Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kultura

Umieć powiedzieć nie

Ewa Wójciak z kultowego Teatru Ósmego Dnia: Szara, brzydka rzeczywistość nas „motywowała”

Ewa Wójciak (ur. w 1951 r.) – działaczka opozycyjna w czasach PRL, od 1970 r. członkini, razem z towarzyszącymi jej na zdjęciu Adamem Borowskim, Tadeuszem Janiszewskim i Marcinem Kęszyckim, poznańskiego Teatru Ósmego Dnia, legendy polskiego teatru alternatywnego, najpierw jako aktorka i reżyserka, potem także kierowniczka artystyczna i dyrektorka. W ubiegłym roku Ósemki obchodziły 60-lecie działalności. Książka Ewy Wójciak „Więcej niż teatr” ukaże się jesienią nakładem Wydawnictwa Miejskiego Posnania. Ewa Wójciak (ur. w 1951 r.) – działaczka opozycyjna w czasach PRL, od 1970 r. członkini, razem z towarzyszącymi jej na zdjęciu Adamem Borowskim, Tadeuszem Janiszewskim i Marcinem Kęszyckim, poznańskiego Teatru Ósmego Dnia, legendy polskiego teatru alternatywnego, najpierw jako aktorka i reżyserka, potem także kierowniczka artystyczna i dyrektorka. W ubiegłym roku Ósemki obchodziły 60-lecie działalności. Książka Ewy Wójciak „Więcej niż teatr” ukaże się jesienią nakładem Wydawnictwa Miejskiego Posnania. Łukasz Cynalewski / Agencja Wyborcza.pl
Młodzi mówią mi czasem, że mieliśmy lepiej, bo wróg był wyraźniejszy, a oni roztapiają się dzisiaj w tysiącu tematów – opowiada Ewa Wójciak, członkini legendarnego Teatru Ósmego Dnia, przed premierą autobiografii.

ARTUR DOMOSŁAWSKI: Lubisz, jak was, czyli grupę artystów Teatru Ósmego Dnia, porównują do Rolling Stonesów?
EWA WÓJCIAK: Nie bardzo, bo oprócz odwołań do rewolty ’68 nic nas właściwie nie łączy.

Chodzi o waszą długowieczność jako grupy.
To chyba jedyne podobieństwo.

Nie marzyłaś o aktorstwie. To o czym?
Chciałam być adwokatką, śladami ojca. Adwokatura miała aurę szlachetnego zawodu, który służy pokrzywdzonym.

Z twojej książki zapamiętałem raczej, że chciałaś zostać rewolucjonistką.
Myślałam, że pytasz o zawód (śmiech). Tak, w latach 70. byłam przejęta walką zachodnioniemieckiej grupy Baader-Meinhof, włoskiej Lotta Continua, urugwajskich Tupamaros. W pewnym momencie miałam poczucie, że świat wkoło nas robił się coraz straszniejszy, nieznośny i – jak mi się wydawało – nikt tego nie widział i nie słyszał. Bomba wydawała mi się jedynym narzędziem, którym można by było ludzi obudzić. Nie chodziło o zabijanie, Baader-Meinhof (zachodnioniemiecka, ultralewicowa organizacja terrorystyczna – przyp. red.) zaczęła od wybuchu w pustym supermarkecie.

Aż tak bardzo PRL ci dopiekł?
To była szara, brzydka, monotonna rzeczywistość. Małe cele, małe marzenia. Mgła. Ludzie w półśnie.

Dlaczego utopistka zamieniła marzenie o rewolucji na teatr?
Na szczęście nie posiadałam wiedzy o konstruowaniu bomb, a ci z moich znajomych, którzy coś o tym wiedzieli, nie chcieli mi udzielać lekcji. Spotkałam na swojej drodze ludzi teatru, który manifestował niezgodę na rzeczywistość – i po długich zmaganiach ze sobą właśnie w teatrze skanalizowałam swój bunt. Jednak przełożenie tamtych emocji na ich ekspresję teatralną zajęło mi dużo czasu.

Polityka 36.2025 (3530) z dnia 02.09.2025; Kultura; s. 85
Oryginalny tytuł tekstu: "Umieć powiedzieć nie"
Reklama