Rabaty na prenumeratę cyfrową Polityki

40% lub 50%

Subskrybuj
Kultura

„Diuna” nadciąga. Dlaczego wszyscy tak czekają na ten film?

Kadr z filmu „Diuna” Kadr z filmu „Diuna” mat. pr.
„Diuna” może zmienić spojrzenie na to, jak ma wyglądać kinowa opowieść rozgrywająca się w kosmosie. Oczekiwania wobec superprodukcji Denisa Villeneuve′a urosły też ze względu na pandemię.

Powieść Franka Herberta – o pustynnej planecie Arrakis i rodzie Atrydów, który ma przejąć nad nią kontrolę – jest jednym z najważniejszych i najbardziej znanych dzieł SF. Nic dziwnego, że już w latach 70. pojawił się pomysł ekranizacji. Od tego czasu losy adaptacji „Diuny” mogłyby same posłużyć za scenariusz filmowy. Alejandro Jodorowsky nigdy nie zrealizował swojej imponującej wizji, David Lynch stworzył film, który do dziś budzi kontrowersje wśród fanów pierwowzoru, a teraz przyszła pora na Denisa Villeneuve′a, który może w końcu da fanom to, na co czekali.

Czytaj też: Powrót do kina. Przegląd najciekawszych premier

Ekranizacja w gwiazdorskiej obsadzie

Odkąd prace nad nową adaptacją ruszyły, wielbiciele gatunku uważnie patrzą na poczynania Villeneuve′a. Zwłaszcza casting budził olbrzymie emocje – postaci Herberta są tak dobrze znane i kochane, że wiele osób ma w głowie swój obraz tego, jak powinny wyglądać. Kiedy ujawniano kolejne nazwiska osób związanych z produkcją, stało się jasne, że nie ma tu miejsca na nieznane twarze. Od Timothée Chalameta w roli Paula Atrydy po Jansona Momoę jako Duncana Idaho – niemal każdą książkową postać odegra uznany i popularny aktor czy aktorka.

Przy takiej obsadzie nawet sceptyczni komentatorzy zaczęli się tej produkcji uważniej przyglądać. Zwłaszcza że pierwszy raz w historii są możliwości, by wiernie przenieść wizję Herberta na ekran. Żadna z poprzednich prób nie mogła korzystać ze współczesnych efektów specjalnych, dzięki którym wykreowanie chociażby ogromnych, żyjących w piaskach czerwi to żadne wyzwanie.

„Diuna” to nie „Gwiezdne wojny”

Ale największe oczekiwania względem „Diuny” wykreowała pandemia. Film, który w kinach miał się pojawić pod koniec 2020 r., został przesunięty na drugą połowę 2021. Doszło też do konfliktu – Warner Bros. zdecydował, że film, podobnie jak inne produkcje tej wytwórni, zostanie pokazany równolegle w kinach i na HBO Max. Villeneuve na łamach „Variety” wyraził swoje niezadowolenie z takiej decyzji: „Ja i zespół poświęciliśmy ponad trzy lata życia, by stworzyć niezapomniane kinowe przeżycie. Obraz i dźwięk zostały pieczołowicie przygotowane z myślą o kinach”. Nie był to pierwszy reżyserski głos sprzeciwiający się takiej równoległej dystrybucji (wcześniej pomysł krytykował chociażby Christopher Nolan), ale wybrzmiał szczególnie głośno, biorąc pod uwagę wizualną skalę przedsięwzięcia. Dla wielu widzów jest już jasne, że powinni oczekiwać produkcji przełomowej, która nie sprawdzi się na ekranie laptopa.

Wiele osób czeka też na kontrę wobec kosmicznego fantasy spod znaku rodzinnej rozrywki. „Diuna” to zupełnie inny rodzaj opowieści niż ta oferowana chociażby przez „Gwiezdne wojny”. Opowieść Lucasa odwołuje się przede wszystkim do schematów znanych z baśni i mitów, Herbert sięga po motywy mistyczne, religijne i mesjańskie. O ile świat „Gwiezdnych wojen” opiera się na prostym podziale na dobro i zło, o tyle bohaterowie Herberta są wplątani w skomplikowane polityczne intrygi i mogą się w każdej chwili spodziewać zdrady czy zmiany frontu.

Pod tym względem sukces „Diuny” (która przecież nie musi się skończyć na jednym filmie – cykl Herberta ma kilka tomów) może zmienić spojrzenie na to, jak ma wyglądać kinowa opowieść rozgrywająca się w kosmosie. Podróże na obce planty i zachwycające krajobrazy to jedno, ale dobrze zrealizowana „Diuna” może pokazać nawet sceptykom, ile potencjału mają historie umieszczone w kosmicznych dekoracjach.

Czytaj też: Wirus zmienia kino. Co to będzie? Pytamy producentów

Kosmiczne Hollywood potrzebuje dolarów

Ci, którzy widzieli już fragmenty filmu, twierdzą, że lata czekania się opłaciły. To podobno imponująca, porywająca wizja, która nie zapomina o elementach podniosłych i mistycznych. Oczywiście zawsze może się okazać, że „Diuna” nie spełni wymagań albo będzie zbyt hermetyczna dla odbiorców nieznających powieści. Gdyby jednak film Villeneuve′a istotnie spełnił pokładane w nim nadzieje, otworzyłby nie tylko świeżą filmową franczyzę, ale też drzwi do zupełnie nowego, nieznanego kosmosu. Oczywiście pod warunkiem, że film na siebie zarobi. Bo tak jak w świecie Herberta przyprawa musi płynąć, tak w Hollywood bez rzeki dolarów nawet najpiękniejsza kosmiczna opowieść dalej nie poleci.

Czytaj też: Telewizja przetrwania

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Niezbędnik

Arabowie szukają mistrzów

Siła nauki arabskiej w okresie klasycznym to otwartość na zmiany, ale też zwykła ciekawość świata.

Mateusz Wilk
06.05.2014
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną