Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Kultura

Steve Buscemi ofiarą rosyjskiej cenzury. Za „Śmierć Stalina”

„Śmierć Stalina” „Śmierć Stalina” mat. pr.
Rosja uznała komedię „Śmierć Stalina” za atak na pamięć o jej bohaterach. Zakaz pokazywania filmu w kraju to pierwsza taka sytuacja w karierze Steve′a Buscemiego, jednego z bardziej charakterystycznych amerykańskich aktorów.

Buscemi gra w czarnej komedii „Śmierć Stalina” Nikitę Chruszczowa. Zagranie właśnie tego radzieckiego działacza partyjnego zawsze było jego marzeniem. „Kiedy zobaczyłem go w latach 60. w telewizorze, powiedziałem sobie, że dla niego zostanę aktorem” – żartuje, gdy mówi o filmie, który 27 kwietnia miał polską kinową premierę. I choć „Śmierć Stalina” zbiera na świecie najlepsze recenzje, to w Rosji nikt się nie śmieje. Mocarstwo najwyraźniej nie podziela tej fascynacji momentem w swojej historii, gdy Chruszczow razem z resztą Politbiura walczył o władzę tuż po śmierci Stalina.

Współczesna Rosja jest bowiem dużo wrażliwsza na punkcie własnej przeszłości niż Związek Radziecki. Choć kiedyś realizowane były komedie o II wojnie światowej i o rewolucji październikowej, teraz na akcept władzy zasługują tylko filmy nostalgiczne albo heroiczne. Z tego powodu wyświetlanie filmu z Buscemim zostało w styczniu w kraju zakazane po prywatnym pokazie dla przedstawicieli rosyjskiego ministerstwa kultury. Film określono wtedy jako nudny, odpychający i oczerniający pamięć obywateli, którzy zwalczyli faszyzm. Miała to być też próba obrazy symboli historycznych: sowieckiego hymnu i orderów. A Jelena Drapeko, przewodnicząca komisji kultury w rosyjskim parlamencie, mówiła w mediach, że nie widziała niczego równie obrzydliwego w swoim życiu. W filmie doszukała się także elementów ekstremistycznych.

Czytaj także: „Matylda”, film, który rozdrażnił Rosjan

Spacyfikowany pionier

Reżyser „Śmierci Stalina” Armando Iannucci (twórca politycznego serialu „Figurantka”) odpowiadał, że wszyscy Rosjanie, którym pokazywał film, mówili, że jest on śmieszny, ale i prawdziwy. Przez jakiś czas zakładał jeszcze, że uda się porozumieć z ministerstwem kultury i pewnie zmienił zdanie dopiero w momencie, gdy uzbrojony oddział policji zrobił nalot na offowe moskiewskie kino Pionier łamiące zakaz projekcji. Kolejne seanse już się nie odbyły.

Mimo że sytuacja nie uległa do teraz żadnej zmianie, to Steve Buscemi ma powody, by wierzyć, że nie funkcjonuje tam zakaz totalny. Aktor w jednym z amerykańskich wywiadów telewizyjnych opowiadał, że jego inny film na którymś z dużych festiwali skomplementował widz z Rosji. Buscemi podziękował za komplement i dodał ze zdziwieniem, że film nie był przecież jeszcze pokazywany. Widz poinformował go o projekcji w rosyjskiej telewizji. „Im w jakiś sposób udało się ukraść ten film i pokazać go przed premierą kinową. Bo Rosjanie, jak wiemy, mają swoje sposoby” – mówił Buscemi, który sam nigdy w Rosji nie był.

Czytaj także: 15 arcydzieł kinematografii rosyjskiej

Typ przyziemny

Postać Chruszczowa aktor zbudował z delikatnego, prawie niezauważalnego i inteligentnego dodawania mu ze sceny na scenę mocy sprawczej. Bo to Chruszczow niespodziewanie dla innych z Politbiura i dla samego siebie przejął po wewnętrznych rozgrywkach schedę po Stalinie. Działał, kierując się chęcią przetrwania i koniecznością zablokowania morderczych zapędów konkurenta na to stanowisko, szefa NKWD Ławrientija Berii.

Choć Buscemi nie jest do Chruszczowa podobny, to w porozumieniu z reżyserem zagrał go praktycznie bez charakteryzacji (w odróżnieniu od Gary′ego Oldmana, który potrzebował sześciu godzin dziennie, by zmienić się w Winstona Churchilla na planie realizowanego w podobnym czasie, również w Wielkiej Brytanii „Czasu mroku” Joe Wrighta).

Dla Buscemiego było ważne, że nie miał żadnych ograniczeń fizycznych i że nie musiał udawać rosyjskiego akcentu. Wyzwaniem był dla niego już sam scenariusz, gęstą siateczką łączący żarty sytuacyjne z daczy Stalina z nawiązaniami do tragicznych wydarzeń z historii Rosji. A Chruszczow był jedną z tych osób, z którą Stalin lubił ostro pożartować. W filmie Beria charakteryzuje go, mówiąc, że spędza życie, zmuszając ludzi do mówienia, a tego idioty nie jest w stanie zamknąć. To Simon Russell Beale, brytyjski aktor teatralny, gra Berię, a oprócz Buscemiego towarzyszą mu Michael Palin z Pythonów jako Wiaczesław Mołotow i Andrea Riseborough jako Swietłana Stalin. „Steve Buscemi jest skromnym, przyziemnym, zabawnym i przystępnym geniuszem” – mówiła o pracy z nim Riseborough. „Jest przeciwieństwem dupka. Na planie dużo z siebie daje i nie zabiera niczyjego czasu. Prawie że przeprasza, gdy przyjdzie mu do głowy jakiś pomysł” – dodał Iannucci.

Wdzięczny Tarantino

Pokorę zachował, choć jest przecież jednym z ludzi kultowych dla amerykańskiej kinematografii, jednym z aktywniejszych amerykańskich aktorów, który zagrał w ponad 150 filmach. O aktywności Buscemiego żartowano nawet w Hollywood w latach 90., gdy grał bardzo dużo i w tak ważnych dla popkultury projektach, że ówczesne produkcje zwiększyłyby szanse na dofinansowanie, zatrudniając go. Zapłaciłyby w ten sposób tzw. podatek Buscemiego.

Grał więc w filmach komercyjnych („Con Air – lot skazańców” z 1997 roku, „Armageddon” z 1998 roku) i w amerykańskich projektach niezależnych („Wściekłe psy” z 1992 roku czy „Fargo” z 1996 roku). Był bardzo wdzięczny, że we „Wściekłych psach” Quentin Tarantino w pierwszych minutach filmu umieścił nazwiska aktorów na ujęciach z ich twarzami. Dzięki temu i dzięki dużemu sukcesowi filmu stał się dużo lepiej rozpoznawalny. Ale już kilka lat później aktor miał problem z kojarzeniem jego osoby z rolą w megahicie: „Armageddonie” Michaela Baya. Buscemi grał tam astronautę Rockhounda i na plakatach znalazła się jego duża twarz z wyjaśnieniem, jakie są jego motywacje uczestniczenia w misji NASA: „Robi to dla pieniędzy”. Aktor poprosił, by plakatów nie rozwieszano na przystankach w okolicy jego domu w Nowym Jorku, bo nie chciał się z tego tłumaczyć własnemu małemu dziecku.

Udawany atak serca

Buscemi regularnie obsadzany był też jako typ odpychający i niespecjalnie zrównoważony, jako psychopata i kryminalista. Nie uważa jednak swoich bohaterów za nieudaczników. Uważa, że mają problemy i żeby żyć po swojemu, muszą o to zawalczyć. Bardzo często był też przez scenarzystów zabijany (na YouTube jest kompilacja „The Many Deaths of Steve Buscemi”). Uwaga na spoilery: choć w „Fargo” braci Coen skończył, zmielony w rębaku do drewna, to dla Buscemiego najobrzydliwsza była śmierć w „Opowieściach z krypty”, odcinku serialu z 1989 roku. Ciało jego bohatera zostało oblane żrącą substancją i gniło w przyspieszonym tempie. To nie wszystko, został w „Opowieściach” również wielokrotnie postrzelony. Buscemiego ubrano więc w sztuczny kostium imitujący zgniliznę, by potem odpalić przyczepione do niego kilkanaście małych ładunków wybuchowych. „Te rzeczy trochę parzą!” – komentował.

Jego bohaterowie umierali tak często, że Buscemi, przeglądając scenariusze, sprawdzał, do kiedy dotrwa. „Myślę, że reżyserzy kochają patrzeć, jak umieram” – mówił w amerykańskiej telewizji. W pewnym momencie zastanawiał się nawet nad nieprzyjmowaniem kończących się krzyżykiem propozycji. Śmierć, która najbardziej go zabolała? „Atak serca w »Big Lebowskim«. Przepraszam, jeżeli komuś to zaspoilerowałem. Mój bohater jest takim miłym facetem, że myślałem, że nie ma szansy, by scenarzyści go zabili. Potem przeczytałem fragment o zawale i przekląłem” – mówił niedawno.

Ramię do wypłakania w barze

Choć trudno to połączyć ze specjalizacją aktorską od przekonującego umierania, to Buscemi zaczynał od standupu. W latach 70., po kilku pierwszych latach dorosłości spędzonych na depresyjnym bumelowaniu na wschodzie Nowego Jorku, zaczął występować z Gilbertem Gottfriedem i Jerrym Seinfeldem. Na scenie zapowiadał go inny legendarny teraz komik, Larry David. Ale Buscemi, jak sam twierdzi, w żartowaniu nigdy nie był zbyt dobry. Nie chce również wypowiadać się wprost na tematy polityczne. Kiedy pracował nad „Śmiercią Stalina” w Wielkiej Brytanii, to reżyser wiązał film z niedawaniem przez Trumpa czy Putina przeciwnikom politycznym prawa do odrębnego zdania. Jeśli Stalin nazywał ich wrogami ludzi, to współcześni politycy będą mówić o kłamcach i postawach niepatriotycznych. W trakcie zdjęć w Wielkiej Brytanii państwo przeprowadziło referendum wskazujące na konieczność przeprowadzenia brexitu. Te wydarzenia też miały wpływ na nastroje panujące na planie. Buscemi pamięta, że ludzie płakali przy nim tego dnia wieczorem w barze.

Ale on nie chce „Śmierci Stalina”, satyry na Związek Radziecki, łączyć bezpośrednio ze współczesną polityką. Zauważa jednak, że premierę film ma w interesującym momencie. Bo dobrze przypomnieć widzom, co władza może zrobić z niektórymi ludźmi i że należy być ostrożnym, bo jakaś wersja wydarzeń z przeszłości może się jeszcze wydarzyć kolejnemu Chruszczowowi.

Reklama

Czytaj także

Kultura

Franciszek Pieczka, siła spokoju. „Trzeba mówić więcej dobrych słów”

Zmarł Franciszek Pieczka, jeden z najbardziej szanowanych polskich aktorów. W plebiscycie POLITYKI uznano go za jednego z najwybitniejszych powojennych artystów.

Janusz Wróblewski
27.09.2022
Reklama