań. Ciekawe, że na ów pomysł wpadł ponoć główny finansista rządu Mateusz Morawiecki.

Pomińmy także ideologiczną analizę przedsięwzięcia. Pomysł budowania wspólnoty wokół wydarzeń historycznych to jeden z ulubionych patentów obecnej władzy. Na ogół jednak sięgano albo do wydarzeń nieodległych (żołnierze wyklęci), albo związanych z religią (chrzest Polski). Chęć jednoczenia i konsolidowania narodu wokół zamków z XIV w. wprowadza jednak nową i dość zaskakującą narrację. Ale skoro było już „tysiąc szkół na tysiąclecie”, nic nie stoi na przeszkodzie, by zaordynować „sto zamków na stulecie”. Potraktujmy jednak choć przez moment ów pomysł poważnie i zastanówmy się, przed jakimi decyzjami, wyborami i merytorycznymi problemami stanie ten, kto przez prezesa Kaczyńskiego zostanie rzucony na front odbudowy dawnych twierdz i warowni.

Skromny stan zachowania

Zacznijmy od inwentaryzacji. O budowlanym zapale Kazimierza Wielkiego wiemy głównie dzięki dwóm przekazom: „Kronikom” Jana Długosza i „Kronice katedralnej krakowskiej” Janka z Czarnkowa. Choć różnią się w szczegółach, zasadniczo podają podobną liczbę około 60–70 zamków, miast i fortyfikacji, postawionych w ciągu niemal 40 lat rządów ostatniego z Piastów. Stawiał je jak kraj długi i szeroki, od Międzyrzecza na zachodzie po Halicz na wschodzie i od Nakła na północy po dolinę Popradu i Dunajca na południu. Najwięcej, co zrozumiałe, w Małopolsce oraz między Krakowem a Wielkopolską. Także zamki na słynnym tzw. Szlaku Orlich Gniazd Jury Krakowsko-Częstochowskiej, który po rozszerzającej o nowe pozycje deklaracji prezesa internauci błyskawicznie ochrzcili „szlakiem kaczych gniazd”.

Obecny stan zachowania tego dziedzictwa jest faktycznie dość skromny. Kolejne stulecia zrobiły swoje. Przede wszystkim przetaczające się wojny (w niszczeniu, podpalaniu i dewastowaniu szczególnie zasłużyli się Szwedzi), pożary naturalne i wzniecane, ale też przedsiębiorczość okolicznych mieszkańców, dla których opuszczone zamki stanowiły zawsze źródło świetnego i bezpłatnego budulca. W dobrej kondycji, starannie odnowionych i utrzymywanych jest dziś więc około dziesięciu zamków. Zazwyczaj znajdują się w nich muzea. Sęk w tym, że praktycznie wszystkie zostały w kolejnych wiekach mocno przebudowane, z reguły w renesansowym stylu. Mało tego – zazwyczaj te późniejsze wersje stały się wręcz ikonicznymi, jak to ma miejsce w Niepołomicach czy Pieskowej Skale.

W sumie z czasów Kazimierza Wielkiego pozostało niewiele lub literalnie nic. W Przemyślu owe szczątki to ostrołukowa brama wjazdowa, w Sandomierzu fragment wieży, w Radomiu – fragment ściany z oknami, w Opocznie – kilka piwnic. Z kolei kazimierzowskie zamki, które wyglądają na średniowieczne i świetnie zachowane, to w gruncie rzeczy późniejsze retrowersje. Zamek w Będzinie jest więc efektem neogotyckiej rekonstrukcji z połowy XIX w. i przebudowy z lat 50. XX w. Obiekt w Łęczycy swój stylowy wygląd zawdzięcza częściowej odbudowie z lat 60. XX w. Natomiast cała reszta to tzw. trwałe destrukty, z reguły fachowo zabezpieczone przed dalszym rozpadem. Czasem są to tylko fragmenty murów, niekiedy – wieża (Kruszwica, Ostrzeszów), najrzadziej – dawne zabudowania mieszkalne.

Interpretacja średniowiecznych zamków

Potencjalny zamkowy Bob Budowniczy, zanim ułoży pierwszą cegłę, będzie musiał odpowiedzieć sobie na kilka podstawowych i niełatwych pytań. Najważniejsze brzmi: z jakiego okresu historycznego odtwarzamy zamek? Najbardziej naturalna odpowiedź, i taką zapewne miał na myśli Jarosław Kaczyński, brzmi: z czasów Kazimierza Wielkiego. Problem w tym, że nie bardzo wiadomo, jak one wówczas wyglądały. Można posłużyć się analogią z zachowanymi gdzie indziej fragmentami. Można na podstawie fundamentów ustalić układ wież, murów i budynków. Ale już nie da się precyzyjnie odpowiedzieć na pytanie, jaka była wysokość poszczególnych budowli, jak wyglądał dach, jaki był układ okien, jak głęboka fosa lub jak wysoki wał. Zawsze więc będziemy mieli do czynienia z pewną współczesną kreacją. Z interpretacją, a nie z odbudową, jakby chciał prezes PiS.

Pytanie drugie: które zamki odbudowujemy? Wszystkie czy niektóre? I od których zaczynamy, bo wiadomo, że trzeba stworzyć jakąś kolejkę po państwowe fundusze. Czy od tych, którym najłatwiej przywrócić dawną świetność (np. Inowłódz), czy od tych, które w owych czasach były najważniejsze (np. Czorsztyn)? A może od położonych najbardziej widowiskowo (Kazimierz Dolny, Olsztyn koło Częstochowy, Rożnów)? Co zrobić z zamkami, o których wiemy, że istniały, ale dziś nie pozostał z nich nawet kamień na kamieniu, często nie zachowały się nawet fundamenty i trudno ustalić ich dokładną lokalizację? Improwizować czy skreślić z listy przywracanych narodowi? Tak byłoby np. w przypadku Skawiny, Sromowiec, Szaflar, Lubaczowa. A to jeszcze nie koniec wątpliwości. Bo przecież trzeba będzie rozstrzygnąć, czy będziemy „konsolidować wspólnotę” także wokół zamków, które obecnie znajdują się na Ukrainie. Wszak aż by się prosiło o odbudowanie destruktów w Haliczu i Trembowli, nie mówiąc o Wysokim i Niskim Zamku we Lwowie czy romantycznie położonej twierdzy w Tustaniu.

Oczywiście konkretne lokalizacje budzą specyficzne problemy. Np. w Radomiu na pozostałościach jednego z zabudowań zamkowych znajduje się obecnie plebania Fary. Pół roku temu (cóż za profetyzm) powstało tam Kolegium Odbudowy Zamku, które chce nadbudować jedno piętro i dodać dwie wieże, a projekt do realizacji zamierza wybrać w konkursie dla… studentów architektury. Czy rząd wesprze tę inicjatywę, czy po swojemu przywróci Radomiowi królewską rezydencję? Albo Gródek. W miejscu, w którym stał zamek, obecnie znajduje się rezerwat ptaków. Wygląda więc na to, że wszelkie działania wymagać będą najpierw bezkompromisowych rozstrzygnięć ministra Szyszki (drzewa wyciąć, ptaki wystrzelać). Czy choćby taki Wieluń, gdzie na fundamentach kazimierzowskiego zamku stoi klasycystyczny budynek, będący obecnie siedzibą starostwa. Co zrobić z tym fantem? Różny jest stan prawny zamków lub pozostałości po nich, od własności państwa, przez samorządową, po prywatną. A to oznacza zupełnie inne procedury działania. Słowo prezesa może wiele, ale czy wszystko?

Idea z XIX w.

I wreszcie pytanie ostatnie, co nie znaczy, że mniej ważne: co chcemy osiągnąć? Czy zależy nam tylko na efekcie zewnętrznym – efektownych murach i odpowiednio podświetlonych wieżach, basztach, bramach, fosach, blankach i dziedzińcach? Wówczas można stworzyć atrapy, rodzaj scenografii nieposiadającej żadnych dodatkowych funkcji. Szybciej i taniej. Można też stworzyć pełnowartościową powierzchnię wewnętrzną, gotową na przyjęcie funkcji muzealnych, edukacyjnych, kulturalnych, a nawet hotelowo-gastronomicznych. Ale i wówczas trzeba rozstrzygnąć, czy staramy się odtwarzać prawdopodobny historyczny układ pomieszczeń czy do środka wprowadzamy już współczesne rozwiązania (mniejsze i niższe sale, współczesne tynki itd.). Warto przypomnieć, co na ten temat miał do powiedzenia wieloletni dyrektor Zamku Królewskiego w Warszawie prof. Andrzej Rottermund, który w jednym z wywiadów stwierdził: „W rekonstrukcjach ważny jest materiał. Musi być taki, jaki był kiedyś. Nie można zastępować cegły betonem, drewnianych okien plastikowymi. Grubość muru po odbudowie powinna być taka sama. To są dziesiątki elementów, które z góry dyskwalifikują taką rekonstrukcję, bo robi się makietowa”. Wszystkie te decyzje sprawią, że odbudowa może być wielokrotnie tańsza lub droższa.

Potencjalny wykonawca zamkowej woli prezesa skorzystać może, a nawet powinien, z doświadczeń tych, którzy w ostatnich dwóch dekadach próbowali w Polsce wynieść z ruiny ku świetności dawne zamki. Chyba najbardziej udanym przykładem jest rekonstrukcja zamku (kazimierzowskiego!) w Bobolicach, na Szlaku Orlich Gniazd, przez rodzinę Lasockich. Przeprowadzono tam dość uważne badania i starano się nadać twierdzy wygląd maksymalnie przypominający średniowieczny. A i tak pojawiają się sceptycy, którzy kwestionują konkretne, zastosowane tam rozwiązania architektoniczne. W paru przypadkach odbudowywano też zamki krzyżackie (np. Gniew, Nidzica, Ryn). Mniej lub bardziej wierne oryginałom, ale efektowne. Jest też przykład przestroga, także zamku kazimierzowskiego, tym razem w Poznaniu. Dysponując szczątkowymi przekazami historycznymi, zdecydowano się na momentami dość pokraczną retrowersję, historyczną fantazję, której bliżej do Walta Disneya aniżeli naszego potężnego króla.

Do dyskusji o odbudowywaniu dawnych zamków warto włączyć jeszcze jeden wątek. Otóż spór o to, co robić z destruktami przeszłości, przetoczył się już przez Europę w… XIX w. i miał dwóch adwersarzy. Pierwszym był francuski architekt Viollet-le-Duc, który przekonywał, że należy rekonstruować, co tylko się da i najpiękniej jak się da. Pod jego okiem przydano blasku 16 kościołom oraz kilkunastu zamkom, a także słynnym fortyfikacjom wokół Carcassonne. Bywało, że tak się zapędzał w swej miłości do gotyku, że odbudowane budowle (np. zamek Pierrefonds) były bardziej stylowo gotyckie niż oryginały! Po drugiej stronie ideologicznego frontu okopał się brytyjski pisarz i historyk sztuki John Ruskin. On z kolei wszelkie ruiny pozostawiłby nietknięte, argumentując, że każda próba ich ratowania, a nie daj Boże odbudowywania, to oszustwo wobec przeszłości i przyszłości. O dziwo, następne pokolenia opowiedziały się raczej po stronie Anglika. Do tego stopnia, że w przyjętej w 1964 r. międzynarodowej konwencji dotyczącej konserwacji i restauracji zabytków, zwanej Kartą Wenecką, zapisano, iż rekonstrukcje można przeprowadzać tylko w wyjątkowych sytuacjach i wyłącznie zgodnie z oryginałem. Polacy tę konwencję też podpisali i zapowiada się, że będzie ona kolejną wenecką instrukcją, której przestrzegać nie będziemy. Ale czegóż się nie robi dla kulturowego pejzażu, który ma zakasować Włochy.

Polityka 29.2017 (3119) z dnia 18.07.2017; Kultura; s. 74
Oryginalny tytuł tekstu: "Zastał zamki zrujnowane, zostawi odbudowane"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Kontrowersyjna rolna rewolucja

Lada dzień na Ukrainie rozpocznie się rolna rewolucja. To najbardziej oczekiwana i kontrowersyjna obietnica Wołodymyra Zełenskiego.

Oleksandra Iwaniuk
25.01.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną