Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Kultura

Co z tym naszym gustem? Czy Polacy faktycznie wolą disco polo?

Zenek Martyniuk w Sopocie. Koncert w ramach wakacyjnej trasy TVP2, sierpień 2021 r. Zenek Martyniuk w Sopocie. Koncert w ramach wakacyjnej trasy TVP2, sierpień 2021 r. Łukasz Dejnarowicz / Forum
Z najnowszych badań wynika, że im kto wyżej w hierarchii społecznej, tym jego gust muzyczny bardziej wyrafinowany. Na pierwszy rzut oka nie ma zaskoczenia, a jednak są niuanse, które warto brać pod uwagę.

Zespół badaczy z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN kierowany przez prof. Henryka Domańskiego ukończył właśnie prace nad projektem badawczym „Dystynkcje muzyczne. Gust muzyczny i stratyfikacja społeczna a proces kształtowania się stylów życia Polaków”. Jeszcze w listopadzie ubiegłego roku zaprezentowano wyniki badania na konferencji naukowej, która odbyła się w siedzibie Polskiej Akademii Nauk, czyli w Pałacu Staszica.

Czytaj też: Seksi polo

Wielkomiejscy bywalcy filharmonii

Na pierwszy rzut oka nie ma zaskoczenia: im kto wyżej w hierarchii społecznej, tym jego gust muzyczny bardziej wyrafinowany. Jeśli ogół Polaków najmniej chętnie słucha muzyki poważnej i w zasadzie nie odwiedza teatrów operowych, to spośród tego ogółu wyróżnia się (jakże by inaczej?) elita, która jednak przyznaje się, że lubi Beethovena, Bacha i Mahlera i odwiedza filharmonię. Według statusu zawodowego – jak ujęto w badaniach – są to „kierownicy wyższego szczebla i specjaliści”.

Na drugim biegunie mamy rolników i pracowników fizycznych, którym najbardziej podoba się disco polo. Nietrudno domyślić się, że ten podział pokrywa się z różnicami w wykształceniu. Ci, którzy mają za sobą edukację na poziomie podstawowym albo zasadniczym zawodowym, zadowalają się prostą muzyczną rozrywką, często właśnie taką, która wśród wielkomiejskiej klienteli sal koncertowych i klubów muzycznych uchodzi za ewidentny obciach. I odwrotnie – ci „wielkomiejscy bywalcy” dysponujący odpowiednim kapitałem kulturowym wiedzą, że do ich autowizerunku pasuje raczej jazzowa klasyka albo współczesna awangarda muzyczna niż niewybredna rozrywka konsumowana przez lud. Generalnie sprawdzałaby się tu teza francuskiego socjologa Pierre’a Bourdieu, wedle którego preferencje w zakresie muzyki (i ogólnie: kultury) odzwierciedlają dystynkcje klasowe.

Czytaj też: Jak się kształtują estetyczne wybory Polaków

Polacy prawie wszystkożerni

A jednak są niuanse, które warto brać pod uwagę. Na wspomnianej listopadowej konferencji prof. Domański przypomniał, że Bourdieu w badaniach relacjonowanych w swoim słynnym dziele „Dystynkcja. Społeczna krytyka władzy sądzenia”, a przeprowadzonych w latach 60. ubiegłego stulecia, opierał się na dychotomii kultura wysoka–kultura niska, która współcześnie wydaje się bardzo wątpliwa jako kategoria przydatna do opisu realnego stanu rzeczy.

Teraz, przekonywał profesor, w badaniu gustów muzycznych trzeba brać pod uwagę omniworyzm, czyli skłonność do preferowania różnych estetyk. Notabene zjawisko to, które po polsku nazwiemy „wszystkożernością”, już na początku lat 80. amerykańscy socjologowie przypisali najbardziej aktywnym uczestnikom kultury, np. studentom renomowanych uniwersytetów czy dobrze wyedukowanym przedstawicielom tzw. wolnych zawodów. Dziś łatwo wyobrazić sobie młodego prawnika albo dziennikarza, który w wolnych chwilach lubi poczytać nowy thriller Stephena Kinga, obejrzeć na Netfliksie odcinek serialu „Black Mirror”, ale też posłuchać czegoś z nowo wydanej kolekcji muzyki elektronicznej Iannisa Xenakisa.

Kogo wzrusza Zenek Martyniuk

Oczywiście, polska „wszystkożerność” nie musi być taka sama jak amerykańska czy francuska. Także w zakresie muzyki. Przykładowo – w Ameryce wyrafinowany intelektualista może słuchać intensywnie klasyki folku na przemian z awangardą jazzową i pieśniami Carla Orffa ze zbioru „Carmina Burana”. Jego francuski kolega (albo koleżanka) może mieć wśród upodobań piosenki Michela Polnareffa albo wybrane hity z kręgu rockowego „ye ye”. W Polsce natomiast – jeśli założyć, jak chce wielu publicystów, że odpowiednikiem folku miałoby być disco polo – to akurat ta estetyka muzyczna wykazuje się potężnym potencjałem różnicującym klasowo i środowiskowo.

Krótko mówiąc: jeśli ktoś chce uchodzić za człowieka kulturalnego, nie wypada mu się przyznawać, że wzruszają go hity Zenka Martyniuka, a nogi same mu chodzą, kiedy słyszy pierwsze takty „Jesteś szalona” zespołu Boys. Omawiane badania potwierdzają: Polki i Polacy z wyższym wykształceniem najchętniej deklarują upodobanie do popu zagranicznego, rocka i muzyki poważnej, a najmniej chętnie do rapu i disco polo.

Czytaj też: Disco polo, czyli kultura bazaru

Muzyka do cytowania

Przy tym wszystkim trzeba mieć na uwadze, że deklaracje nie do końca muszą pokrywać się ze stanem faktycznym. Jak się wydaje, zespół prof. Domańskiego, choć posługiwał się należytą metodologią, a badania ilościowe uzupełnił arcyważnym komponentem jakościowym, tracił niekiedy z pola uwagi choćby takie fakty jak stała obecność zespołów disco polo na studenckich juwenaliach, ewolucja estetyki disco polo (w kierunku jej „uwspółcześnienia”) czy traktowanie muzycznego gustu ludowego (pisałem o tym w swojej niedawno wydanej książce „Muzyczne przygody gustu ludowego”) jako intrygującej egzotyki albo poręcznego materiału do „postmodernistycznego cytowania”, co znajdujemy choćby na znakomitej płycie „P.O.L.O.V.I.R.U.S” zespołu Kury Tymona Tymańskiego czy w filmach Wojtka Smarzowskiego, gdzie zresztą nie tyle o postmodernistyczną zabawę chodzi, ile o ilustrację obyczajowego kolorytu.

Tak czy inaczej, nie ulega wątpliwości, że żyjemy w świecie, w którym (trochę inaczej niż we Francji lat 60. opisywanej przez Bourdieu) dystynkcje klasowe odzwierciedlają się w upodobaniach muzycznych do pewnego stopnia. Mamy z tym pewien kłopot, powodowany też tym, że nasza dzisiejsza struktura klasowa dopiero się tworzy, a postawy aspiracyjne, charakterystyczne dla górnych warstw klasy ludowej i klasy średniej w państwach takich jak Wielka Brytania czy Francja, wyrażają się częściej w opisywanej przez klasyków socjologii „ostentacyjnej konsumpcji” niż w aktywności kulturalnej.

Czytaj też: Wirtualny snobizm. Czyli co?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Co z tymi czołgami? Niemiecka prasa o kolejnym sporze Warszawy i Berlina

Spór o Leopardy, obiecane ponoć Polsce w ramach „zamiany okrężnej”, zmienił się w kolejny punkt zapalny. Sprawa rozgrywana jest przez rząd PiS jak zwykle w pełnym świetle jupiterów.

Adam Krzemiński
07.08.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną