„Polityka”. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

SUBSKRYBUJ
Kultura

Ciemna strona gwiazdy

Filmowa biografia Whitney Houston

Jej olbrzymia skala (pięć oktaw), piękne brzmienie i potężna siła głosu porywały publiczność. Jej olbrzymia skala (pięć oktaw), piękne brzmienie i potężna siła głosu porywały publiczność. Simone Cecchetti/Corbis / Getty Images
Odsłaniając rodzinne tajemnice, Kevin Macdonald w nowym dokumencie przybliża rozwiązanie zagadki przedwczesnej śmierci Whitney Houston.
Reżyser Kevin Macdonald wraz z ekipą pracującą przy dokumencie o Whitney Houston, Cannes, maj 2017 r.Stephane Mahe/Reuters/Forum Reżyser Kevin Macdonald wraz z ekipą pracującą przy dokumencie o Whitney Houston, Cannes, maj 2017 r.

Artykuł w wersji audio

Whitney Houston uważała, że na muzycznej scenie najwięcej łączy ją z Michaelem Jacksonem, który też u szczytu sławy stracił kontrolę nad swoim życiem. Podobnie jak on pochodziła z muzycznej rodziny i tak samo jak on z niezrozumiałych względów nie akceptowała siebie. Będąc piękną kobietą z urodą top modelki (magazyn „People” regularnie umieszczał ją w czołówce najpiękniejszych ludzi świata), w niemal każdym wywiadzie uporczywie podkreślała, że czuje się niekomfortowo w swojej skórze.

Mogła się pochwalić imponującą liczbą ponad 200 mln albumów sprzedanych na całym świecie, a także statusem pierwszej kobiety, która zadebiutowała na szczycie listy Billboard 200 i jedynej w historii, której siedem kolejnych singli pojawiło się na pierwszym miejscu zestawienia Billboard Hot 100. Olbrzymia skala (pięć oktaw), piękne brzmienie i potężna siła głosu porywały publiczność. Nazywano ją „The Voice”. Była idolką czasów MTV, symbolem amerykańskiego konsumeryzmu lat 80., przykładem dla milionów kobiet i wzorem patriotyzmu. Goszczono ją na przyjęciach w Białym Domu, witała na specjalnym koncercie żołnierzy amerykańskich powracających z Zatoki Perskiej. Inspirowała kolejne słynne wokalistki: od Alicii Keys, Mariah Carey, Christiny Aguilery po Beyoncé.

Kokaina od 16 roku życia

W tle nieprawdopodobnego pasma sukcesów toczyła się inna historia. Pod koniec krótkiego, 48-letniego, życia Houston wspomagała się sterydami, przez które szybko tyła, traciła głos, praktycznie przestała występować. Odkąd w telewizyjnym wywiadzie dla stacji ABC, udzielonym Diane Sawyer w 2002 r., publicznie przyznała się, że kokaina jest jej ulubioną używką i że właściwie narkotyki stały się jej codziennością, bulwarówki rozpisywały się o uzależnieniu i pędzie ku samozniszczeniu. Zmarła 11 lutego 2012 r. na skutek utonięcia w hotelowej wannie, sekcja zwłok wykazała pokaźne ślady antydepresantów, marihuany i kokainy we krwi.

Z filmu „Whitney” Kevina Macdonalda (autora wielu znakomitych, nagradzanych obrazów – „Ostatni król Szkocji”, „Jeden dzień we wrześniu”, „Marley”), który w równie dociekliwy sposób co „Amy” Asifa Kapadii drąży biografię artystki, wynika, że narkotyki oraz inne używki nie pojawiły się w życiu piosenkarki przypadkowo ani dopiero pod koniec jej życia, gdy przestawała sobie radzić z narastającą presją. Smak kokainy poznała w wieku 16 lat. Tam, gdzie się wychowała, w getcie w Newark, wszyscy jej rówieśnicy palili trawkę. Zdumiewające jest i to, że jej dilerem (na całe życie) został starszy przyrodni brat Gary, bo – jak rozbrajająco tłumaczy na ekranie – przynajmniej panował nad sytuacją i mógł kontrolować siostrę. Gary był koszykarzem, został przyłapany na dopingu, a dyskwalifikację próbował przeczekać, śpiewając w chórku Whitney.

Jej matka Cissy, znana wokalistka, zanim zdecydowała się na solową karierę, współpracowała m.in. z Elvisem Presleyem, Vanem Morrisonem, Dionne Warwick, a także królową soulu Arethą Franklin, córką kaznodziei i obrońcy praw człowieka (została matką chrzestną Whitney). Od wczesnego dzieciństwa Whitney mocno trenowana przez Cissy podążała jej tropem. Już jako pięciolatka wykonywała w kościele pieśni gospel. W szkole, zbyt grzeczna, paradując w białych bluzeczkach i plisowanych spódniczkach, nie była specjalnie lubiana, zawsze jednak świetnie sobie radziła na scenie, niekiedy z powodzeniem zastępując nawet mamę. W 13. roku życia nabrała pewności, że chce się zawodowo związać z show-biznesem. „Idź tam, gdzie najbardziej na tym skorzystasz” – radziła Cissy, choć to jej dożywotnio miał przysługiwać status największej gwiazdy w rodzinie. Matka była zazdrosna o karierę i sukcesy, ale poświęciła córce wiele uwagi i wielokrotnie ratowała ją z opresji. W chwilach zwątpienia zapewniała, że Bóg ją wybrał. Kościół baptystów, z którym wszyscy naokoło byli głęboko związani, traktowała niczym drugi dom. Whitney myślała, że żyje w najszczęśliwszej rodzinie pod słońcem. Wiadomość o ukrywanym romansie matki z pastorem wywołała w nastolatce wstrząs. W jednej chwili rozpadł jej się świat, w który z całych sił wierzyła.

Ojciec, pierwszy afroamerykański burmistrz Newark, gdy była mała, wymyślił dla niej przezwisko Nippy – od postaci z kreskówki, która wiecznie pakowała się w kłopoty. Był chorobliwie zazdrosny, więc rozwód okazał się dla bliskich koszmarem. W przeciwieństwie do córki uwielbiał też władzę i pieniądze, co później, gdy został jej menedżerem, bezwzględnie wykorzystał. W dokumencie Macdonalda padają zarzuty, że notorycznie okradał córkę, a wycieńczający spór o rzekomo należną mu gażę po podpisaniu przez Whitney z wytwórnią płytową Arista bezprecedensowego kontraktu o wartości 100 mln dol. (nigdy wcześniej żadnej czarnoskórej artystce nie oferowano takiej sumy) skończył się walką w sądzie.

Toksyczne małżeństwo zakończone rozwodem

Małżeństwo Whitney właściwie od początku zapowiadało katastrofę. Nadeszła jednak szybciej, niż się spodziewali najwięksi jego przeciwnicy, w tym matka piosenkarki. Wcześniej łączono ją z Eddiem Murphym, Prince’em, Robertem DeNiro, fascynował się nią Kevin Costner, ale wybrała młodszego o pięć lat Bobby’ego Browna, wokalistę R&B, wielokrotnie notowanego przez policję za narkotyki i bijatyki. Chorego na ADHD i chorobę dwubiegunową. Ojca dwójki dzieci z dwiema kobietami (trzecie urodziło mu się niemal w tym samym czasie, gdy brał ślub z Houston).

Sławna i bogata żona wpędzała Bobby’ego w kompleksy. Nie umiał stać w cieniu, nienawidził, gdy nazywano go panem Houston. Wychowana w konserwatywnym domu i żeńskiej szkole Whitney zupełnie nie była przygotowana na oparty na rywalizacji, brutalny związek, w którym dość szybko pojawiła się fizyczna i psychiczna przemoc, zdrady, upokorzenia, granicząca z obłędem potrzeba dominacji przez owładniętego paranoiczną zazdrością mężczyznę, nie mówiąc o alkoholu i narkotykach. Przez 15 lat małżeństwa, zakończonego rozwodem na kilka lat przed śmiercią, Whitney żyła nieustannie w toksycznym związku z rosnącym poczuciem winy. Bez mrugnięcia okiem spłacała astronomiczne długi zaciągane przez męża. Chcąc ratować sytuację, zgodziła się na upokarzający występ w wymyślonym przez niego, narcystycznym reality show „Być jak Bobby Brown”, w którym posłusznie grała rolę potulnej wykonawczyni jego poleceń i znosiła obraźliwe, maczystowskie odzywki w stylu „rusz tyłek”. Po powrocie z terapii odwykowej, na pytanie dziennikarki w telewizyjnym show, co jest jej największym wrogiem, odpowiadała, że ona sama.

W zadziwiający sposób przypominało to destrukcyjne relacje miłosne Amy Winehouse i Blake’a Fielder-Civila, Rihanny i Chrisa Browna czy Tiny Turner i Ike’a Turnera. – Rozmawiałem z Bobbym wielokrotnie. Za każdym razem zdumiewała mnie jego niedojrzałość. Miałem wrażenie, że patrzę na dziecko, które mówi tylko o sobie i nigdy nie dorosło, by wziąć za cokolwiek odpowiedzialność – ocenia reżyser.

Zaburzone poczucie bezpieczeństwa, lęk i wstyd potęgowała dość tajemnicza, prawdopodobnie nie do końca bezinteresowna przyjaźń artystki z jej osobistą asystentką Robin Crawford. Według niektórych źródeł to właśnie ona była powierniczką domowych sekretów i dzięki niej Whitney Houston udawało się odzyskiwać kruchą równowagę. W filmie Kevina Macdonalda – bezskutecznie namawiana przez reżysera przez osiem miesięcy – Robin jednak się nie wypowiada. Z materiałów prasowych wynika, że wciąż jest zajęta pisaniem własnej wersji wspomnień. Udzieliła za to krótkiego wywiadu twórcom innego dokumentu „Can I Be Me” Nicka Broomfielda, realizowanego równolegle z „Whitney”, w którym z kolei nie wypowiada się nikt z rodziny Houston (premiery obu zaplanowano w odstępie miesiąca). W filmach potwierdziły się rozsiewane od dawna plotki o „płynnej”, jak twierdzi Macdonald, tożsamości seksualnej gwiazdy w związku z utrzymującą się blisko 20 lat bliską znajomością obu pań.

Długo skrywana tajemnica

Za zgodą członków rodziny Houston szkocki reżyser odbył z nimi coś w rodzaju rodzinnej psychoterapii. Po miesiącach przesłuchań, w których wzięło udział ponad 70 osób (w filmie wypowiada się ok. 40), zdał sobie sprawę, że większość z nich milczy na ważne tematy albo go oszukuje. – 95 proc. archiwalnych wywiadów Whitney też nie mówiło o niej prawdy. Były sztuczne i nieciekawe. Ona grała w nich kogoś, kim w rzeczywistości nie była. Miała kłopot z wyrażaniem siebie. Tylko na scenie czuła się autentyczna. Jej nieprawdopodobny głos mówił o niej najwięcej. To był jedyny wehikuł umożliwiający dostęp do jej emocji – twierdzi Macdonald.

Dopiero mniej więcej w połowie produkcji niespodziewane wyznanie Pat, menedżerki Whitney, prywatnie żony przyrodniego brata Whitney Gary’ego, doprowadziło do przełomu. Kobieta ujawniła skrywaną przez 26 lat tajemnicę, że piosenkarka jako małe dziecko była molestowana seksualnie. Jej wyznanie potwierdziło potem jeszcze kilkoro krewnych, w tym Gary, który przyznał, że również był molestowany przez tę samą osobę. To on – mimo rozlicznych wątpliwości – zdradził nazwisko sprawczyni, uznając, że w czasach #MeToo nie można tego dłużej ukrywać. Okazała się nią Dee Dee Warwick, siostrzenica matki Whitney, która karierę piosenkarki soul i gospel robiła w latach 60. i wczesnych 70. Później pozostawała w cieniu swojej siostry Dionne Warwick. Zmagała się z uzależnieniem od narkotyków. Zmarła w domu opieki w 2008 r. w wieku 63 lat. „Jeżeli chcesz opowiedzieć historię Whitney Houston i jakoś ją zrozumieć, musisz to wyrzucić z siebie – wyjaśnia Pat. – Wszyscy wiedzieli, że była silnie uzależniona od narkotyków, nikt nie zastanawiał się jednak, dlaczego nie starczało jej woli, by walczyć o siebie”.

Rodzina Houston autoryzowała film, choć Macdonald miał zagwarantowane prawo do ostatecznej wersji montażowej. Być może przeważyły argumenty, że nie należy dalej brnąć w fałszowanie biografii gwiazdy, której poświęcono już kilka lukrowanych, całkowicie chybionych produkcji, m.in. serial oraz telewizyjną fabułę „Whitney”, wyreżyserowaną przez Angelę Basset z supermodelką Yayą DaCosta w roli głównej.

Początkowo nie byłem przekonany, czy w ogóle chcę się w taką podróż angażować. Potem, gdy wszedłem w skórę dziennikarza śledczego, frustrację zastąpiła euforia – wspomina Macdonald, dodając, że dla Whitney miał dużo współczucia. – Niosąc w sobie tak wielki ładunek autodestrukcji, zrażała otoczenie. Lubiłem ją. Było mi jej po ludzku żal. Chcąc jednak lepiej ją poznać, wsłuchiwałem się w jej brzmienie. Nie jestem fanem popu, jej muzyka w przeciwieństwie do reggae Boba Marleya, któremu poświęciłem jeden ze swoich wcześniejszych filmów, nie wyrażała żadnych idei politycznych. Ale głos Whitney Houston ma ostrość, wielką energię, niesie tajemnicę, zapowiedź tragedii, niespełnioną nadzieję. To wszystko, czym było jej życie.

Polityka 26.2018 (3166) z dnia 26.06.2018; Kultura; s. 76
Oryginalny tytuł tekstu: "Ciemna strona gwiazdy"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Układ się rozpada. Spowiedź byłego doradcy Morawieckiego

Tomasz Krawczyk, były doradca Lecha Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego, o nadziejach i złudzeniach ludzi PiS.

Rafał Kalukin
03.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną