Kultura

Pozłacana era

Kolejny serialowy sezon przed nami

„Nielegalni” – opowieść o elitarnej komórce polskiego wywiadu. „Nielegalni” – opowieść o elitarnej komórce polskiego wywiadu. Piotr Litwic/Canal+
W nowym sezonie telewizyjnym prawie wszystkiego będzie więcej: kanałów, platform, seriali. Mniej tylko zaskoczeń. Choć liczymy, jak chyba nigdy przedtem, na polskie pomysły.
„Ślepnąc od świateł” – opowieść o tygodniu z życia warszawskiego dilera narkotyków.HBO „Ślepnąc od świateł” – opowieść o tygodniu z życia warszawskiego dilera narkotyków.
2 września ruszą 13-odcinkowe „Drogi wolności”. Zrealizowana z okazji 100-lecia niepodległości historia o krakowskiej rodzinie Biernackich, trzech młodych siostrach, które zakładają tygodnik „Iskra”.AGENCJA SE/EAST NEWS 2 września ruszą 13-odcinkowe „Drogi wolności”. Zrealizowana z okazji 100-lecia niepodległości historia o krakowskiej rodzinie Biernackich, trzech młodych siostrach, które zakładają tygodnik „Iskra”.

Wystąpienia Johna Landgrafa, szefa stacji FX, wygłaszane tradycyjne podczas sierpniowej TCA Press Tour, prezentacji jesiennych nowości, brzmią z roku na rok coraz bardziej kasandrycznie. Syn pastora, a z wykształcenia antropolog, swoimi analizami rynkowych trendów zapracował w branży na miano „burmistrza telewizji”. Co roku zlicza anglojęzyczne premiery emitowane przez amerykańskich nadawców. W 2009 r. było ich 211, a w ubiegłym roku – już 487. Jeszcze trzy lata temu Landgraf głosił tezę, że tendencja zwyżkowa się zatrzyma. Przekonywał, że zbyt duży wybór jest dla widza tak samo frustrujący jak wybór zbyt ograniczony. Nawet jeśli wybierzemy serial, który nam się podoba, to i tak silniejsze będzie poczucie straty – bo oglądając go, nie oglądamy w tym samym czasie wielu innych, równie dobrych albo lepszych. Rozmywa się kanon, bo nawet krytycy nie są w stanie oglądać wszystkiego. Nawet bliscy sobie ludzie nie oglądają już tego samego, tracą więc ważną platformę do rozmowy itd.

Landgraf ukuł termin „Peak TV” – po osiągnięciu tegoż szczytu liczba nowych programów miała zacząć spadać. Pokusił się nawet o wyznaczenie optymalnej liczby produkcji – miała spaść z ówczesnych, „frustrujących” ponad 400 nowości do mających zapewniać satysfakcję z wyboru 250 czy 300. Ale w tym roku nowych produkcji po angielsku – tylko na amerykańskim rynku – będzie już ponad 520. Do tego trzeba dodać kolejne sezony produkcji debiutujących w poprzednich latach oraz serialowy import.

To skłoniło „burmistrza telewizji” do stworzenia nowej teorii. „Złota era telewizji stała się wiekiem pozłacanym” – ogłosił. Telewizja jakościowa, z poziomem wyznaczonym przez produkcje HBO z przełomu XX i XXI w., z „Rodziną Soprano” i „Prawem ulicy” na czele, jest dziś w kryzysie. Nastąpił serialowy odpowiednik przemysłowego przyspieszenia, jakie w Ameryce miało miejsce po wojnie secesyjnej do końca XIX w. A winą za umasowienie biznesu serialowego szef stacji FX obarcza platformy internetowe.

Z platformy hurtem

W tym roku sam Netflix zamierza wydać 8 mld dol. na własne produkcje, których liczba ma do końca 2018 r. dobić do 700 (filmów, seriali, show). Wśród nich będzie m.in. pierwsza polska produkcja platformy – rozgrywający się w Warszawie political fiction „1983” ze scenariuszem Joshuy Longa, Amerykanina mieszkającego od kilku lat w Polsce, i w reżyserii m.in. Agnieszki Holland. Jest rok 2003, ale ład zimnowojenny ma się dobrze, żelazna kurtyna nigdy nie opadła, w Polsce panuje nowoczesna wersja komunizmu. W tej rzeczywistości młody prawnik (Maciej Musiał) i skompromitowany oficer śledczy (Robert Więckiewicz) odkrywają międzynarodowy spisek sięgający korzeniami do tytułowego roku 1983. Pomoc znajdą m.in. w „Małym Sajgonie”, wietnamskiej enklawie i szarej strefie po prawej stronie Wisły. Ciekawie zapowiada się też wrześniowa nowość „Wariat” („Maniac”), remake norweskiej serialowej psychodelicznej komedii o dwojgu nieznajomych, których połączył nie do końca udany test leków. W rolach głównych Emma Stone i Jonah Hill (para z filmu „Supersamiec”).

Kolejna platforma, Amazon Prime Video, zapowiada wydanie w najbliższym czasie 4,5 mld dol. na produkcje, a repertuar zmienia z niskobudżetowych, ale intelektualnie stymulujących seriali (jak choćby „Transparent”) na blockbustery w odcinkach. Kupił prawa do serialowej wersji „Władcy Pierścieni” (za 250 mln dol.) i zapowiada najdroższą produkcję w historii telewizji, która ma przejąć widzów osieroconych po przyszłorocznym finale „Gry o tron”. Ciekawiej zapowiada się – premiera już w październiku – nowa produkcja twórcy „Mad Menów” Matthew Weinera, z budżetem 50 mln dol. oraz zdjęciami kręconymi na trzech kontynentach i w siedmiu krajach. „The Romanoffs” ma być cotygodniową antologią opowiadającą osiem oddzielnych, rozgrywających się współcześnie, historii o ludziach, którzy wierzą, że są potomkami rosyjskiej rodziny carskiej. „Dla mnie to opowieść o tym, że wszyscy kwestionujemy to, kim jesteśmy i kim twierdzimy, że jesteśmy” – tłumaczył Weiner „Variety”. W obsadzie obok gwiazd „Mad Menów” znajdują się m.in. Isabelle Huppert, Aaron Eckhart czy Diane Lane. W innej jesiennej premierze Amazona, kryminale „Homecoming”, swój serialowy chrzest przejdzie Julia Roberts. Jest duża szansa, że te nowości zobaczymy szybko także w Polsce. Platforma jest u nas obecna od dwóch lat, kilka dni temu wreszcie spolszczyła stronę internetową i aplikację. Przybywa seriali z polskimi napisami, choć opłat wciąż można dokonywać tylko w dolarach i euro.

Także trzeci gigant internetowej rozrywki, platforma Hulu, rośnie w siłę. Płynąc na fali sukcesu „Opowieści podręcznej” (otrzymała za nią, jako pierwsza platforma streamingowa w historii, nagrodę Emmy w kategorii najlepszy serial dramatyczny), ma zamiar wydać w tym roku 2,5 mld dol. na oryginalne treści. A do gry dołącza jeszcze megakoncern Apple, na razie ze skromnym miliardem dolarów. Plotki mówią, że płaci milion dolarów za odcinek swojego pierwszego serialu, z Jennifer Aniston i Reese Witherspoon w obsadzie.

Kłopot wędkarza

Krytycy telewizyjni nie są w swoich ocenach tak radykalni, jak szef X. Emily Nussbaum z „New Yorkera” półżartem pisała o „Karmelowej Epoce”, erze seriali „idealnych do oglądania ciurkiem, zróżnicowanych, pozwalających na równi celebrować komedię, melodramat i różne gatunki”. Ale trudno nie zauważać niepokojących zjawisk. Morderczej konkurencji o czas widza, drenażu talentów, rosnącej liczby podobnych do siebie nijakich seriali.

Dysponujący największymi środkami Netflix podkupuje najlepszych twórców stacjom, które przez lata w nich inwestowały, potem zawiera z nimi umowy od razu na kilka produkcji. Z Shondą Rhimes (przez lata związaną z ABC, twórczynią m.in. „Chirurgów” i „Skandalu”) podpisał wieloletnią umowę, ponoć na dziewięciocyfrową sumę. Charliego Brookera podkupił od razu na kilka sezonów hitowego „Czarnego lustra” (realizowanego dotąd przez brytyjski Channel 4). Od FX przejął Ryana Murphy’ego (antologie „American Horror Story”, „Pose”, „American Crime Story” i „Feud” – wszystkie kontynuowane) też od razu na kilka projektów. „To trochę tak, jakbyśmy wędkowali ramię w ramię z naszym sąsiadem, Caseyem Bloysem [dyrektor programowy HBO – red.] w krystalicznie czystym strumyku, jak w »Rzece życia«. A wtedy wpadłby ktoś z torbą pełną granatów, wyciągnął zawleczki, wrzucił je do wody, zgarnął wszystkie ryby i powiedział: Jesteśmy lepszymi rybakami od was!” – tłumaczył obrazowo Landgraf.

Ale konkurencja platform wymusza zmiany także u „wędkarzy”. W stacji HBO, niedawno kupionej przez koncern Time Warner, a potem wraz z nim przejętej przez korporację AT&T, stojący na czele nowej firmy Warner Media John Stankey zapowiada zmiany i ostrą walkę z Netflixem (przy okazji – zarządzaną przez Landgrafa FX niedawno kupił koncern Disneya). Na razie HBO stawia na różnorodność – ogłosiła, że 57 proc. reżyserów w sezonie 2017/18 to białe i kolorowe kobiety oraz kolorowi mężczyźni (trzy lata temu zaledwie 23 proc. to nie byli biali mężczyźni). W przyszłym roku podobne zmiany nastąpią w pionie scenariopisarskim. Ale pierwsze jaskółki już widać – największymi hitami HBO są ostatnio seriale ze skomplikowanymi kobiecymi bohaterkami w rolach głównych („Wielkie kłamstewka”, „Ostre przedmioty”). Jesienią dołączy do nich „Genialna przyjaciółka”, adaptacja bestsellerowej tetralogii Elleny Ferrante (premiera na festiwalu w Wenecji). A w planach jest też m.in. serial o Katarzynie Wielkiej z Helen Mirren. Do tego kontynuacja adaptacji powieści, w tym jesienna premiera „Ślepnąc od świateł” według Jakuba Żulczyka w reż. Krzysztofa Skoniecznego („Hardkor Disko”) – wizualnie wysmakowana opowieść o tygodniu z życia warszawskiego dilera kokainy. W obsadzie m.in. Jan Frycz i Cezary Pazura. We wrześniu HBO pokaże kupioną od Showtime’a gorzką komedię „Kidding” z Jimem Carreyem w roli pogodnego prezentera programu dla dzieci, któremu wali się świat i musi sprawdzić na sobie siłę powtarzanych dzieciom fraz: „wszyscy macie w sobie światłość” albo „uśmiech to najpiękniejszy podarunek”. Reżyseruje twórca „Zakochanego bez pamięci” Michel Gondry.

Polski Canal+ jesienią pokaże „Nielegalnych”, adaptację popularnej tetralogii szpiegowskiej Vincenta V. Severskiego, z Grzegorzem Damięckim w roli szefa elitarnej komórki polskiego wywiadu. Akcja ma międzynarodowy rozmach, zdjęcia powstawały m.in. na Białorusi, w Turcji i w Szwecji. A o widzów kończącego się w przyszłym roku świetnego serialu szpiegowskiego „Homeland” i zakończonego w tym roku równie dobrego, zimnowojennego „Zawód: Amerykanin” walczą dziś wszyscy. Netflix pokazuje izraelską „Faudę”, Fox „Deep State”, polski Showmax pokazuje amerykańską, serialową wersję „Trzech dni Kondora”. Zaś Amazon w roli swojej pierwszej megaprodukcji obsadził serial „Tom Clancy’s Jack Ryan”, nową odsłonę przygód analityka CIA, który staje się superszpiegiem, ze współczesną geopolityką w tle.

Narracja wyczerpania

John Landgraf mówi nie tylko o nadmiarze seriali, ale – szerzej – o nadmiarze opowieści. Przywołuje artykuł filmowca i scenarzysty Paula Schradera z „Guardiana”, w którym pisał o zjawisku wyczerpania narracyjnego. W czasach nadprodukcji i zajadłej konkurencji między nadawcami praktycznie niemożliwe jest zaskoczenie publiczności czymś, co wydaje się naprawdę nowe, świeże, bo wszystko w jakiejś formie, tu lub tam, już widzieliśmy. Coraz więcej seriali przypomina inne seriale. Przybywa też remake’ów, rebootów, spin-offów czy reaktywacji, czyli rożnych form żerowania na czyimś sukcesie, odgrzewania starych, kiedyś dobrych, kotletów. Już we wrześniu dowiemy się, jak sobie poradzi w nowych czasach „Murphy Brown”, genialny sitcom (10 sezonów, 1988–98), który wskrzesza CBS. A w planach jest też powrót na naszą planetę włochatego kosmity ALF-a. Na małe ekrany powróci Sabrina, nastoletnia czarownica (Netflix), The CW znów zabierze nas do słynącego z lądowań UFO miasteczka Roswell itd.

Także w Polsce szykuje się serialowy come back. TVN, od niedawna część międzynarodowej grupy medialnej Discovery, pracuje nad nowymi (po 11 latach) odcinkami „Odwróconych”. Inspiracją jest „młody Pruszków” (jeszcze bardziej brutalny niż „stary” – reklamuje produkcję dyrektor Miszczak), a głównymi bohaterami będą dzieci starych bohaterów, Blachy i Sikory (do swoich ról wrócą Robert Więckiewicz i Artur Żmijewski).

Innym dowodem na kryzys narracji, ale też elastyczność rynku telewizyjnego, jest długość seriali. Jeszcze niedawno sezon musiał liczyć 13 odcinków (stacje premium) lub około 22 odcinki (stacje naziemne), puszczanych co tydzień. Platformy internetowe skróciły go do 10 odcinków wpuszczanych jednego dnia. Ale Netflix ostatnio spotkał się z krytyką, że jego seriale są sztucznie „watowane”, rozpychane, w odpowiedzi obiecał serie krótsze, za to treściwsze. Taka jest obecnie tendencja. „Ostre przedmioty” mają 8 odcinków, „Patrick Melrose” – 5, „Ślepnąc od świateł” – 8 (wszystko HBO), „1983” Netflixa – 6 odcinków, „Rojst” Showmaxa – 5. Zapowiadana na jesień nowość AXN, kręcone w Górach Sowich „Znaki” (połączenie kryminału z elementami mystery i thrillera obyczajowego, z Andrzejem Konopką w roli komisarza Treli) zamkną się w 8 odcinkach.

Tą drogą podąża też w tym sezonie TVN, stawiający coraz mocniej na swój serwis VOD. Zamiast jednego 13-odcinkowego kryminału pokaże dwa: 6-odcinkową „Pułapkę” w reż. Łukasza Palkowskiego (start 9 września), a po niej (od 21 października) 8-odcinkowy „Pod powierzchnią” w reż. Borysa Lankosza. W pierwszym Agata Kulesza jako pisarka kryminałów szukająca inspiracji do nowej książki trafia na intrygującą sprawę dotyczącą nastoletniej dziewczyny (w obsadzie m.in. Joanna Kulig i Kinga Preis). Drugi zaś to osadzona w Płocku historia „o skrywanych tajemnicach i ukrytych emocjach”, które połączą małżeństwo (Magdalena Boczarska i Bartłomiej Topa) oraz ojca i zbuntowaną nastolatkę (Łukasz Simlat i Maria Kowalska). Nieprzypadkowo w serialach coraz częściej pojawiają się wątki nastolatków – stacje walczą o młodszych widzów, starając się zahamować proces starzenia się telewizyjnej widowni, a wraz z nim ucieczkę reklamodawców.

Polski kanon po litewsku

A uciekają nie tylko młodzi. Według opublikowanego właśnie raportu MullenLowe MediaHub „w ostatnich trzech latach widzowie nie byli łaskawi dla producentów i gwiazd popularnych seriali telewizyjnych. Od 2015 r. ich oglądalność spadła nawet o kilkadziesiąt procent”. Liderem spadku jest emitowany od 1997 r. na antenie TVP2 serial medyczny „Na sygnale” ze stratą niemal połowy widowni. Od „Klanu” (TVP1, od 21 lat na antenie) odeszło 41 proc. widzów, choć w ostatnim roku zanotował wzrost widowni o 11 proc. w stosunku do poprzedniego roku. Z polsatowską „Pierwszą miłością” pożegnało się 37 proc. widzów. „Świat według Kiepskich” (Polsat) stracił 36 proc., „Ojciec Mateusz” (TVP1) – 33 proc., „Na dobre i na złe” (TVP2) – 30 proc. itd.

Telewizje rozwijają swoje platformy VOD, a platformy konkurują z telewizjami, np. Showmax wypuścił swój sztandarowy serial, kryminał osadzony w 1984 r., „Rojst” już 19 sierpnia, by zdążyć przed startem jesiennej ramówki TVN, bo to o widzów tej stacji – wielkomiejskich i nowoczesnych – walczy. Premiery coraz częściej nie są poprzedzane akcją promocyjną, pojawiają się znienacka, rynek telewizyjny zaczyna przypominać muzyczny. A konkurentów tylko przybywa. W październiku BBC HD przekształca się w BBC First, dla polskiego widza oznacza to jeszcze więcej świetnych brytyjskich seriali z portfolio BBC Studios.

W czasie gdy inni nadawcy głowią się, jak przetrwać na coraz trudniejszym i ciaśniejszym telewizyjnym rynku, prezes telewizji publicznej podaje rozwiązanie. Obok kroplówki z budżetu państwa i zmiany dostawcy pomiarów oglądalności ma nim być „skuteczne opowiedzenie polskiego kanonu kulturowo-tożsamościowego”. 2 września ruszą 13-odcinkowe „Drogi wolności”. Zrealizowana z okazji 100-lecia niepodległości historia o krakowskiej rodzinie Biernackich, trzech młodych siostrach, które zakładają tygodnik „Iskra”. Pierwszy numer ukazuje się 11 listopada 1918 r. Zaś 11 listopada tego roku widzowie Jedynki obejrzą premierowy odcinek „Młodego Piłsudskiego”, ze scenariuszem autorów „Czasu honoru”. W roli tytułowej Grzegorz Otrębski, a cały sezon zostanie wyemitowany wiosną przyszłego roku. Zaś fani telenoweli historycznej „Korona królów” dostaną szansę jeszcze częstszego oglądania jej bohaterów, bowiem 7 września TVP1 zacznie emisję cyklu dokumentalnego, w którym będą opowiadać widzom, jak wyglądał średniowieczny świat. Program poprowadzi Wojciech Żołądkowicz, telenowelowy książę litewski Olgierd.

Polityka 35.2018 (3175) z dnia 28.08.2018; Kultura; s. 80
Oryginalny tytuł tekstu: "Pozłacana era"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Krótkoterminowi turyści wysiedlają mieszkańców miast

Krótkoterminowy turysta już wysiedlił mieszkańców krakowskiej starówki. Teraz masowo rezerwuje Warszawę.

Edyta Gietka
29.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną