Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Kultura

Odmrażanie kultury? Witamy w erze hybrydowej

Nowe ustawienie foteli w Berliner Ensemble Nowe ustawienie foteli w Berliner Ensemble Britta Pedersen / EAST NEWS
Przez trzy miesiące sytuacja była trudna, ale jasna: zamrożeniu uległo prawie całe życie kulturalne. Po ostatnich deklaracjach nie będzie dużo lżej, za to mgliście i niepewnie. Część artystów poczuje się ograna. A zadowolony będzie przemysł disco polo.

Po raz kolejny plany odmrożenia zaskoczyły instytucje kultury – poprzednio nieprzygotowane do otwarcia były (reagujące z pewnym opóźnieniem) galerie, teraz kina i teatry – co oznacza, że szeroko prowadzone konsultacje dalej nie są specjalnością kierowanego przez wicepremiera Piotra Glińskiego resortu kultury. Pamiętajmy też, że wczorajsze informacje dotyczące IV etapu znoszenia obostrzeń nie mówiły o odmrożeniu kin, teatrów i filharmonii 6 czerwca, tylko o „możliwości odmrożenia”.

Teatry bez prób, kina bez hitów

Można więc wracać do normalności, ale nie trzeba. Trudno sprawić, by niepewne życie instytucji kultury ustabilizowała taka informacja. A dodatkowo wieść o „rekomendacjach”, bo – jak zwraca uwagę Jacek Głomb, dyrektor Teatru im. Modrzejewskiej w Legnicy, na łamach „Rzeczpospolitej” – zamiast twardych i precyzyjnych decyzji Głównego Instytutu Sanitarnego środowisko opiera swe działania na rekomendacjach ministra kultury (50 proc. wypełnienia sali, maseczki). Reakcje są więc różne. Niektóre teatry już dziś deklarują premiery w czerwcu, inne zapraszają na nowy sezon po wakacjach. Część nie zaczęła jeszcze prób, chociaż te możliwe są już od poprzedniego etapu odmrażania.

To samo dotyczy filharmonii. Kina zadeklarowały rozpoczęcie działalności żwawiej – te mniejsze zaczną wprowadzać premiery jeszcze w czerwcu, multipleksy opierają działalność na światowych blockbusterach, których premiery i tak poprzesuwano na jesień. Trudno sądzić, by sytuacja gwarantowała zysk multipleksom, pozbawionym największych hitów i z publicznością, która w ciemnościach zdejmuje maseczkę, by podjadać popcorn.

Czytaj też: Wirtualne zwiedzanie muzeów

Kultura tak, ale tylko weselna

Najgorzej mają organizatorzy koncertów klubowych. Można grać koncerty w plenerze – więc niby świetnie – ale tylko do 150 osób, a więc jednak nie do końca. Bo to dokładnie taki typ koncertów, jakie się dotąd odbywały w zamkniętych, klubowych pomieszczeniach. Te z kolei z trudem odbijają sobie straty dzięki powrotom do działalności baru. I do zwykłego funkcjonowania jeszcze nie wrócą. Z wyjątkiem koncertowego rynku disco polo, który działa głównie w szczególnych warunkach przemysłu weselnego. A wesela do 150 osób – tak się szczęśliwie złożyło – mogą się już normalnie odbywać. I to bez maseczek. Jak komentowali złośliwi: koncert na Dzień Matki, który zorganizowała w sali teatralnej TVP, z Zenkiem Martyniukiem w roli głównej, był po prostu zapowiedzią odmrożenia kultury biesiadnej, której ból jest mniejszy.

Otwarcia ogłaszają kluby działające na wolnym powietrzu (w Warszawie to np. barki nad Wisłą), a te pozostałe szukają jakiejś hybrydowej drogi, nie rezygnując na razie z dość powszechnie organizowanych koncertów online, które często służą zbieraniu funduszy na przetrwanie. Poza tym w praktyce zgoda na imprezy plenerowe do 150 osób zależy ostatecznie od decyzji samorządu terytorialnego, a swoje rekomendacje w tej sprawie wydaje sanepid. Droga do kultury innej niż weselna jest więc pełna pułapek i utrudnień.

Podkast: Ukryte życie kultury klubowej

Publiczność może być, ale nie musi

Oczywiście ministerstwo kultury nie może nam magicznie uregulować całej sfery i zmienić ogólnie panującej atmosfery. Niepewność jest w te czasy wpisana. Bo nawet jeśli, korzystając z owej „możliwości”, wszystkie placówki kultury się otworzą, może zabraknąć publiczności, która podlega innym procesom – już bardziej psychologicznym niż administracyjnym (bo trzeba się przemóc i wyjść z domu, gdzie mieszkają z nami często osoby z grupy większego ryzyka). A więc też może, ale nie musi. A za chwilę podlegać będzie jeszcze brutalnym ograniczeniom ekonomicznym. Do rangi symbolu urasta zdjęcie widowni Berliner Ensemble po dostosowaniu sali do nowego reżimu sanitarnego – wykręcono dwie trzecie foteli, zostały pojedyncze (dla samotników) i podwójne (dla mieszkających razem par). Tak zredukowana kultura będzie w większej mierze zajęciem dla introwertyków, ale stanie się też jeszcze bardziej elitarna, a zarazem droższa.

Sfera kulturalna pewnie wyjdzie z tego zupełnie odmieniona – mądrzejsza o nowe technologiczne know-how. Tzw. kultura wysoka – z lepszą umiejętnością promowania się w sieci. Publiczność – z oczekiwaniem nowych, hybrydowych form, łączących kontakt na żywo i działania wirtualne. Artyści i ludzie z zaplecza działań scenicznych mogą zbiednieć. A pieniądze, jeśli już trafią, to niekoniecznie do tych najbardziej potrzebujących.

Czytaj też: Czeka nas lato bez festiwali

Będzie Jan Paweł II i będzie cyrk

Bo jest w tej sytuacji jednak także gorzki aspekt odpowiedzialności urzędników za własne działania. Artyści jako grupa zawodowa wypełnili swoją rolę – dzięki kreatywności i samoorganizacji wypełniali zamkniętym w domach ludziom czas przez trzy miesiące, zwykle z własnej nieprzymuszonej woli. I często bez honorarium. Dostali za to – teoretycznie – rodzaj rekompensaty w postaci zarządzanego przez Narodowe Centrum Kultury programu „Kultura w sieci”, w którym jednak ci, którzy działali wyjątkowo prężnie w pierwszym etapie pandemii, zaskakująco często byli odprawiani z kwitkiem.

Czytaj też: Gry wideo. Biznes na ten czas

Mimo prawie 1200 wniosków rozpatrzonych pozytywnie i 60 mln zł na dofinansowania zabrakło pieniędzy np. dla wrocławskiego Firleja, jednego z pierwszych klubów regularnie organizujących koncerty online. Zabrakło ich też dla krakowskiej Łaźni Nowej, proponującej streamingowy serial literacki „W związku z zaistniałą sytuacją” (w związku z tą sytuacją serial nie będzie kontynuowany). Czy wreszcie dla Miejskiego Teatru Miniatura w Gdańsku z chwalonym na naszych łamach programem online dla dzieci. Za to niemałe dofinansowania dostały przedsięwzięcia o charakterze, który można uznać za nieco bardziej komercyjny: 87 tys. zł dopłacimy do jubileuszu Krzysztofa Cugowskiego z Budki Suflera, 90 tys. zł do koncertu online Justyny Steczkowskiej. Za 72 tys. zł zespół Pectus – jak wiemy, ulubiona formacja pierwszej damy – przedstawi online „Antygonę 2020”, a Caritas Polska wystawi za 67 tys. zł jednoaktówki Czechowa, chociaż np. profesjonaliści z warszawskiego Teatru Dramatycznego ze swoimi propozycjami zostali pod kreską. Trudno bez szczegółowej lektury wniosków ustalić, jakie w ogóle były kryteria tego naboru. Nietrudno za to wychwycić tendencje – choćby potężny nurt wniosków na projekty online wpisujące się w celebrację stulecia urodzin Jana Pawła II. Bo niby cała kultura podlega dziś trudnym do przetrwania przemianom, ale pewne prądy – niezależnie od formy: fizycznej, online czy hybrydowej – pozostają niezmienne.

A – cyrki! Zapomniałem o cyrkach, obecnych przecież w informacjach o zdjęciu obostrzeń. Otóż mogę potwierdzić, że w nowej rzeczywistości, jakkolwiek się ona zmieni, dalej będzie cyrk.

Czytaj też: Witajcie w czasach Covid Film Festival

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną