Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Kultura

Internet XIX w.

Kiedy nie szła mi praca, uciekałem do internetu.

Jak najlepiej pisać książki? Co pomaga, a co w tym przeszkadza? Ciągle się zastanawiam. I dlatego zawsze słucham, co na ten temat mówią pisarze. Nawet jeśli nie znam ich książek i tak jestem bardzo ciekawy, jak sobie radzą. Piszą rano, po południu czy wieczorem? Piórem, na maszynie do pisania (co ostatnio jest modne) czy na komputerze? W zeszycie, na serwetce, w Wordzie? W domu, w kawiarni, w pracowni? W garniturze, nago czy w kimonie?

Piszą mało i wolno (to mój przypadek) czy dużo i szybko (do tego bezskutecznie dążę)? Poprawiają kolejne wersje, czy raczej od razu tworzą gotowe dzieło?

Są zdyscyplinowani czy natchnieni, a może jedno i drugie? Kto jest ich pierwszym czytelnikiem? Przyjaciel, mąż/żona, kochanek/kochanka? Ile osób zobaczy ich książkę, zanim wyślą ją do wydawcy? A może nikomu nawet nie mówią, że piszą? Rodzina, przyjaciele i znajomi dowiadują się dopiero z księgarskiej witryny albo w ogóle. Interesuje mnie, co innym przeszkadza w pisaniu, żeby wiedzieć, czego samemu unikać.

Oczywiście czasem, kiedy pisarze w wywiadach narzekają, że wszyscy zawracają im głowę, prosząc o wywiady, zapraszając na festiwale i targi książki, nie zawsze jest pewne, czy chcą się poskarżyć czy pochwalić. Świetnie i bardzo szczerze opisał to turecki pisarz Orhan Pamuk w wywiadzie z Canem Dündarem z 1999 r., który znalazłem w poświęconym Pamukowi numerze pisma „L’Herne”.

Opowiada, jak co rano po odprowadzeniu córki do szkoły przychodzi do pracowni i wyłącza z kontaktu telefon stacjonarny, żeby nikt, a zwłaszcza żadni dziennikarze, nie zawracał mu głowy w tym najcenniejszym czasie, który poświęca wyłącznie na pisanie książki.

Ale już po paru godzinach, kiedy nie udało mu się nic napisać i jest coraz bardziej niezadowolony z siebie, bierze do ręki wtyczkę telefonu i wkłada z powrotem do kontaktu w nadziei, że może ktoś zadzwoni, najlepiej jakiś dziennikarz, który go skomplementuje.

Polityka 1.2018 (3142) z dnia 26.12.2017; Kultura; s. 131
Reklama