Kultura

Książki Kinga często ciekawiej kończą się na ekranie

Kadr z serialu „Outsider” Kadr z serialu „Outsider” mat. pr.
Jak wiadomo, Stephen King miewa problemy z ostatnimi akapitami swoich powieści. Często w sukurs przychodzą mu telewizja i kino, naprawiając pozornie nienaprawialne.

Niby Stephen King zdaje sobie sprawę, że finały jego książek rzadko są lubiane, ale jest w tym konsekwentny. Ba, od lat wytrwale pod koniec powieści jakby nigdy nic zdmuchuje karty, na których postawił misternie skonstruowany domek. Wywraca ostatnią kostkę domina dostawioną do pozawijanego wężyka.

Łatwo oczywiście się wyzłośliwiać, ale nie są to pozbawione argumentacji wywody, a stwierdzenie podparte wieloletnim czytelniczym doświadczeniem. Wyśmiewany przecież przez samego Kinga problem z ostatnimi aktami opowiadanych przez niego historii z dreszczykiem to faktyczny kłopot. Lekturze towarzyszy bowiem pewien podświadomy lęk, że całkiem nieźle zapowiadająca się fabuła przyniesie ostatecznie srogie rozczarowanie. Nie jest to reguła, bo książki Króla Horroru częściej zapewniają satysfakcję niż nie, ale to fakt, że z trudem przychodzi mu wymyślanie rozwiązań intrygi dorównujących samemu jej rozwojowi.

Czytaj też: „Castle Rock”, czyli jak się pracuje w mrocznym świecie Kinga

Miniuniwersum Stephena Kinga

A piszę o tym dlatego, że częstokroć w sukurs przychodziły mu telewizja i kino, naprawiając pozornie nienaprawialne. Przykłady można mnożyć, a napomknę tylko o dwóch serialach, bo są świeże i spinają się ze sobą. King bowiem na fundamencie swojej pierwszej prawdziwie detektywistycznej powieści „Pan Mercedes” (2014) wymyślił sobie miniaturowe uniwersum obejmujące jak na razie cztery książki. Piąta ma mieć premierę za kilka miesięcy.

Nie jest to projekt życia na miarę jego „Mrocznej wieży”, która łączyła sagę fantasy z autotematyczną refleksją i metaliterackimi ekskursjami, ale raczej pisana z potrzeby serca próba zmierzenia się z niewyeksplorowanymi jeszcze przez niego konwencjami literackimi. Próba, dodajmy, nie do końca udana.

O ile „Pan Mercedes” był całkiem sprawnym quasi-kryminałem naniesionym na portret Ameryki potrzaskanej tragedią z 11 września, a stworzona przez Kinga postać detektywa Billa Hodgesa budziła zrozumiałą sympatię, to mistrz powieści grozy i tak błądził po omacku, niezdarnie usiłując przerzucić pomost między zawiązaniem akcji i spektakularnym finałem, przez co środkowy akt wypada blado. Drugi, najlepszy tom trylogii, „Znalezione, nie kradzione” (2015), wydawał się doszyty na siłę, lepiej wypadłby jako osobna powieść. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że szkic książki King wyciągnął z szuflady i przerobił na kolejny odcinek przygód Hodgesa, bo chodzi tam bardziej o eksplorację relacji na linii czytelnik–autor niż o kryminalne dochodzenie per se.

Telewizja biegnie Kingowi z odsieczą

Zwieńczenie serii, czyli „Koniec warty” (2016), to już pokaz literackiej niemocy Kinga, który ucieka ku rozwiązaniom nadnaturalnym. Ale co popsuł, poprawiła za niego telewizja. Bo serial „Pan Mercedes” to przykład modelowej adaptacji zdolnej rozwinąć postacie, połatać dziury i przepisać dialogi tak, żeby tętniły życiem, nie mówiąc już o koncertowej, znakomitej roli Brendana Gleesona.

Podobnie prozę Kinga przeredagowuje emitowany obecnie przez HBO dziesięcioodcinkowy „Outsider”, nakręcony na podstawie powieści z 2018 r. o tym samym tytule, łączącej się z trylogią o Hodgesie postacią jego partnerki.

Choć trzeba przyznać, że książka to jedno z najlepszych dzieł Kinga od dobrej dekady, to, a jakże, finał pozostawia sporo do życzenia. Wyemitowano jak na razie trzy odcinki serialu, więc trudno orzec, czy uda się wyprowadzić ciekawą intrygę na prostą, lecz fabuła goni sprintem i niebawem adaptatorom skończy się materiał. Chyba że zwolnią. Ale już na tym etapie postaci są lepiej poprowadzone niż u Kinga i pozostaje być dobrej myśli.

Chodzi tam o sprawę trenera baseballa, który oskarżony jest o wyjątkowo okrutne morderstwo jednego z podopiecznych. Dowody są miażdżące, tyle że mężczyzna w chwili zabójstwa niewątpliwie znajdował się daleko od miejsca zbrodni. Jak to możliwe? Z odsieczą śledczemu Ralphowi Andersonowi (w tej roli Ben Mendelsohn) przybywa Holly Gibney, która ma już doświadczenie z osobliwościami, bo rozwiązywała sprawy z Billem Hodgesem.

To stosunkowo luźny łącznik między omawianymi powieściami: neurotyczna, nieśmiała, żeby nie powiedzieć aspołeczna kobieta o niebywałym zmyśle obserwacji. Holly może nie cieszy się popularnością, jakiej chciałby dla niej King, ale on sam ma do niej sporo serca. Dlatego zapowiedziany na maj zbiorek czterech nowelek „If It Bleeds” omówi kolejną sprawę panny Gibney; ma powrócić też Anderson.

Czytaj też: Jak HBO poprawiło Kinga

Król nie abdykuje

Tyle że książki sobie, a telewizja sobie. Jako że prawa do ekranizacji „Pana Mercedesa” ma kto inny niż do „Outsidera”, postać Holly kreują dwie różne aktorki, odpowiednio Justine Lupe i Cynthia Erivo, a powiązania między jednym a drugim są jedynie nominalne.

Niestety, najwyraźniej nie uda się zbudować na ekranie i tego miniaturowego świata (niedawno Amazon zrezygnował z realizacji zapowiadanej serialowej wersji „Mrocznej wieży”), chyba że „If It Bleeds” czym prędzej zaklepie sobie HBO i zwerbuje Mendelsohna i Erivo. Ale jedno jest pewne: król nie abdykuje.

Czytaj też: „Mroczna Wieża” Kinga na dużym ekranie

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną