Kultura

Niezwykła wystawa w Polin: nośniki pamięci o getcie

. . Jakub Ostałowski / Polityka
Kiedy zawaliły się domy, znalazły się pod ziemią i czekały na odkrycie. Przedmioty, których używali ludzie w warszawskim getcie, można zobaczyć na wystawie „Tu Muranów” w Polin.

Łyżka zachowała kształt. Straciła tylko końcówkę rączki. Zyskała za to wielozielony osad, jest więc szlachetniejsza niż jej aluminiowe, biedniejsze siostry. Posrebrzana, srebrna? Nie da się sprawdzić, nie zdrapując nalotu. Trzeba byłoby się także pozbyć korzenia, który ją oplótł, a wtedy byłaby samotna. Zresztą stołu, na którym była kładziona, dawno już nie ma, więc nie ma też powodu, żeby pozbawiać ją tego nieoczekiwanego towarzystwa.

Czytaj też: Żydzi w czasach okupacji. Sześć strategii przetrwania

Maszynce do mielenia mięsa brakuje śruby, którą przykręcało się do blatu. Przylgnęły do niej za to guziki i fragmenty szkła. Temperatura musiała być wtedy wysoka. Szafka, w której chowano takie podręczne kuchenne przedmioty, jej nie wytrzymała.

Okulary wyglądają na dziecięce. Resztki oprawki pokryte są rdzą, potrzaskanych soczewek nie da się złożyć w całość. Jakie historie były przez nie czytane przed snem? Jakie obrazy tworzone w wyobraźni? Te pytania pozostaną bez odpowiedzi. Książki płoną szybko i znikają unoszone w powietrze przez wiatr.

Zegarek nie ma wskazówek ani szkiełka. W złotej najpewniej kopercie nadal trzyma się cyferblat. Oznaczenia na nim są po kontakcie z ziarnami piasku mocno przetarte, ale wprawne oko dostrzeże napis Mermod Frères. Dobra, stuletnia, szwajcarska produkcja. Tylko kamizelki, w kieszeni której ktoś ją nosił, już nie ma.

.Jakub Ostałowski/Polityka.
.Jakub Ostałowski/Polityka.

Wszechświat przestał istnieć

Kim byli ludzie, do których te przedmioty należały? Jak się określali? Żyd? Polak wyznania mojżeszowego? Katolik po konwersji? Polak z serca i przekonania? Nie wiadomo. Ale dla ich losów to i tak nie miało znaczenia. Żyli w getcie z Rachelami i Małgorzatami, Boruchami i Wacławami. Wszystkimi, których tożsamości zostały sprowadzone do jednego, niepożądanego profilu rasowego. Nieludzkiego i bez którego świat – według ideologów III Rzeszy i nie tylko – byłby piękniejszy.

Dlaczego nie wymienili swoich rzeczy na ziemniaki albo kaszę? Nie zdążyli, zanim ich wycieńczone ciała nie wytrzymały? A jeśli były dla nich tak cenne, że nie potrafili się z nimi rozstać, dlaczego nie zabrali ich ze sobą tam, dokąd poszli? Może zginęli na ulicy od kuli zabawiającego się zabijaniem żandarma w rodzaju Josefa Blösche zwanego Frankensteinem. Może wywleczono ich z domu podczas Grossaktion Warschau i nie pozwolono wziąć niczego. Może kiedy szli do powstania kwietniowego, myśleli o broni, walce, a nie przedmiotach, bez których można się obejść, bo nawet czas przestał mieć wtedy znaczenie. A może zostały w kryjówce, która Żydów przed losem zaplanowanym dla nich przez innych ludzi nie mogła ochronić.

Kiedy dokonała się zagłada Dzielnicy Północnej i jej mieszkańców, nad tą częścią Warszawy zapadła cisza. Jakby przestał istnieć cały wszechświat – napisał polski dziennikarz Mordechaj Canin. Łyżka, maszynka, okulary, zegarek i tysiące innych przedmiotów znalazły się pod gruzami. I stały się częścią olbrzymiego podziemnego miasta, które nie zniknęło, niesłyszalnie i tylko niekiedy widzialnie wciąż egzystuje. Choć wyrosło na nim nowe.

.Jakub Ostałowski/Polityka.
.Jakub Ostałowski/Polityka.

Zapomniani żydowscy mieszkańcy dzielnicy

Prof. Jacek Leociak z Instytutu Badań Literackich PAN, historyk literatury i badacz Zagłady, wychowanek Muranowa, pomysłodawca i współtwórca wystawy, postrzega swoją dzielnicę jak palimpsest – pergamin, z którego pierwotny tekst zostaje wytarty, a w jego miejsce wpisuje się kolejny. – To właśnie chciałem uświadomić odwiedzającym Muzeum Historii Żydów Polskich Polin – mówi. – I stąd też tytuł ekspozycji: „Tu Muranów”.

Pierwsze słowo jest kluczowe. Można je rozumieć topograficznie – wskazuje miejsce, któremu poświęcona jest wystawa, ale też podkreśla, że pokazywana jest dokładnie w przestrzeni, o której opowiada (Polin stoi nad ul. Ludwika Zamenhofa, która dziś przebiega inaczej, kilkaset metrów od dawnych Nalewek – serca dzielnicy, w której w połowie XIX w. zaczęli osiedlać się Żydzi). Można to słowo traktować jak zawołanie: tu jestem, zapraszam, poznaj mnie lepiej. Ale można też słowo „tu” uzupełnić domyślnie o „teraz” i odczytywać w kontekście czasu potwierdzającego równoległe istnienie dwóch miast.

To, co na powierzchni było i jak gruzowiało, a także jak rosło to, co jest na niej dziś, można zobaczyć na zdjęciach. Sprzed dwóch wieków, z okupacji i z II połowy lat 40., kiedy dziarskie ekipy budowlanek i budowlańców realizowały eksperymentalny projekt, zadanie, o którym jego twórca Bohdan Lachert pisał: „Wielkie – bo miasto dla blisko 50 tys. ludzi. (…) Piękne – bo przekraczające najśmielsze marzenia powstające w młodzieńczych głowach architektów. (...) Muranów w przestrzeni ponad gruzami stawał się wizją, jedyną w ciągu dziejów ludzkości, która gromadzi tak wiekopomne podłoże historyczne, tak wielkie bogactwo możliwości kształtujących kompozycję przestrzenną”.

Pamięć getta – uściśla kuratorka wystawy Kamila Radecka-Mikulicz – symbolizowały wąwozy dawnych ulic i jasnoczerwony gruz, zaś poziom gruzowej skarpy – nowe życie (nową rzeczywistość).

.Jakub Ostałowski/Polityka.
.Jakub Ostałowski/Polityka.

Dzisiejszych mieszkańców można na wystawie poznać dzięki filmom z osobistymi opowieściami o tym miejscu. O tym, jak im się tu żyje, jakie mają problemy, czego się obawiają, co im daje radość. I jak pielęgnują pamięć o poprzednikach. Choćby walcząc i dbając o mirabelkę, pod którą szukali cienia. Drzewo przetrwało powstawanie ul. Nowomarszałkowskiej (później Nowotki, dziś Andersa), ale mimo sprzeciwów wycięto je przy okazji budowy apartamentowca. Mieszkańcy w 2018 r. wsadzili gałązkę wyhodowaną z pestek przy skwerze Więźniów Politycznych Stalinizmu (na marginesie: wojnę na upamiętnienia w Dzielnicy Północnej fenomenalnie analizuje dr Elżbieta Janicka w książce „Festung Warschau”). Ktoś ją po roku połamał, ale może uda jej się przeżyć.

Na teraźniejszości nadziemnego Muranowa wystawa się nie kończy. Jej współautorka Beata Chomątowska zaprasza także do wyprawy „w nieznane, w przyszłość, o której możemy dyskutować i się spierać: jak Muranów będzie wyglądać i co się z nim stanie w kolejnych dekadach”.

Najwięcej miejsca zajmuje jednak opowieść o żydowskich mieszkańcach dzielnicy. Ważne punkty przestrzeni, w której żyli, opisują schematycznie wyznaczona ul. Nalewki i słupy, na których umieszczono dawne i współczesne fotografie, krótkie historie, listy firm działających w konkretnych budynkach. I dokumenty zdradzające nazwiska osób, które nie zapisały się w historii niczym szczególnym poza tym, że były. Na przykład lista lokatorów zalegających w 1941 r. z opłatami za – co jest makabryczną ironią losu – gaz.

Najistotniejsze są tu jednak te wydobyte z ziemi przedmioty.

.Jakub Ostałowski/Polityka.
.Jakub Ostałowski/Polityka.

Drugie życie pod ziemią

Kiedy na nie patrzę, zapiera mi dech – mówi Joanna Fikus, kierowniczka Działu Wystaw. – Myślę o tym, że były przez dziesięciolecia skryte tuż pod naszymi stopami. I że niezliczona ilość innych wciąż tam jest. Nie trzeba wykopu pod fundamenty muzeum, skąd pochodzi większość z ok. 5 tys. zgromadzonych w naszych magazynach artefaktów. Wystarczy wykopać niewielki dołek i trafia się na skorupy naczyń, okucia mebli, kolorowe paciorki, z których nie zdążono już zrobić koralików.

Rzeczy są obdarzone podmiotowością – mówi prof. Leociak. – Mają biografie nieodłącznie związane z ludźmi. I nie tylko opowiadają o nich jako o wytwórcach czy użytkownikach. Są świadectwem ich tożsamości. Współistnieją więc w tworzeniu relacji społecznych.

Najdobitniejszym przykładem są klucze. To nie tylko kawałek metalu uformowany przez ślusarza w konkretny funkcjonalny kształt. Człowiek, który je ma, posiada także coś, co może nimi zamknąć. Szkatułkę, skrytkę, sejf, mieszkanie. W ten sposób zaznacza swoją własność, uniemożliwia innym dostęp do niej, zabezpiecza ją. Bez kluczy nie opuszcza się domu. Człowiek dzięki nim wie, że ma dokąd wrócić. I ma nadzieję, że będzie mógł to zrobić. Niemal do końca – w popiołach zgładzonych w obozach kluczy jest mnóstwo.

Rzeczy muranowskie opowiadają o ludziach, są swoistym przedłużeniem ich egzystencji. Bo oni odeszli na zawsze, a one zniknęły – na krócej lub dłużej – ale nie bezpowrotnie. I pod ziemią prowadziły dalsze życie.

Pozornie mamy do czynienia z trupami przedmiotów – mówi prof. Leociak. – Bo uszkodzone, przetarte, potłuczone, zdekompletowane zatraciły funkcje i są bezużyteczne. Ale kiedy ulegały zniszczeniu, jednocześnie stawały się siedliskiem przedziwnych, tajemniczych podziemnych organizmów, rdzy. Zmieniały się więc, były w trakcie przekształcania się w coś innego. Nie można mówić o ich zupełnej śmierci.

Poszukiwania archiwum Bundu na terenie Parku KrasińskichJakub Ostałowski/PolitykaPoszukiwania archiwum Bundu na terenie Parku Krasińskich

Zamordowana codzienność rzeczy

W wewnętrznej części wystawy „Tu Muranów” te przedmioty pokazują się samotnie w takim stanie, w jakim je wydobyto. W instalacji zaplanowanej na zewnątrz zyskują kolejne życie – mają szansę przez chwilę znów być tym, czym pierwotnie były. Zofia Waślicka-Żmijewska i Artur Żmijewski umieścili je bowiem w odpowiednich kontekstach: nożyce krawieckie w zakładzie krawieckim, sztućce na stołach przykrytych czystymi obrusami, zegarek w warsztacie zegarmistrza. Do tego domontowali dźwięk – ktoś nalewa z nadtłuczonego dzbanka herbatę do filiżanki, słychać przelewanie się płynu. – Może to pantomima – mówią twórcy – ale w emocjonalny sposób przywracająca te przedmioty ich ludzkiemu użyciu, ich urodzie, ich zamordowanej codzienności.

Nie jest to żadne kiczowate udawanie, że nic się nie stało, że teraz one cudownie ożywają – mówi prof. Leociak. Określa ten zabieg przywoływaniem do przyjacielskiego kręgu. I rozszerza go na coś więcej.

Poszukiwania archiwum Bundu na terenie Parku KrasińskichJakub Ostałowski/PolitykaPoszukiwania archiwum Bundu na terenie Parku Krasińskich

Przedmioty wykopane z ziemi na Muranowie to depozyt pamięci o Zagładzie – mówi. – Jak archiwum Ringenbluma, tylko inaczej zapisane. Ale pamiętać trzeba nie tylko o lęku, cierpieniu, upokorzeniu, odczłowieczeniu, zbrodni i śmierci. Trzeba też myśleć o normalności, codzienności właśnie, nawet trywialności. O tym, że ludzie nie żyli w getcie kilka dni czy tygodni, tylko ponad dwa lata. Starali się w nim po prostu żyć, dokąd tylko było to możliwe. Zastawiać ładnie stoły, sprzątać, prać, przyszywać oderwane guziki. Spać, czytać, uczyć się. W tym sensie zwyczajny garnek, w którym gotowały się kartoflane obierki, stał się – jak pisał już zamordowany w 1943 r. poeta Władysław Szlengel – pomnikiem dla tamtych ludzi. Takim rzeczom trzeba pozwolić na obecność w naszym życiu. Przygarnąć i otoczyć troską.

Kiedy skończy się wystawa, wizerunki wydobytych spod ziemi rzeczy Muranowa zostaną na zdjęciach, w książce towarzyszącej wystawie i wśród swoich współczesnych braci na filmach w instalacji Żmijewskich. One same zaś wrócą do magazynu. Tam będą bezpieczne. W ciemności korzeń drzewa będzie długo jeszcze otulał wielozieloną łyżkę. Z czułością, jaka należy się od współczesnych ludzi nieznanemu człowiekowi, który kiedyś nią jadł.

Poszukiwania archiwum Bundu na terenie Parku KrasińskichJakub Ostałowski/PolitykaPoszukiwania archiwum Bundu na terenie Parku Krasińskich

„Tu Muranów”, wystawa czasowa, czynna od 26 czerwca 2020 do 22 marca 2021 r.

Muzeum Historii Żydów Polskich Polin
Mordechaja Anielewicza 6
00-157 Warszawa

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Niezbędnik

Skąd się biorą pioruny? Odpowiedź może zaskoczyć

Piorun pojawia się nagle, znika błyskawicznie i nie pozwala się łatwo zbadać. Skąd to budzące zachwyt i grozę zjawisko bierze energię oraz jak ją uwalnia? Odpowiedź może zaskoczyć.

Andrzej Hołdys
07.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną