Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Kultura

W „Uchu prezesa” szef PiS rozgrywa swoich posłów koncertowo

„Ucho prezesa” „Ucho prezesa” Youtube
W odcinku „Pełzająca dyktatura” serial skupia się już wyłącznie na politykach obozu rządzącego, wchodząc za kulisy powstawania tzw. przekazów dnia.

W wielkim skrócie chodzi o to, że polityk ma mówić to, co mu partia mówić każe. Nie jest to, rzecz jasna, metoda stosowana tylko przez PiS. Stosują ją wszyscy, czego efektem są potem politycy-echa, powtarzający te same tezy, wypowiadanie w taki sam sposób, z użyciem słów kluczy. Cel to nie tylko spójność przekazu, ale i zwiększenie jego siły – w myśl zasady, że twierdzenia wypowiedziane z wielu ust stają się tym prawdziwsze.

W „Pełzającej dyktaturze” Robert Górski i pozostali twórcy serialu wyraźnie wskazują, że w PiS mózgiem stojącym za powtarzanymi mediom oświadczeniami jest Adam Bielan. Jego „tubami”, obok szeregowych posłów, są natomiast marszałek Terlecki i rzeczniczka partii Beata „Złotousta” Mazurek, tworzący duet niemalże komediowy.

Mocno obrywa się również posłowi Dominikowi Tarczyńskiemu, który nie tylko reprezentuje bierność posłów w przeklepywaniu do mikrofonów wszystkiego, co partia prześle w przekazie dnia, ale również za jego „lans” na fotki z wakacji i futra. Oraz silne parcie na szkło i… cóż, wątpliwą kulturę osobistą (słynne „won” rzucone do dziennikarza „Newsweeka”).

W „Uchu” nierozgarnięci ministrowie i rozgarnięty Prezes

Ponieważ zaś w już 24. odcinku serialu Showmaxa tak bardzo skupiono się na obozie rządzącym (po małym „skoku w bok”, gdy bohaterami była głównie opozycja z PO i Nowoczesnej), jest „Pełzająca dyktatura” okazją do zastanowienia się, jak generalnie Górski i spółka nasz rząd i jego zaplecze widzą/portretują. I tu wnioski są dosyć proste: oprócz samego Prezesa, i kilku wyjątków, jak choćby Minister Wojny (który budzi grozę), mamy do czynienia z armią ludzi w najlepszym razie niekompetentnych, a w najgorszym głupich. No, dochodzi jeszcze opcja lizusa lub kogoś ślepo posłusznego ze strachu, ogólnie dominuje jednak IQ zdecydowanie poniżej poziomu średnio rozgarniętego przedszkolaka. Znamienna jest scena, gdy Terlecki, Mazurek, Bielan i Błaszczak ze zdziwieniem odkrywają, że oni w te wszystkie powtarzane przez siebie propagandowe brednie wierzą.

Tym ciekawiej wypada więc w porównaniu Prezes, który ani razu nie dał się w „Uchu…” poznać jako ktoś „nierozgarnięty”. Wręcz przeciwnie – rozgrywa on koncertowo zarówno przeciwników, jak i własnych ludzi, najchętniej napuszczając ich na siebie i podsycając konflikty. Czy to ocieplanie wizerunku Jarosława Kaczyńskiego? Rzekłbym, że wręcz przeciwnie. Bo z głupka można się śmiać, z „prostym” i poczciwym człowiekiem można sympatyzować, tymczasem Prezesem rządzi gniew, to on jest tu źródłem wszelkich przekazów dnia i strategii, to on najlepiej zasypia przy odgłosach kłócącej się opozycji i oznajmia, że nie można zrobić kroku w tył, niezależnie od ceny. W poprzednim odcinku przecież „poczuł krew” i dlatego musiał kogoś zdymisjonować, mimo iż pierwszy kandydat do „odstrzału” uszedł z głową, znaczy ze stołkiem.

Tak więc mimo że „Pełzająca dyktatura” tematycznie skupia się na obnażaniu mechanizmów kreowania propagandowych bredni, ten odcinek najbardziej daje do myślenia w kwestii oceny całego środowiska PiS. I tylko trzeba się zastanowić, czy lepiej by było, by obóz rządzący był straszny jak Minister Wojny, czy głupi jak cała reszta?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama