„Ucho prezesa”: słaby odcinek, ale wybitna parodia
Ogólna ocena najnowszego odcinka powinna być niska, ale jedna świetna kreacja i bardzo dobrze oddana postać zdecydowanie ją podnoszą.
„Ucho prezesa”
Youtube

„Ucho prezesa”

Odcinek „Co tam, panie, na pasku?” w największej mierze skupiał się na pojedynku Jacka Kurskiego z Krzysztofem Czabańskim. Prezes TVP i przewodniczący Rady Mediów Narodowych spierali się o wizję telewizji publicznej. Prościej mówiąc: Czabański krzywił się na poziom „Wiadomości”, naśmiewał ze słynnych pasków w TVP Info i ofensywy disco polo, Kurski zaś powtarzał, że wszystko jest w porządku, że ten przekaz jest odpowiedni dla elektoratu PiS, czyli w skrócie: ciemny lud wszystko kupi.

I w zasadzie celem nadrzędnym było tu chyba odmalowanie portretu przewodniczącego RMN jako kogoś z własnym zdaniem, krytycznym zresztą, ale tak uległym wobec Kaczyńskiego, że owo posiadanie zdania na niewiele się zdaje. Koniec końców triumfuje Jacuś i Zenon Martyniuk.

Problemem jest tu jednak to, że produkcja Showmax uciekła się do tego samego chwytu: dostaliśmy powtórkę z memów i żartów, które już dawno sobie opowiedzieliśmy, przypomniano nam o żonglowaniu pomysłami na ściąganie z nas abonamentu, 800 mln pożyczki rządowej na TVP, oraz o fakcie, że „Wiadomości” niewiele mają wspólnego z dziennikarstwem, a najwięcej z przekazami medialnymi partii rządzącej. Pytanie: i co z tego? Co „Ucho…” dodało w tej dyskusji od siebie? Ano nic.

Ozdobą odcinka był natomiast Jerzy Targalski, z jednej strony autor książki „Resortowe dzieci”, z drugiej – zwłaszcza w ostatnich czasach – „ekspert” i komentator w TVP, gdzie wygłasza teorie tak niestworzone, że gdyby z niedowierzania i poczucia żenady pacnąć się w głowę z odpowiednią siłą, to wstrząs mózgu gwarantowany. Ponieważ zaś „Juruś”, mimo popularności wśród pracowników telewizji publicznej, nie jest postacią tak opatrzoną jak Kurski czy Kaczyński, jego pojawienie się w serialu było powiewem świeżości, zwłaszcza że przedstawiono go w sposób cudownie przerysowany.

„Uchu” brakuje powiewu świeżości

Ciekawą rolą „Ucha prezesa” może być zresztą wyciąganie na światło dzienne właśnie postaci zakulisowych czy mniej eksponowanych, przez rząd jednak wykorzystywanych. Czekam na przykład z niecierpliwością na debiut senatora Biereckiego czy niesfornych borowików, którzy mogliby nas rozbawić umiejętnościami kierowców rajdowych.

Bo „Ucho…” potrzebuje nowości, musi przestać powtarzać i przypominać, a zacząć używać autentycznych wydarzeń tylko jako punktów wyjścia i odwołań, podczas gdy osią serialu będą oryginalne fabuły. Inaczej lepiej obejrzeć po prostu program informacyjny – a już nasi politycy zadbają, byśmy pękali ze śmiechu. Choć czasami będzie to śmiech przez łzy.

Czytaj także

Polityka Cyfrowa

Teraz miesiąc od nas w prezencie!

Zaprenumeruj

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj