Zawód artystów
Awantura o kasę: czy powinniśmy się składać na artystów? Mentzen i Stanowski zyskali tu najwięcej
Artyści nasłuchali się i naczytali przez ostatnie dni niewybrednych opinii o sobie: darmozjady, lenie, nieroby, beztalencia, złodzieje. Tak ostre reakcje wywołuje nowy projekt ustawy o zabezpieczeniu socjalnym artystów, który ledwie wyszedł z rządu. Na rozmowę o zawodzie artysty najwyraźniej albo jest w Polsce za wcześnie, albo może jest źle prowadzona. Dyskusję przejęli zwolennicy Konfederacji, a ton nadał jej Sławomir Mentzen. Ale to nie jest tylko prosty spór prawicowej wolnorynkowości z lewicowym solidaryzmem.
Przypomnijmy: projekt ustawy wyszedł z rządu 26 maja, firmowany przez resort kultury jako ukłon w stronę środowiska od dekad niewidzialnego dla systemu ubezpieczeń społecznych. Artyści zawodowi pracują zwykle zadaniowo, od przelewu do przelewu, podpisują umowy o dzieło czy zlecenia, łapią raczej fuchy niż etaty. Ustawa wszystkich ich zresztą nie obejmuje, co krytycy często pomijają, umieszczając w jednym worku celebrytów, zamożne gwiazdy oraz twórców znacznie gorzej sytuowanych.
Czytaj też: Na pomoc artystom, na ratunek księgarniom. Marta Cienkowska dla „Polityki”
Mit Maryli
To pierwszy mit i pierwsza manipulacja. Tu nie chodzi o Marylę Rodowicz, której w memach Bronisław Komorowski swoim zwyczajem radzi zmienić zawód i wziąć kredyt. Nie chodzi o Krzysztofa Cugowskiego ani o innych sławnych emerytowanych artystów, ochoczo przy okazji przywoływanych. Ustawa przewiduje dopłaty do składek dla osób, które najbardziej tego potrzebują, czyli zarabiają najmniej. Średni roczny dochód z trzech ostatnich lat nie może przekroczyć 125 proc. 12-krotności minimalnego wynagrodzenia.