Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Kultura

„Jak pokochałam gangstera” w czołówce Netflixa. Skąd ten fenomen?

Kadr z filmu „Jak pokochałam gangstera” Kadr z filmu „Jak pokochałam gangstera” mat. pr.
Nowy film Macieja Kawulskiego „Jak pokochałam gangstera”, fabularyzowana biografia osławionego Nikosia, od kilku tygodni znajduje się w czołówce najchętniej oglądanych produkcji Netflixa. Chyba trudno mówić o wielkim zaskoczeniu, choć raczej zaważyły o tym przyczyny pozaartystyczne.

Niedawno Netflix zmienił sposób, w jaki informuje o największych przebojach serwisu. Niegdyś liczył, ilu użytkowników obejrzało dany tytuł (choć wystarczyły dwie minuty odtworzenia, by zaliczyć film lub serial jako „obejrzany”), teraz podaje łączną liczbę godzin, jakie widzowie spędzili, oglądając konkretną produkcję. „Jak pokochałam gangstera” znajduje się w ścisłej czołówce najchętniej oglądanych filmów nieanglojęzycznych. W tygodniu 3–6 stycznia (film miał premierę w serwisie 5 stycznia) wylądował na trzecim miejscu zestawienia, w tygodniu 10–16 stycznia – już na jego szczycie. W tych dniach widzowie spędzili aż 11,5 mln godzin z Nikosiem i innymi gangsterami z filmu Macieja Kawulskiego. W ubiegłym tygodniu (17–23 stycznia) było to już „tylko” 8,7 mln godzin, ale to i tak wystarczyło na pierwsze miejsce wśród najpopularniejszych filmów nieanglojęzycznych.

Wynik to tym bardziej imponujący, że produkcja nie zawdzięcza go wyłącznie polskim użytkownikom serwisu. Owszem, „Jak pokochałam gangstera” w polskim Netfliksie jest na pierwszym miejscu oglądalności (bez podziału na kategorie językowe), ale znalazł się w top 10 w 47 państwach, w tym 28 krajach Europy, a ponadto m.in. w Nigerii, Wenezueli, Maroku, na Jamajce i w Nowej Kaledonii. Wysoka pozycja filmu Kawulskiego w zestawieniach nie jest zatem jedynie zasługą Polonusów.

Czytaj też: Kulisy polskiej mafii

Niespodzianek szukaj gdzie indziej

Każdy sukces polskiego kina to powód do radości, zwłaszcza jeśli może nakłonić duży serwis streamingowy do zwiększenia inwestycji w jego produkcję lub dystrybucję. Gorzej, że uwagę widzów za granicą często przyciągają drugorzędne tytuły. Jakiś czas temu było głośno o „365 dniach”, które zbierały miażdżące recenzje (francuskie feministki wzywały nawet Netflixa do usunięcia go z oferty serwisu), miały także wątpliwy zaszczyt zdobyć sześć nominacji do Złotych Malin, ale były na Netfliksie międzynarodowym hitem. Reakcje negatywne, ale o filmie było głośno, więc Netflix pracuje już nad ekranizacjami kolejnych dwóch części erotycznej trylogii Blanki Lipińskiej.

„Jak pokochałam gangstera” podobnego oburzenia nie wywoła. Zachodnie recenzje są nieliczne (najważniejsze tytuły po prostu go zignorowały) i często pisane z rezerwą. „Jeśli chcesz pokochać film pełen niuansów i niespodzianek, lepiej poszukaj gdzie indziej”, pisała recenzentka magazynu „Paste”. Serwis Ready Steady Cut był bardziej bezlitosny, nazywając film „kompletnie śmieszną podróbką »Chłopców z ferajny«”. Rzeczywiście, film Kawulskiego – którego poprzednie dzieło, „Jak zostałem gangsterem. Historia prawdziwa”, było przecież dowodem reżyserskiej sprawności, a także sporym frekwencyjnym przebojem – nie jest udany.

Opowieść o wzlocie i upadku trójmiejskiego gangstera Nikodema Skotarczaka, ps. Nikoś, to seans rozciągnięty do boleśnie dłużących się trzech godzin, pełen zbędnych scen, niespójny, często efekciarski (ujęcia w zwolnionym tempie, naszpikowana przebojami ścieżka dźwiękowa), ale rzadko efektowny. Ma za to charyzmatycznego Tomasza Włosoka w głównej roli oraz wianuszek gwiazd polskiego kina – od Krystyny Jandy, przez Andrzeja Grabowskiego, po Dawida Ogrodnika i Julię Wieniawę – na drugim planie. Wyborna obsada to oczywiście magnes przede wszystkim dla polskich widzów – ale nie jedyny.

Czytaj też: Kino-polo jest na fali

Gangsterzy i biznesmeni

Oczywiście fascynacja światem gangsterów i bandytów jest stara niczym kino: od zawsze widzowie kibicują wyjętym spod prawa rewolwerowcom z Dzikiego Zachodu, dostojnym członkom rodziny Corleone czy bohaterom filmów Martina Scorsese. Nie ma więc nic dziwnego w tym, że „Jak pokochałam gangstera” to obecnie najchętniej oglądany tytuł przez polskich użytkowników Netflixa. Tym bardziej że filmy Macieja Kawulskiego wpisują się w popularny od lat trend „kina bandyckiego”, pokazującego polską codzienność z perspektywy gangstersko-sensacyjnej. To nurt cieszący się popularnością przynajmniej od czasów premiery „Psów” Władysława Pasikowskiego (które w tym roku będą obchodzić swoje trzydziestolecie).

Polskie kino po 1989 r. znalazło w gangsterskich opowieściach nie tyle eskapistyczną rozrywkę, ile metodę na opowiedzenie o gospodarczej, ustrojowej i społecznej transformacji. Skoro doniesienia o rosnących w siłę gangach, o haraczach wymuszanych na restauratorach i właścicielach sklepów, o podejrzanych kontaktach świata przestępczego z raczkującym kapitalistycznym biznesem nie znikały z serwisów informacyjnych i prasy, musiały znaleźć odzwierciedlenie także w rzeczywistości ekranowej. „W tamtym czasie polska kinematografia chętnie imitowała amerykańskie kino gatunkowe. Wykorzystywano między innymi wzorzec kina sensacyjnego, w którym konfrontuje się siły zła i siły dobra. Zło reprezentowali gangsterzy, niejednokrotnie utrzymujący bliskie kontakty z politykami i biznesmenami. Równie często reprezentanci biznesu mieli za sobą komunistyczną partyjną przeszłość, co niemal zawsze działało na ich niekorzyść i dyskredytowało ich pod względem moralnym”, pisał Michał Piepiórka w książce „Rockefellerowie i Marks nad Warszawą. Polskie filmy fabularne wobec transformacji gospodarczej”. Piepiórka przypomina również, że „w momencie największej popularności nurtu [kategoria kina bandyckiego] była określeniem wartościującym. Najdobitniej swoje oburzenie wyraził Rafał Marszałek, który utożsamił punkt widzenia twórców z perspektywą żula taplającego się w błocie”.

Czytaj też: Western czy horror? Polskie kino gatunkowe

Mogło się wydawać, jak sugeruje Piepiórka w swojej książce, że nurt kina bandyckiego – do którego zaliczały się m.in. takie filmy jak „Miasto prywatne” Jacka Skalskiego czy „Młode wilki” Jarosława Żamojdy oraz serial „Ekstradycja” – wygasł pod koniec lat 90. wraz z premierą parodystycznego „Kilera”, ale szybko znaleźli się naśladowcy. Być może mniej skłonni do analizy ponurej rzeczywistości potransformacyjnej, ale za to chętnie odwołujący się do schematów kina gangsterskiego – i to na różne sposoby.

Komedie Olafa Lubaszenki (w „Sztosie” mały epizodzik zagrał przecież również Nikoś), później filmy Wojciecha Wójcika („Tam i z powrotem”), wreszcie na ten grunt z impetem wkroczył Patryk Vega najpierw z serialem paradokumentalnym „Prawdziwe psy”, później z pierwszym – świetnym! – „Pitbullem” i wreszcie z niekończącą się serią filmów, których głównymi bohaterami są bandyci i skorumpowani gliniarze. W ostatnich latach chętnie oglądamy natomiast filmy, które łączą kino bandyckie ze sportowym, czy to zaglądając za kulisy rynku piłkarskiego („Bad Boy” Vegi, wątek piłkarski pojawia się też w „Jak pokochałam gangstera”) czy zaplecze walk MMA („Underdog” Macieja Kawulskiego, „Bartkowiak” Daniela Markowicza). Z estetyki kina bandyckiego korzystał też Michał Węgrzyn w „Procederze” – fabularyzowanej biografii rapera Chady. Ten sam reżyser przeniósł zresztą na ekran także gangsterską powieść rapera Kalego „Krime Story” (premiera planowana jest na 11 lutego).

Czytaj też: Polskie kino polityczne. Od Bugajskiego do Vegi

Na fali nostalgii

Kino bandyckie stało się jednym z filarów rodzimego kina komercyjnego (drugim są oczywiście komedie romantyczne), mimo że w pewnym momencie przestało próbować odpowiedzieć na pytanie, co jest nie tak ze współczesną Polską, lub ograniczało się do stawiania prostych i banalnych diagnoz: wolny rynek zbudował przestrzeń dla bezprawia, biznes i polityka zawsze są uwikłane w szemrane interesy itp. Na ekranie pojawiali się bandyci wszystkich typów: bezwzględni cyngle podwarszawskich mafii, nakoksowani dresiarze, przywódcy band kibolskich, a nawet tacy, którzy budzili sympatię widzów, niczym Siara z „Kilera” czy Grucha z „Chłopaki nie płaczą”.

Popularność tych filmów nie zawsze znajdowała odbicie w wynikach kinowego box office’u – nawet ekranowym twardzielom zazwyczaj trudno konkurować z „Listami do M.” czy „Planetą Singli” – ale kino bandyckie ma to do siebie, że żyje długo po zejściu z wielkich ekranów, wprowadzając do masowej wyobraźni charakterystycznych bohaterów, a do codziennego języka – filmowe dialogi. Co więcej, fascynacja współczesną polską mafią przełożyła się także na inne dziedziny życia. Ot, choćby na listy książkowych bestsellerów trafiały kolejne wywiady z mniej lub bardziej rozpoznawalnymi eksgangsterami lub ludźmi związanymi z przestępczym półświatkiem. Zaś niedawno środowiskowe zamieszanie wywołał fakt, że Andrzej Zieliński, ps. Słowik, został twarzą gali MMA – VIP, a jak przypominał w tekście dla „Polityki” Piotr Pytlakowski, „to nie pierwszy występ tego gangstera w charakterze celebryty”.

I jeszcze jedno: „Jak pokochałam gangstera” wpisuje się dodatkowo w nurt retro-nostalgii: Nikoś w filmie Kawulskiego jest nie tylko człowiekiem wspinającym się po szczeblach przestępczej hierarchii, lecz również buntownikiem, który rzuca wyzwanie peerelowskiej szarzyźnie i smucie. Podobnie było niedawno w znacznie lepszym – i traktującym temat z olbrzymim dystansem – „Najmro” Mateusza Rakowicza, tyle że tam tytułowy bohater był nie szefem mafii, lecz „dobrym złodziejem”, prowadzącym z ludową władzą grę w kotka i myszkę. W obu przypadkach zmiana ustrojowa zwiastuje bohaterom upadek i kres przestępczej kariery, jakby musieli ustąpić pola graczom bardziej wyrachowanym, okrutniejszym i bezwzględnym – takim, jakich z powodzeniem portretowali wcześniej w swoich filmach Pasikowski, Skalski czy Vega.

Sprawdź też: 10 najlepszych polskich filmów 2021

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Tadeusz Gołębiewski i hotelowa gigantomania

Właściciel największej polskiej sieci hoteli Tadeusz Gołębiewski do tej pory był witany przez władze lokalne z entuzjazmem i nadzieją. Teraz ściąga też kłopoty i podejrzenia. Jego gigantomania ma powody, ale i cenę.

Joanna Solska
23.07.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną