Kawiarnia literacka

Mimo bomb
To się przewija w tych zapiskach cały czas: mimo bomb – pracować, mimo idiotów i kanalii – pisać.

Najbezpieczniej – o pogodzie. Opady, upadki, zimny wiatr. Leje trzeci dzień, jak na wakacjach nad Bałtykiem, ciemne chmury zebrały się nad trójpodziałem władzy, lodowaty wicherek muska kark. Człowiek najchętniej kupiłby jakiś wielozadaniowy parasol: na krople, na bzdury, na bezsilność. Czy posiadamy coś podobnego w asortymencie? Oczywiście. Literaturę. Na wszelkie okazje zdatna, ciągle jeszcze dostępna, tańsza niż bilet do Nowej Zelandii. A że nie niesie ukojenia? Bądźmy dorośli, otwórzmy pierwszy tom „Dzienników” Sándora Máraia i zanurzmy się powoli.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj