Odszedł Pavarotti
Jego śpiew był uosobieniem radości życia.

Już nigdy nie będzie Trzech Tenorów. Dziś o 5 rano zmarł pierwszy z nich.

Nie był jednak tylko jednym ze słynnego od czasu koncertu w Termach Caracalli w 1990 roku tria, wraz z Plácido Domingo i José Carrerasem. Samo jego nazwisko było symbolem. Pavarotti – to w świecie opery brzmiało jak Rolls-Royce. Co do aparycji, przypominał bardziej nowoczesną lokomotywę niż ekskluzywną limuzynę – nie miał postury amanta. Ale był niezawodny. Brakło mu może aktorskiego dramatyzmu, bardziej był nastawiony na eksponowanie piękna tego, co otrzymał od natury.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną