Co inspiruje Joannę Freszel

Uwielbiam przekraczać granice
Joanna Freszel, rocznik 1983, sopranistka
Leszek Zych/Polityka

Joanna Freszel, rocznik 1983, sopranistka

Polityka

Polityka

Była więc pani Hrabiną, ale też Zuzanną, tyle że nie u Mozarta.
U post-Mozarta, czyli we współczesnej operze „Rozwód Figara” Eleny Langer w poznańskim Teatrze Wielkim. Wskoczyłam do tej produkcji w ostatniej chwili, w nagłym zastępstwie. Miałam dwa tygodnie na rozczytanie 280 stron, po angielsku. To była wspaniała okazja do spotkania ze sławami, jak reżyser David Pountney czy sama kompozytorka.

Coraz częściej więc pojawia się pani w operze.
Chciałabym jeszcze częściej. Muszę co jakiś czas wracać, bo jeśli będę wykonywać wyłącznie muzykę współczesną, to z czasem powrót stanie się niemożliwy. A na to sobie nie pozwolę, bo zbyt kocham operę. Na niej się wychowałam i jest ona chyba najbliższa mojemu sercu. Kiedyś, gdy byłam w ferworze przygotowywania serii utworów współczesnych, dla psikusa dla samej siebie włączyłam arię „Ch’il bel sogno di Doretta” z „Jaskółki” Pucciniego w wykonaniu Kiri Te Kanawa. Znałam wcześniej tę arię i to wykonanie, więc nawet nie przypuszczałam, że w tym właśnie momencie wywrze ono na mnie takie olbrzymie wrażenie.

Tamtej nocy zdałam sobie sprawę, że chociaż mam cały stół zastawiony pięknymi współczesnymi partyturami, które wącham, głaszczę i tak się cieszę, że znam lub mogę poznać ich twórców – to wszystko poszło w tym momencie totalnie w niepamięć, bo muzyka operowa jest we mnie najgłębiej. To jest absolutne piękno. Przez wiele lat otwarcie mówiłam, że muzyka współczesna nie musi być piękna. Od belcanta czy baroku oczekuje się, że ma być piękny. Od muzyki nowej – nie, choć i w niej piękno się zdarza. Przebywanie wyłącznie w tym świecie jest dla mnie na dłuższą metę fatygujące. Ale z drugiej strony fascynujące, ponieważ jest to świat niezmiernie bogaty i różnorodny. Piszę właśnie doktorat o nowych środkach wykonawczych u wokalistów w dziełach ostatniego półwiecza.

Prowadzi pani również zajęcia z dziećmi.
Bardzo lubię dzieci, sama mam ośmioletniego Bartka i trzyletnią Zuzię. Bartuś wykazuje słuch muzyczny, ale ma inne zainteresowania. A z Zuzi chyba będzie bestia muzyczna, choć na razie woli ruch od wydawania dźwięku z siebie. Instynktownie reaguje ruchem na muzykę. Zobaczymy, co z tego będzie. Zawsze sprawiało mi frajdę zajmowanie się dziećmi. Będąc w liceum, podczas wakacji jeździłam jako fille au pair do Belgii i Francji. Potem przez pewien czas pracowałam w filii Domu Kultury Włochy. Teraz już nie nauczam systematycznie, ale organizuję warsztaty, także dla nauczycieli. Prowadziłam też koncerty w ramach Małej Warszawskiej Jesieni. Zdarzało mi się wpraszać na zajęcia do szkoły czy przedszkola synka; przy okazji mogłam podpatrzyć, jak dzieciaki się rozwijają i czym się interesują.

Jak można pogodzić ze sobą tyle muzycznych światów?
Ważne, by nie mieć takich samych wymagań w stosunku do wszystkich utworów, być otwartym na kompozytora, ale też na współwykonawców. Na pewno muzyka powinna inspirować i pobudzać wyobraźnię. Powinna też dawać przyjemność. A co kto uważa za przyjemność, to już indywidualna sprawa.

***

Joanna Freszel, rocznik 1983, sopranistka, absolwentka z wyróżnieniem, a obecnie doktorantka warszawskiego Uniwersytetu Muzycznego. Ukończyła też studia ochrony środowiska na SGGW. Laureatka wielu konkursów. Paszport POLITYKI otrzymała „za wszechstronność, kreatywność, precyzję, sceniczny wdzięk i swobodę śpiewania w najrozmaitszych stylach muzycznych”.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj